NA ANTENIE: JINGLE BELL ROCK/HALL AND OATES

O nowej metodologii badań katastrof lotniczych

Publikacja: 13.02.2018 g.15:10  Aktualizacja: 13.02.2018 g.15:08 Maciej Mazurek
Felieton Macieja Mazurka.
smoleńsk - PAP/EPA/Sergiei Chirikov
Fot. PAP/EPA/Sergiei Chirikov

Co się dzieje? W brytyjskiej telewizji Sky News mówiono o wybuchach w tupolewie 10 kwietnia 2010 i to w tonie nie kabaretowym. Wszystko wskazuje na to, że zakres osób objętych smoleńskim obłędem się powiększa.

Kierownictwo brytyjskiej dużej stacji pozwoliło na sianie zamętu niejakiej Lisie Holland. Zajmowała się wcześniej poważną tematyką. Robiła rzetelne reportaże o wojnie w Syrii, o programie nuklearnym w Korei Północnej czy o władzy dyktatora Erdogana w Turcji. Zajmowanie się tymi poważnymi tematami tak chyba naruszyło psychikę dziennikarki, że wpadła w „myślenie tunelowe”, obsesyjne jak spora liczba oszołomów nad Wisłą. Zapytała pewnego starszego dżentelmena o zdanie, co stało się rzeczywiście 10 kwietnia w Smoleńsku i jakie to może mieć reperkusje międzynarodowe? Większość Polaków cały czas sądzi, że prawdy się nigdy nie dowiemy, tymczasem ów dżentelmen mówi wyraźnie, że ma 100% pewności, co do faktu wybuchu. I nie jest to karateka, który przekonywał swego w polskim radio, że drewno brzozowe jest bardzo łamliwe, czy inny „ekspert lotniczy”, który stwierdził, że „jak przypieprzył to się urwało”.

Ów starszy pan nazywa się Frank Taylor. Taylor jest dyrektorem Centrum Bezpieczeństwa Lotniczego, Cranfield University. Prowadzi różnorodne kursy dotyczące bezpieczeństwa lotniczego, badania wypadków, zdolności przetrwania katastrof i zarządzania kryzysowego w lotnictwie. Współpracował z AAIB - Air Accidents Investigation Branch - podczas badania katastrof lotniczych, w tym pożaru B737 w Manchesterze i zamachu na B747 w Lockerbie. Brytyjski badacz wypadków w powietrzu powiedział Sky News, że uważa, że ​​na pokładzie samolotu nastąpiły eksplozje, zanim się rozbił. Ustalenia Franka Taylora rzucają wyzwanie ustaleniom władz rosyjskich i polskich, które w kwietniu 2010 roku oskarżyły pilotów o spowodowanie katastrofy w Smoleńsku w Rosji, w wyniku której zginęło 96 osób w tym prezydent Lech Kaczyński.

No tak, ale Taylor – jak zauważył Marek Pyza na portalu wPolityce „maczał palce w prehistorycznych dochodzeniach” w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia, a od tego czasu wiele się zmieniło w kwestii metodologii badania katastrof. Teraz metodologia badań uległa za sprawą dwóch Komisji: Millera i Laska udoskonaleniu. Nie trzeba robić już rekonesansu na miejscu katastrofy, nie trzeba zrobić rekonstrukcji samolotu z części, które po nim zostały. Fizykę można zignorować; od specjalistów z Federacji Rosyjskiej, którzy słyną z rzetelności, skopiować można strony ich raportu, dopisać do nagrań z rejestratorów glosy odpowiedzialnych za tragedię i po kasę rządową. Wszak stanowisko Rosji w tej sprawie jest jasne, że wszystko zostało dokładnie zbadane i wyjaśnione. Dlaczego nasze stanowisko ma się różnić, skoro Putin, jak przekonywał Daniel Olbrychski, po przybyciu do Smoleńska 10 kwietnia przeżywał wspólnie z Donaldem Tuskiem tę wielką polską tragedię. I był szczery, nie grał, bo Olbrychski - wielki aktor, wie kiedy ktoś przeżywa albo udaje. A Putin przeżywał. Zatem to zrozumiałe, że przeżycie emocjonalne Prezydenta Federacji Rosyjskiej, byłego szefa KGB, musiało dokonać rewolucji w metodologii badań katastrof lotniczych.

Maciej Mazurek
http://radiopoznan.fm/n/10ZC4O
KOMENTARZE 1
Bogumił 14.02.2018 godz. 09:02
Bardzo dobry artykuł dla myślących, bo dużo jest w Polsce ludzi, którzy myślą słabo i zrozumieją treść jako "krytykującą tezę zamachu".

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 20:00 21:00 22:00 23:00 06:00

@TWITTER