NA ANTENIE: Wielkopolskie popołudnie

Turcja po referendum

Publikacja: 18.04.2017 g.08:27  Aktualizacja: 18.04.2017 g.11:14
Najlepszym komentarzem do odniesionego, przez stronę rządową, zwycięstwa w sobotnim konstytucyjnym referendum w Turcji, jest stwierdzenie, że jest to zwycięstwo, które wyczerpuje wszystkie siły prezydenta Erdogana.
Fot. RT Erdogan/twitter

I faktycznie ostatnie dwa lata były pasmem zwycięstw Erdogana, które czyniły go po części silniejszym i jednocześnie w jakiś sposób słabszym zarazem. Jak wskazują historycy, upadek Brytyjskiego Imperium poprzedziły przecież zwycięstwa w dwóch wojnach światowych.

Od zwycięstwa w powtórzonych wyborach na jesień 2015 r., które przyniosły dominację jego Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP), po przetrwanie po nieudanym puczu z lipca poprzedniego roku, potem trudne i nie mniej budzące kontrowersji odbudowywanie znaczenia w polityce międzynarodowej, prezydent gromadził w swoich rękach coraz większą władzę, lecz dającą mu coraz mniej politycznych możliwości.

Teraz dołączyły do tej listy zmiany w konstytucji, które przeszły przez parlament (z trudem) i teraz uzyskały społeczną aprobatę (z wynikiem 51,41% na „tak”). Obecna konstytucja obowiązuje od 1982 r. Od tego czasu większość jej artykułów została zmieniona, także drogą referendalną. Referendum z 16 kwietnia dokańcza proces tych zmian zarazem zmieniając cały ład prawny i polityczny.

Zaakceptowane poprawki, ujmując to generalnie, wprowadzają system prezydencki, zamiast obecnego parlamentarno-gabinetowego. Prezydent - pozostając głową państwa - stanie się także szefem rządu, o szerokich uprawnieniach. W przekazie obozu prezydenckiego ma to zapewnić większą demokratyczność systemu (społeczeństwo wybiera bezpośrednio szefa rządu) i stabilizację – Turcja przez większość swoje dwudziestowiecznej historii pamięta koalicyjne i niestabilne rządy.

Obok kierowania rządem prezydent będzie mógł wydawać dekrety zmieniające porządek prawny, w szerokim zakresie. Oczywiście nie będą one mogły naruszać generalnych zasad ustroju, w tym przepisów konstytucyjnych czy uprawnień obywatelskich. Dekrety prezydenckie będą mogły być obalone przez parlament, jednakże tylko przez większość absolutną.

Co interesujące, kadencje parlamentu i prezydenta będą ze sobą połączone, więc nawet jeśli prezydent rozwiąże parlament (co będzie mógł uczynić wedle nowych rozwiązań), to i jego kadencja ulegnie skróceniu. Najwięcej kontrowersji budzi fakt, że w ocenie wielu obserwatorów prezydent w swoich działaniach będzie podlegał minimalnej kontroli ze strony pozostałych władz, np. będzie mógł wedle swego uznania dobierać ministrów i innych wysokich urzędników, którzy nie będą przechodzić przez procedury sprawdzające przed parlamentem.

Reakcje Zachodu na wynik referendum, ogólnie mało entuzjastyczne, zapowiadają, że ze strony Unii w najbliższym czasie mogą paść stanowcze deklaracje. Tureckie członkostwo w Unii Europejskiej oddala się. Erdogan, nie pozostając dłużnym, prowokuje Brukselę, czy to zapowiedzią przywrócenia kary śmierci, czy negocjowaniem spraw związanych z syryjskimi uchodźcami.

Potwierdził także ponownie gotowość do przeprowadzenia referendum w sprawie członkostwa jego kraju w Unii. Od kilku miesięcy oskarża kraje zachodnie o wtrącanie się do spraw tureckich; po referendum miał powiedzieć, że Zachód bardziej wspierał stronę na „nie” niż krajowa opozycja.

Oceniając obecną sytuację wewnętrzną Turcji najczęściej pada stwierdzenie o głębokim podziale w tureckim społeczeństwie. Turcy są podzieleni: wielkie miasta (Stambuł, Ankara, Izmir) i „europejskie” i liberalne wybrzeże są przeciw zmianom, podobnie jak kurdyjski wschód, natomiast konserwatywne centrum jest za prezydentem.

Lecz Turcja jest krajem skłóconym nie od lat, czy nawet dekad. Podział, wyznaczający spór na osi laickość/tradycja, trwa od prawie wieku. Za kilka lat minie równy wiek, od kiedy nacjonalistycznie nastawieni zwolennicy Kemala Ataturka znieśli kalifat i zaczęli na swój sposób modernizować kraj i naród.

Naród tę modernizację przetrwał. I to właśnie zwycięstwo Erdogana jest tego dowodem. Ocena tego polityka, zapewne najwybitniejszego od czasów "Ojca Turków", w prasie europejskiej i narodowej jest skrajna i wykluczająca się. Między jednak tymi oboma przywódcami anatolijskiej republiki istnieje wyraźny związek: obaj dążyli (czy dalej dążą) do zasadniczej i dogłębnej zmiany swojego narodu, co wymaga przejęcia pełnej władzy i eliminacji przeciwnika (nie tylko politycznie, lecz też symbolicznie). I tak jak dawniej miała to być dominacja sił europeizujących i laicyzujących, tak dzisiaj to zwycięstwo konserwatywnego i islamskiego interioru. Zwycięstwa Erdogana, jak i całego ruchu konserwatywnego, tłamszącego dziś stronę liberalną, w jej własnym odczuciu, jest paradoksalnie możliwe, gdyż strona kemalistowska przegrała. Dziś to Erdogan wszedł w buty Ataturka.

Mimo że obecny prezydent zaapelował do przeciwników zmian, aby ci uznali wynik referendum i aby wszyscy Turcy „wrócili do pracy”, to najbliższe lata na pewno nie będą dla Turcji spokojne. Opozycja myśli o wcześniejszych wyborach lecz rząd nie chce na nie się (w tych okolicznościach) zgodzić. Wynik wspierający zmiany był niższy niż oczekiwano, co może sygnalizować słabnięcie AKP i Erdogana. AKP z kolei woli poczekać do 2019 r., gdy zgodnie z kalendarzem odbędą się wybory tak do parlamentu, jak i na wzmocniony urząd prezydenta.

Do tego czasu należy liczyć się z dużymi napięciami. Liberalna strona stoi dziś w rozkroku, musi albo uznać zmiany i grać wedle zasad narzuconych przez przeciwników, lub dalej przeciwstawiać się im i liczyć na możliwość ich cofnięcia. Główna siła na lewicy, Partia Republikańsko-Ludowa, niema jeszcze obranej strategii.

Łazarz Grajczyński

http://radiopoznan.fm/n/2U7eXd
KOMENTARZE 0

RADIO MERKURY POZNAŃ


internet@radiomerkury.pl 61 865 46 54

GODZINY: 12:00 13:00 14:00 15:00 16:00

@TWITTER