NA ANTENIE: Serwis Informacyjny
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Krzysztof Ostrowski: PiS chce odzyskać Senat

Publikacja: 28.09.2023 g.11:51  Aktualizacja: 28.09.2023 g.17:41 Łukasz Kaźmierczak
Wielkopolska
PiS chce odzyskać Senat - mówi kandydat do wyższej izby parlamentu z Gniezna, Krzysztof Ostrowski. Gość porannej rozmowy w Radiu Poznań przypomniał, że był już posłem w latach 2015-2019 i po parlamentarnej przerwie postanowił powalczyć o mandat senatora z poparciem Prawa i Sprawiedliwości.

Ostrowski jest lekarzem, społecznikiem i byłym samorządowcem. "Uważam, że są sprawy, które powinny być wyjęte spod politycznej połajanki" - mówił Krzysztof Ostrowski.

Polityka międzynarodowa to jest pierwsze. Kwestie bezpieczeństwa, czyli rozbudowa armii. Jeżeli słyszę, kiedy rozbudowujemy armię, ze strony opozycji, że pewne kontrakty może trzeba będzie zweryfikować, może trzeba będzie zmniejszyć wydatki. To jest groźne dla przyszłości państwa i Polaków. Kwestie służby zdrowia. Myślę, że jestem ekspertem w zakresie zdrowia i nie uda się zreformować służby zdrowia, poprawić na miarę oczekiwań, aspiracji i potrzeb Polaków, jak nie dojdzie do zgody w zakresie polityki zdrowotnej

- mówi Ostrowski.

W okręgu gnieźnieńskim do Senatu kandyduje 5 osób. Krzystof Ostrowski deklaruje gotowość debaty z każdym z nich. 

Cała rozmowa poniżej:

Łukasz Kaźmierczak: Jest Pan byłym posłem. Zatęsknił Pan do polityki? Ciągnie wilka do lasu?

Krzysztof Ostrowski: Praktycznie w polityce byłem od początku lat ’90. Zawodowo jestem lekarzem, ale moja kariera i droga życiowa przebiegała, jak na lekarza, bardzo nietypowo. Z jednej strony lekarz, ja bardzo lubię swój zawód, pacjentów, lubię leczyć, a z drugiej strony już od samego początku działałem charytatywnie, społecznie, samorządowo, a potem też politycznie. Praktycznie 1990 pierwszy raz startowałem z ramienia komitetu obywatelskiego do rady miasta Gniezna, gdy zostałem radnym, a potem członkiem zarządu miasta.

Komitet Obywatelski, nie mylić z Koalicją Obywatelską.

Tak, nie mylić z Koalicją Obywatelską. Żart, ale bardzo głęboka wymowa. Dwukrotnie byłem też inicjatorem i założycielem takiego stowarzyszenia lokalnego „Ziemia Gnieźnieńska”, znanego z działalności społecznej i charytatywnej, z tego tytułu byłem dwa razy starostą i radnym wojewódzkim, szefem komisji zdrowia itd. I w końcu posłem na Sejm z ramienia Prawa i Sprawiedliwości. Można powiedzieć, że ten bakcyl polityczny, ta służba drugiemu człowiekowi zawsze była u mnie silna.

To samo mówi Pana kontrkandydat z ramienia Paktu Senackiego, który tworzy opozycja - Grzegorz Fedorowicz. On mówi, że wiele lat był pułkownikiem więziennictwa, ale też działaczem charytatywnym i mówi, że też go ciągnie do takiej charytatywnej, ale w polityce, działalności.

Między mną, a głównym kontrkandydatem, bo kandydatów jest razem pięciu, jest jedna zasadnicza różnica. Pan Grzegorz Fedorowicz charytatywnie działa od około roku, a ja działam przez całe swoje dorosłe życie. Pamiętam, że on chwalił się, że jechał rowerem z Portugalii do Wrześni i zbierał pieniądze na działalność charytatywną. Słuchając w gronie przyjaciół pierwszy raz komunikat mojego kontrkandydata, to pomyślałem sobie, że on przez rok zbierał pieniądze, a ja przez 6 lat wydawałem swoje na działalność charytatywną, także patrząc na bagaż doświadczeń i osiągnięć, to są dwa światy.

Na pewno jest Pan rozpoznawalny w środowisku w dużej mierze, jako lekarz. W czasach korona wirusa cały czas Pan działał, gabinetu nie zamykał, ale porozmawiajmy o polityce. Dlaczego ten senator? To zawsze jest trochę trudniejszy pojedynek, bo to są okręgi jednomandatowe – wybiera się jedną osobę.

Takie kulisy tych negocjacji w polityce, które trochę zdradzę… Rzeczywiście po 2019 roku, kiedy przestałem być posłem, to skupiłem się na medycynie. Czas był trudny i myślę, że w dobie pandemii covida, lekarze naprawdę mogli się wykazać. Tutaj mogę się pochwalić, że cały czas pracowałem i w najostrzejszym okresie pandemii nie zamknąłem gabinetu, tak samo jak moja żona – pulmonolog. To jest bardzo dobra karta. Nie planowałem specjalnie kandydowania do Sejmu ani do Senatu, jednak pod koniec lipca zadzwonił do mnie pan Marszałek Karczewski z propozycją, czy bym jednak nie rozważył kandydowania. Centrala oceniła, że mam spore szanse i, mówiąc krótko, podjąłem tę decyzję dosyć szybko po konsultacjach z żoną, bo potrzebowałem tej akceptacji. Dlaczego Senat, a nie Sejm? Łatwiej mi będzie pogodzić pracę w Senacie z praktyką lekarską. Po drugie pomyślałem sobie, że…

Czyli Pan nie chce porzucać praktyki lekarskiej?

Zdecydowanie nie. Ja kiedy byłem starostą, czy posłem, zawsze mówiłem, że posłem się bywa, starostą się bywa…

Jako starosta też miał Pan otwarty gabinet?

Też, też miałem otwarty gabinet… a lekarzem się jest. Wracając do Senatu. W Senacie łatwiej można pogodzić działalność polityczną z…

Czyli Senat jest, mówiąc kolokwialnie, lajcikiem w porównaniu do Sejmu?

Złośliwi mówią, że to izba śpiących, a życzliwi, że to izba mędrców. Myślę, że z racji swojego życiowego doświadczenia i bagażu życiowego, takim osiągnięciom w pracy na rzecz drugiego człowieka, to jest moje hasło wyborcze, służba drugiemu człowiekowi. Myślę, że mam ogląd na służbę zdrowia i wiele innych spraw z wielu różnych pozycji. Byłem przez kilkanaście lat dyrektorem do spraw lecznictwa szpitala gnieźnieńskiego. Pracowałem też jako starosta, czyli pełniłem obowiązki organu założycielskiego…

Grzegorz Fedorowicz mówi, że też chce służyć drugiemu człowiekowi. Hasło ma inne, ale przyświeca mu ten sam cel.

Mogę zaapelować do wyborców, żeby rozpoznali po czynach, a nie po słowach. 

Po poprzednich wyborach PiS stracił kontrolę nad Senatem. Miał większość, ale zyskała opozycja. To często były takie głosowania na styk. Wierzy Pan w to, że PiS odbije w tych wyborach Senat?

Myślę, że jest spora nadzieja na to, że PiS odbije w tych wyborach Senat, także duża nadzieja jest w naszym okręgu. Przypomnę, że w poprzednich wyborach poprzedni kandydat, a mój przyjaciel, Robert Gaweł, niewiele przegrał z senatorem z Platformy Obywatelskiej, panem Pawłem Arndtem, zresztą też moim kolegą, bo trzeba powiedzieć, że się znamy, jesteśmy z jednego środowiska powiatu gnieźnieńskiego. To było 1400 głosów.

Tak, to było dokładnie 40,9 proc do 41,71 proc. To rzeczywiście jest niecały jeden procent różnicy, jak Pan mówi, 1400 głosów.

W moim przekonaniu i nie tylko moim przekonaniu, bo przecież jest kampania i rozmawiam też z kolegami z opozycji, to blok senacki popełnił spory błąd wystawiając kandydata Grzegorza Fedorowicza. Dlaczego się tak uważa? Po pierwsze, ja jestem jedynym kandydatem z największego powiatu, jakim jest powiat gnieźnieński, który ma praktycznie dwa razy więcej mieszkańców, niż powiat…

Bo tam jest jeszcze Września, Środa, Śrem i Słupca.

Tak. Do tej pory senatorowie zawsze byli z powiatu gnieźnieńskiego. Paweł Arndt to jest przecież rodowity gnieźnianin. Po drugie, Grzegorz Fedorowicz nie jest z największej partii na opozycji, która nadaje ton, czyli z PO, a jest z Trzeciej drogi, co też wprowadza dosyć mocne dysonanse wewnętrzne.

A są te dysonanse?

Trudno mówić o dysonansach wśród kolegów, ale ja słyszę, że takie dysonanse są. Wiem, że bardzo mocno szykował się do senackiego startu, już też były senator, a obecny starosta z PO, pan Piotr Gruszczyński, który, mówiąc delikatnie…

Wylądował na liście do Sejmu.

Tak i nie jest z tej sytuacji za bardzo zadowolony. Na koniec chcę jeszcze powiedzieć, że jestem dużo bardziej rozpoznawalny, co też mi daje większą szansę na terenie tych wszystkich powiatów, ponieważ w czterech z tych powiatów prowadziłem biura poselskie, które były żywe, gdzie byli interesanci, gdzie było setki porad prawnych, więc nie jestem osobą nieznaną.

Podejrzewam, że Fedorowicz powie, że ona ma efekt świeżości. Będzie to próbował równoważyć. Wybieracie się na jakąś debatę? Tak, jak Pan powiedział, to nie jest tak, jak wielu myśli, że w Gnieźnie będzie tylko 1 do 1. Tych kandydatów jest pięciu.

Kandydatów jest rzeczywiście pięciu, natomiast arytmetyka… jakby wszystkich należy szanować i każdy ma prawo głosować na wszystkich kandydatów, natomiast z takiej logiki wyborczej, arytmetyki, wynika, że dwóch kandydatów ma główne szanse, czyli pan Grzegorz Fedorowicz napędzany tym paliwem antyPiSu i moja osoba, wystawiona przez Zjednoczoną Prawicę. Taka jest arytmetyka. Co do debaty, to rozważam ją, natomiast logika kampanii wyborczej, która się odbywa, jej dynamika, to jest pierwsza kampania wyborcza, w której żadnej ze stron chyba się nie spieszy do debat. Każdy skupił się na promocji swojego programu, na przekonaniu tych niezdecydowanych wyborców, którzy przesądzą o wyniku wyborów do  tego, żeby oddali głosy na nasze ugrupowanie, natomiast tych debat praktycznie nie widać. Ja jestem otwarty i chętny do debaty nie tylko z panem Grzegorzem Fedorowiczem, ale ze wszystkimi kandydatami.

Jest też kandydat Konfederacji, kandydat, który był kiedyś w Kukiz’15, jest lokalny działacz społeczny. To trochę taka sytuacja, jak w paru innych okręgach. Nie wszędzie, gdzie się tworzył Pakt Senacki, udało się zachować jedność. Są okręgi, gdzie były senator z PO kandyduje przeciwko obecnemu kandydatowi Koalicji Obywatelskiej. Takich okręgów jest, lekko licząc… Dzisiaj zresztą w ogóle na 100 miejsc zgłosiło się 342 kandydatów, patrząc na całą, polską arenę.

To jest dosyć ciekawe, bo patrząc na rejestrację kandydatów, bo z ciekawości sprawdziłem w Państwowej Komisji Wyborczej, to część kandydatów jest zarejestrowana, jako blok senacki, ale w przypadku naszego okręgu, pan Grzegorz Fedorowicz jest zarejestrowany, jako Trzecia Droga. To pokazuje, że tutaj dysonanse jednak są.

To ciekawe, jak to się będzie rozstrzygało. Stąd moje pytanie, czy wierzycie w to, że uda się na powrót przejąć Senat. Pakt Senacki mówi, że liczą na 65 mandatów na 100. Grubo.

Odpowiem Paktowi Senackiemu, że pomarzyć można. To niewiele kosztuje. Oczywiście będą decydowali wyborcy, natomiast, patrząc na sytuację w skali kraju i okręgach moim i innych w Wielkopolsce, aby to było realne. My liczymy na to, że Senat odbijemy. Jak będzie, to zdecydują wyborcy. Praktyka parlamentaryzmu tej kadencji pokazała, że Senat jest ważny, że sprawniej się rządzi…

Jak Pan ocenia tę mijającą kadencję Senatu, o której Pan mówił „izba mędrców”, namysłu i odwagi też się o niej często mówi.

Nie oceniam najlepiej. Niezależnie od tego, że trochę zakopałem się w medycynie, to nawyk śledzenia tego, co dzieje się w kraju i na świecie pozostał. To jest jednak ponad 30 lat nawyków, więc mnie to interesowało i ciekawiło. Przykro to powiedzieć, bo pan Marszałek Grodzki też jest lekarzem, ale sposób prowadzenia Senatu przez Marszałka Grodzkiego zawsze w kontrze do Sejmu, ta filozofia totalnej opozycji, że w niczym się nie zgadzamy, nawet w obszarach… nic nie popieramy, wszystko krytykujemy, taka totalna opozycja. Nawet z dziedziny życia społecznego, czy gospodarczego, które powinny być wyłączone z ostrej debaty politycznej, połajanki i wojny politycznej takie jak służba zdrowia, co jest mi szczególnie bliskie, sprawy międzynarodowe, sprawy obronności w sytuacji wojny na Ukrainie też były polem tego konfliktu.

To nie jest trochę tak, że wy w Sejmie, oni w Senacie i tak to się trochę ściera?

Trochę tak było i to na pewno z punktu widzenia interesu państwa, dobra państwa, skuteczności polityki, niemówienie jednym głosem, to nie jest dobre.

Pan ma inny styl jeśli chodzi o te kwestie główne? One powinny być wyjęte spoza polityki?

Tak. Myślę, że większość polityków się zgadza, że są kwestie fundamentalne dla bezpieczeństwa państwa, które w poważnych państwach takich jak Francja, czy Niemcy wyjęte są spoza bieżącej połajanki politycznej i z bieżącej walki politycznej.

To u nas się jeszcze tego nie nauczyliśmy?

„Nauczyli” to jest złe słowo. Trudno nam to idzie. Polityka międzynarodowa to jest pierwsze. Kwestie bezpieczeństwa, czyli rozbudowa armii. Jeżeli słyszę, kiedy rozbudowujemy armię, ze strony opozycji, że pewne kontrakty może trzeba będzie zweryfikować, może trzeba będzie zmniejszyć wydatki. To jest groźne dla przyszłości państwa i Polaków. Kwestie służby zdrowia. Myślę, że jestem ekspertem w zakresie zdrowia i nie uda się zreformować służby zdrowia, poprawić na miarę oczekiwań, aspiracji i potrzeb Polaków, jak nie dojdzie do zgody w zakresie polityki zdrowotnej.

Czyli ponadpartyjny pakt, dotyczący służby zdrowia. To pański postulat? Mogę to wpisać, jako program, z którego będę później Pana rozliczał?

Można to wpisać, natomiast ta część programu nie zależy ode mnie. Chcę powiedzieć, że ja mam taki styl uprawiania polityki koncyliacyjny, ugodowy. Raczej szukam tego, co łączy, a nie tego, co dzieli. To widać w kampanii wyborczej, że ona jest spokojna, nastawiona na argumenty, na pokazanie tego, co zrobiłem, co chcę zrobić, na szukaniu tego, co łączy.

Jeszcze jedno zdanie, bo powinniśmy to skomentować. Zrobiło się nowe otwarcie, nowa szansa. Dotychczasowy senator Paweł Arndt zrezygnował, poszedł na polityczną emeryturę. To sytuacja raczej rzadka.

Pana senatora Arndta znam wiele, wiele lat. Pierwszy raz spotkaliśmy się w pierwszej kadencji samorządu w 1990 roku. On startował wtedy z Gnieźnieńskiego Klubu Katolików, a ja z Komitetu Obywatelskiego i zasiadaliśmy razem w zarządzie miasta – on był wiceprezydentem, a ja byłem nieetatowym członkiem zarządu. Miałem i mam o nim dobre zdanie. Dlaczego zrezygnował, to trzeba by było zapytać Pawła Arndta. Myślę, że zrezygnował dlatego, że miał już dosyć tych sporów ideologicznych, politycznych i tej połajanki, która była w Senacie.

Może w Gnieźnie płynie inne źródło, skoro Pan mówi, że on także był poza tymi kwestiami…

Myślę, że miał dosyć wyważony i rozsądny stosunek.

http://radiopoznan.fm/n/5YiuiF
KOMENTARZE 0