NA ANTENIE: Kurs muzyki

Strajk nauczycieli! Kto strajkuje, kto pracuje?

Publikacja: 31.03.2017 g.16:24  Aktualizacja: 03.04.2017 g.10:15
Strajk nauczycieli zorganizowano w piątek w całym kraju. Według danych Związku Nauczycielstwa Polskiego - do protestu przystąpiło 23% szkół i innych placówek oświatowych w Wielkopolsce. Kuratorium Oświaty mówi o 6%.
Fot. Anna Skoczek

Szefowa ZNP w Wielkopolsce Joanna Wąsala powiedziała nam, że do protestu przyłączyło się 405 placówek, a strajkowało blisko 10 tysięcy pracowników oświaty (dokładnie 9772), z czego większość to nauczyciele. ZNP nie ma danych, w ilu szkołach nie odbywały się lekcje, bo do protestu przyłączyła się większość załogi. Zdaniem Kuratorium Oświaty strajkowało 171 szkół i niespełna cztery tysiące pracowników  (dokładnie 3843).

Związek Nauczycielstwa Polskiego zorganizował w całym kraju protest przeciwko reformie oświaty związanej z likwidacją gimnazjów. Dyrektorzy szkół musieli zapewnić dzieciom opiekę, choć część z nich apelowała do rodziców, aby nie wysyłali dzieci do szkół. Z danych Związku Nauczycielstwa Polskiego wynika, że są w regiony w Wielkopolsce, gdzie strajkowało niewiele szkół.

Aby przeprowadzić strajk nauczyciele musieli wejść w spór zbiorowy, a później przeprowadzić procedurę przygotowującą do strajku. Z danych ZNP wynika, że w całej Wielkopolsce referenda strajkowe przeprowadzono w ponad 800 szkołach.

W 19 szkołach i przedszkolach w Lesznie odbył się ogólnopolski strajk organizowany przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. To około 45% wszystkich placówek oświatowych w tym mieście.Strajku nie popierają nauczyciele z oświatowej "Solidarności".  

Rodzice uczniów z Kościana nie musieli się martwić, co zrobić z dziećmi. W tym mieście do strajku nie doszło w żadnej ze szkół i w żadnym przedszkolu.

W powiecie kościańskim protestowali nauczyciele w gimnazjach i szkołach podstawowych m.in. w Racocie, Czempiniu i Śmiglu, w sumie w 8 placówkach oświatowych.

W Kaliszu nie było strajku nauczycieli. Lekcje w szkołach odbywały się normalnie. Na budynkach oświatowych pojawiły się jedynie  flagi na znak solidarności ze strajkującymi. Kaliscy nauczyciele nie włączyli się czynnie do strajku. Szkoły nie zgłosiły planów organizacji takiego protestu, wobec tego oddział terenowy ZNP  nie przyjął uchwały o wejściu w spór zbiorowy.

Ponad 100 szkół w Konińskiem włączyło się do ogólnopolskiego strajku. Zajęć lekcyjnych nie prowadziło 2500 pracowników oświaty. Szkoły, które przyłączyły się do strajku były oflagowane i oznaczone postulatami oraz hasłami "Strajk ZNP". Takich placówek w powiatach konińskim, słupeckim, tureckim i kolskim jest 114. - Najwięcej, 13 z 46 szkół strajkowało w Koninie.

W Słupcy i 11 gminach Konińskiego żadna szkoła nie strajkowała. Podobna sytuacja była w Ostrowie Wielkopolskim. Tam także nauczyciele nie podejmowali czynnego strajku, ale na znak solidarności z protestującymi wywieszali flagi na budynkach. Część uczniów ma rekolekcje więc w tym czasie nie było w szkole zajęć.

Do ogólnopolskiego strajku nauczycieli i pracowników oświaty  przystąpiła połowa szkół i przedszkoli z Piły i północnej Wielkopolski. Strajkujący nauczyciele nie przeprowadzali zajęć. W Pile, gdzie jest 40 szkół, strajkowało 30. W Chodzieży do protestu przystąpiło 11 na 14 placówek. W Trzciance 12 na 17. Natomiast w Złotowie nie strajkowała żadna szkoła. Ogólnie na 220 placówek, które znajdują się we właściwości pilskiego ZNP, 108 przystąpiło do strajku.

Wszyscy uczniowie w Gnieźnie mieli w piątek normalne lekcje. Nauczyciele - mimo wcześniejszych zapowiedzi nie podjęli aktywnej akcji strajkowej organizowanej przez Związek Nauczycielstwa Polskiego. W szkole podstawowej nr 5 w Gnieźnie, na budynku wisiał jedynie sztandar ZNP,  bo jak powiedziała dyrektorka Anna Wójcik-Starczewska nauczyciele identyfikują się z postulatami. Rodzice wiedzieli już wcześniej, że w tej placówce strajku nie będzie więc absencji w klasach nie było. Podobna sytuacja było we wszystkich szkołach Gniezna. Jednak w referendum nauczyciele aż z 11 placówek chcieli strajkować. Ostatecznie jednak nikt do protestu nie przystąpił, dlatego prezes ZNP w Gnieźnie Anna Brodnicka, czuje się zawiedziona. Wg niej odstąpienie od strajku było powodowane obawami o miejsce pracy. Nieoficjalnie jednak nauczyciele mówili, że protest był zorganizowany za późno i nie widzą sensu takich działań.

We Wrześni do strajku przystąpiły trzy spośród dziesięciu placówek podległych miastu: są to Szkoła Podstawowa nr 2 we Wrześni, Gimnazjum nr 2 we Wrześni oraz zespół szkół w Nowym Folwarku. Strajk polegał na nieprowadzeniu zajęć dydaktycznych. W to miejsce szkoły zapewniły uczniom opiekę. O strajku zostali uprzedzeni rodzice. I choć mogli oni nie posłać swych dzieci do szkół, to miasto i tak zapewniło dowóz autobusami według codziennych grafików. Największy strajk we Wrześni był w gimnazjalnej dwójce. Do protestu przystąpiło tam 70% nauczycieli i pracowników obsługi. Tak jak w całej Polsce strajkujący nie dostali za ten dzień wynagrodzenia. Jak informuje szef oświaty we wrzesińskim starostwie - do strajku nie przystąpiły podległe powiatowi szkoły ponadgimnazjalne.

Związek Nauczycielstwa Polskiego w Szamotułach strajkował w szkołach powiatowych i gminnych. - Strajkowaliśmy w dziewięciu placówkach - poinformowała szefowa oddziału ZNP w Szamotułach Mirosława Kałużyńska. Do akcji protestacyjnej włączyły się zespoły szkół: nr 1, nr 2, Szkół Specjalnych oraz bursa szkolna. W placówkach nadzorowanych przez samorząd gminny strajk był w szkołach podstawowych: nr 3 w Szamotułach i w Przyborowie, w zespołach szkół w Pamiątkowie, Otorowie oraz w przedszkolu nr 5 "Miś". Do protestów przyłączyły się także szkoły we Wronkach. Nauczyciele przyszli do szkół, ale nie podjęli pracy. 

Różnie wyglądał udział szkół w ogólnopolskim proteście nauczycieli w powiecie nowotomyskim. Największy procent strajkujących był w gminach Lwówek i Zbąszyń. W pierwszej do protestu przyłączyło się 7 na 8 placówek, w drugiej 5 na 8. W gminie Opalenica tylko 3 z 9 (Zespół Szkół w Opalenicy, Gimnazjum w Opalenicy oraz Szkoła Podstawowa w Opalenicy). W gminie Nowy Tomyśl tylko 2 z 16 (SP nr 2 w Nowym Tomyślu oraz  nowotomyskie Gimnazjum). W gminie Kuślin 1 z 5 (Gimnazjum w Michorzewie).

Adam Michalkiewicz/Jacek Marciniak/Danuta Synkiewicz/Piotr Tomasz/Rafał Muniak/Rafał Regulski/Andrzej Ciborski/abb/szym


http://radiopoznan.fm/n/gwWHLW
KOMENTARZE 9
gregor 31.03.2017 godz. 17:13
Oby dzieci w tym wszystkim nie strajkowaly...
Wiesław 31.03.2017 godz. 14:07
matka Polka napisała; "Języki to także wieczna powtórka od zera i wyrównywanie poziomów."

Języki obce w szkolnictwie to istny horror! W szkole podstawowej córka uczyła się angielskiego. W gimnazjum załapała się na rozszerzony angielski i dodatkowo francuski od podstaw. W technikum natomiast francuskiego już nie uczą, więc zmuszona była zapisać się na niemiecki ale w kontynuacji bo nie było od podstaw, mimo iż nie zna niemieckiego. Dlatego wciąż wspiera się korepetycjami. Natomiast angielski mają na tak niskim poziomie, że córka pomaga nauczycielce w poprawianiu kartkówek i innych zadań domowych.
Nauka języków obcych w Polsce to kompletna kpina i brak logicznego programu.
Nie rozumiem jak można mieć jeszcze jakiekolwiek wątpliwości nad zmianą programową.

matka Polka 31.03.2017 godz. 13:17
Moje najstarsze dziecko skończyło osiem klas,młodsze już poszły do gimnazjum.Córka jako czwarty rocznik poszła do liceum a tam matematyczka narzekała,że tylko ma trzy lata na przygotowanie do matury,że za krótko.Języki to także wieczna powtórka od zera i wyrównywanie poziomów.Po co tyle zmian szkół,nawet nauczycieli się nie zapozna.Nauczyciele powinni tak przygotowywać dzieci w obowiązkowej szkole by dzieci nie miały lekcji zadawanych do domu.Rodzic może być analfabetą i niekoniecznie pedagogiem,by odrabiał robotę za nauczyciela.Trzeba im zapłacić i wymagać,niech rodzic odetchnie trochę.
Wiesław 31.03.2017 godz. 13:11
Może jeszcze jedno spostrzeżenie. Prawie każdy z nas jest rodzicem i pamięta ile miał obowiązkowej pracy ze zmianą szkoły podstawowej na gimnazjum dla swoich dzieci. Dla większości dzieci również jest to duży stres bo trzeba zmienić szkołę, nauczycieli, kolegów i koleżanki. Również często wybrane gimnazjum mieści się dalej od miejsca zamieszkania niż szkoła podstawowa a to wiąże się z dodatkowymi kosztami, czasem przejazdu czy pobudką dla dzieci, jak również powrotem do domu. Rodzice jak i dzieci zawsze wtedy stoją przed wielką niewiadomą. Natomiast rodzice, którzy jeszcze tego nie przechodzili z pewnością obawiają się tych zmian.

I teraz proszę mi wytłumaczyć dlaczego nagle protest przeciwko likwidacji gimnazjów ma poparcie wśród części rodziców? Dlaczego nagle część rodziców już nie widzi problemu ze zmianą szkoły, zwłaszcza w tak młodym wieku, dojazdem, dodatkowymi kosztami i innymi zagrożeniami, które zawsze stwarzają obciążenie tak dla dzieci jak i rodziców???
Odpowiedź może być tylko jedna - POLITYKA!
Proszę mi wierzyć, nikt z protestujących nie myśli o dzieciach!
To oczywiście tylko moja subiektywna ocena ale chyba trudno się z nią nie zgodzić, w końcu też jestem rodzicem i wiem z czym musiałem się niepotrzebnie zmierzyć.
Mama 31.03.2017 godz. 12:54
Mam dwojke dzieci gimnazjaliste ktory poszedl do szkoly a szkola popiera stajk wywieszajac flagi oraz dziecko w nauczaniu poczatkowym gdzie w szkole dzisiaj nieodbywaja sie zajecia jest otwarta swietlica od 7:30 do 16:00 czyli 8,5h. Kazdy normalnie pracujacy czlowiek pracuje po za domem min. 8h + dojazd. Wiec mialam wybor albo spoznic sie prawie 2 h do pracy ( zaczynam prace o 6:30 co raczej jest absurdem albo wziac urlop. Wybralam z przymusu to drugie. Czy ktos o tym pomyslal? Po za tym ciagle jestesmy straszeni ze nauczyciel musi gonic material a my rodzice musimy czesc nadrabiac z dziecmi w domu. A tutaj dzien bez zajec. Na kim sie to odbije dzisiaj na mnie a zaraz na naszych dzieciach. Mozna zrozumiec duzo ale to rodzicow moze tylko rozdrażnić. Bardzo zle zaplanowane napewno dzieci nie byly wziete pod uwage w dniu dzisiejszym.
Wiesław 31.03.2017 godz. 10:42
Przecież ten strajk jest czysto polityczny i nie ma nic wspólnego z walką o prawa nauczycieli czy troskę o uczniów. Nawet posłanka Nowoczesnej to przyznała.
Przykład? Proszę bardzo. Szef Związku Nauczycielstwa Polskiego pan Sławomir Broniarz, tak ten sam co stoi za zeszłorocznym protestem w którym hańbiąc barwy narodowe usypano na ulicy "kupę" z białej kredy, czerwono białych kartoników i na którą wrzucono flagę narodową, teraz osobiście chce zlikwidować szkołę i wyrzucić 32 pracowników na bruk. Część z wykładowców zaprotestowała przed likwidacją uczelni i za ten protest otrzymali zwolnienia dyscyplinarne! Czy tak się postępuje z nauczycielami walczącymi o pracę?
To się nazywa hipokryzja nie mająca nic wspólnego z losem nauczycieli. Ponadto, wciąganie dzieci we własne rozgrywki polityczne i namawianie żeby nie przychodziły do szkoły w dzień strajku jest ohydne, nie pedagogiczne i nie ma nic wspólnego z troską o edukację. Ale czego można się spodziewać od przeciwników obecnej władzy.
Kamil Kryza 31.03.2017 godz. 07:58
Popieram protest nauczycieli zorganizowany przez ZNP ! W Polsce tylko w ten sposób można coś wywalczyć dla swojej grupy zawodowej. A gdzie jest Solidarność? Solidarność nie protestuje, bo to związkowe ramię PiS.
MN 30.03.2017 godz. 22:51
Chcą być "świętymi krowami"... w zawodzie, podobno, z powołania...
jarock 30.03.2017 godz. 20:52
Niech nauczyciele nie dziwią się, że ich autorytet w oczach ucznia i rodzica maleje.

RADIO MERKURY POZNAŃ


internet@radiomerkury.pl 61 865 46 54

GODZINY: 15:00 16:00 18:00 19:00 20:00

@TWITTER