NA ANTENIE: Popołudniówka Radia Poznań
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
 

Przekop Mierzei Wiślanej bezwzględnie się opłaca - uważa kapitan żeglugi wielkiej

Publikacja: 26.04.2022 g.19:34  Aktualizacja: 27.04.2022 g.09:04 Roman Wawrzyniak
Poznań
Marek Malcher - gość Wielkopolskiego Popołudnia przyznał, że nie rozumie słów m.in. polityków PO, którzy twierdzili, że przekop jest niepotrzebny i którzy marginalizowali jego znaczenie, mówiąc np. że będzie służył wyłącznie kajakom.
przekop mierzei wiślanej - Adam Warżawa - PAP
Fot. Adam Warżawa (PAP)

Kapitan Malcher mówił na antenie Radia Poznań, że w ciągu doby przez przekop będzie mogło przechodzić kilka statków, już zgłaszają się zainteresowani.

Przekop uruchamia przepływ towarów z Łotwy, z Białorusi - może kiedyś. Co by się stało, gdyby odcięto zupełnie Ukrainę od morza? Którędy Ukraina może eksportować swoje zboże? Przez Bałtyk, tylko przez Bałtyk. A jeżeli tak, to najbliżej ma do Elbląga...

- mówi Marek Malcher.

Jak mówi kapitan Malcher, jeden statek, przez przekop będzie mógł przewieźć 4 tys. ton ładunku. To odpowiednik 100-wagonowego pociągu towarowego.

Poniżej cała rozmowa w audycji Wielkopolskie Popołudnie:

Roman Wawrzyniak: Pół życia spędził pan na morzu. Nie mogę nie zapytać o zatonięcie rosyjskiego krążownika Moskwa. Pana opis tego zdarzenia na Salonie24.pl ma tysiące odsłon, polecam państwu i odsyłam. Proszę powiedzieć, co tam się wydarzyło?

Marek Malcher: Próbowałem robić rekonstrukcję. To jest bardzo utrudnione, bo tam było dużo dezinformacji albo pogłoski. Pierwsze pogłoski, że tam był 1000-osobowy oddział piechoty morskiej. To raczej nieprawda. Krążownik nie za bardzo się nadaje do desantu, chyba, że to miałoby być natychmiastowe.

Ale ma pan rację, takie informacje były.

Ja też o tym pisałem. Wtedy straty byłyby olbrzymie. Na tym krążowniku było ponad 500 osób. Na statku handlowym tej wielkości, to by było dwadzieścia parę osób.  A tutaj było ponad 500, to można sobie wyobrazić warunki, w jakich mieszkali.

Ale Rosja utrzymywała, że doszło do pożaru, Ukraińcy, że trafił pocisk.

Bezwzględnie były to pociski. Amerykanie też o tym mówią. Pociskami podobno ich produkcji - Neptunami (ale to już mówią tylko Ukraińcy).

Czy ten statek poszedł na dno, pana zdaniem? Strona rosyjska utrzymuje, że jest próba jego remontowania.

Z tych doniesień i z liczby załogi wynika, że poszedł na dno. Czy jest możliwość remontu? Nie. Jest możliwość podniesienia, ale to budowanie od nowa. Tam jest masa elektroniki, choć to był stary statek, z 1979 roku.

Ale z symbolicznie ważną nazwą. Były newsy, że Moskwa idzie na dno. Na ile to, co dzieje się na wodzie, może mieć znaczenie dla ostatecznego rozstrzygnięcia w tej wojnie ukraińsko-rosyjskiej?

To jest wojna o morze, między innymi. Pierwszym celem było opanowanie całej Ukrainy, bez Ukrainy Rosja jest mocarstwem regionalnym, z Ukrainą jest mocarstwem. To była największa strata po rozpadzie ZSRR, odejście Ukrainy. Ten cel został odsunięty, Rosjanie przegrali bitwę o Kijów, a drugim celem jest odcięcie Ukrainy od morza, a to jest kraj, który jest największym konkurentem Rosji w eksporcie żywności, węgla. Dostęp do Morza Czarnego jest kluczowy dla Ukrainy - bez tego byłby to cios dla Ukrainy.

Dlatego jest tak zacięta walka?

Tak. Rosja w połowie tę wojnę wygrała, w 2014 roku opanowując Krym. To piękny region, ale najważniejsze było to, że cieśnina Kerczeńska zamyka morze Azowskie, które jest częścią Morza Czarnego. Wybrzeże azowskie to połowa wybrzeża Ukrainy.

Jeśli pan obserwuje te doniesienia ze wschodu Ukrainy, to na podstawie pana doświadczenia, co można przewidywać?

Ukraińcy mają duże szanse. Obecność krążownika była o tyle ważne, że stanowił trzon blokady morskiej, tam jest tak blisko front, że eksport z Ukrainy jest zahamowany. Bardzo trudny byłby desant z morza, to widać po Odessie. Nie próbują tego. Musieliby zorganizować bardzo silny atak i odsłonić się. Ukraińcy mają szanse i bardzo się ucieszyłem, że zaatakowano bazę paliwową w Rosji, to ta sama taktyka, którą przyjęli na północy - odcinanie zaopatrzenia.

Panie kapitanie, ponieważ umawialiśmy się też na inny temat, więc przejdźmy do drugiego tematu - Mierzeja Wiślana. Wszyscy chyba słyszeli krytyczne wypowiedzi polityków PO o przekopie Mierzei - od Janusza Lewandowskiego, Małgorzaty Kidawy-Błońskiej - "Gdyby natura chciała..." itd., czy Rafała Trzaskowskiego, który kandydował na prezydenta i mówił, że zatrzymamy tę inwestycję. W czyim imieniu pana zdaniem ci państwo się wypowiadali? Mam poczucie, że nie w imieniu Polaków, którym przekop się opłaca.

Bez względu się opłaca. Nie ma wątpliwości. Ja nie potrafię odpowiedzieć na pana pytania. Jestem zwolennikiem prawej strony, nie kryję tego, ale doceniam też to, co zrobił poprzedni rząd, to też był rozwój, może nie taki, jak byśmy chcieli. W trakcie tego rozwoju są rzeczy, których absolutnie nie rozumiem - podpisanie w 2009 roku układu o przejściu przez cieśninę Pilawską z rządem Rosji. To układ skrajnie niekorzystny dla Polski. To nie musiało tak być.

Wtedy myśleliśmy, że kryje się za tym jakaś myśl dyplomatyczna, jakieś ważne interesy państwa.

Nie naszego.

Ale dzisiaj, kiedy widzimy politykę Putina, to otwierają nam się oczy.

Nie chcę rzucać oskarżeń. Dla mnie niezrozumiałe, tym bardziej że w tym samym czasie Finowie potrafili podpisać umowę, która im gwarantuje wolną żeglugę. Ta umowa Polski z Rosją nie gwarantowała niczego.

Dlaczego przekop Mierzei Wiślanej jest taki ważny?

Mówiliśmy, co by oznaczało odcięcie Ukrainy od morza, którędy Ukraina mogłaby eksportować swoje zboże? Przez Bałtyk. Tylko. A jeżeli przez Bałtyk to najbliżej ma do Elbląga. Próbowano wykpić ten przekop, że to jest na kajaki, że to turystyka. W tej chwili pojawiają się oferty dotyczące obsługi. Tam będą schodziły statki - jeden statek z 4 tys. ton ładunku, to jest odpowiednik 100-wagonowego pociągu towarowego.

To obrazuje tę inwestycję.

Kilka takich statków na dobę. To uruchamia całą część tej Polski i ewentualny przepływ towarów z Łotwy, z Białorusi może kiedyś.

Koncepcje przekopu były 500 lat temu, za któregoś z króli. Chciałem wspomnieć o pana książce "Przepustka na ląd", która ukazała się w tym roku. Dlaczego warto po nią sięgnąć?

Spisałem wspomnienia swoje, jak wyglądała moja kariera morska od majtka, studenta Wyższej Szkoły Morskiej na Darze Pomorza, do kapitana (od 1991 roku). Sądzę, że mi się to udało, bo mam tutaj recenzje od profesora Edwarda Belcerzana, znanego krytyka literackiego. Poprosiłem go o sprawdzenie, czy to w ogóle nadaje się do publikacji, admirałów całe mnóstwo pisze książki i one są nudne jak...

Pan miał też pod sobą ludzi z Ukrainy. Jak się spisywali?

Tam jest parę szkół morskich, byli dobrze przygotowani, paru było wybitnych. W pamięci najbardziej tkwi chłopak z Mariupola, już po 2014 roku, który budował tam dom. I bardzo często myślę, co tam się dzieje. Byli bardzo patriotyczni.

http://radiopoznan.fm/n/8Pj9Nb
KOMENTARZE 0

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 12:00 13:00 14:00 15:00 16:00

@TWITTER