NA ANTENIE: Muzokwasy
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Masz pieniądze i nie wiesz, jak je zainwestować? Największy błąd to nie ten, o którym myślisz - rozmowa z Przemysławem Kwiatkowskim - doradcą ds. inwestycji

Publikacja: 10.06.2026 g.11:29  Aktualizacja: 10.06.2026 g.11:43 Materiał sponsorowany
Świat
Wiele osób ma dziś odłożone środki, ale nie ma planu, co dalej z nimi zrobić. Z jednej strony pojawia się potrzeba działania, z drugiej - brak pewności, która decyzja ma sens. W efekcie pieniądze często pozostają w miejscu, a decyzja odkładana jest miesiącami.
przemyslaw-kwiatkowski-mountvest-inwestycje_Easy-Resize.com - Materiał sponsorowany
Fot. (Materiał sponsorowany)

Spis treści:

    O tym, gdzie naprawdę leży problem i jak podejść do inwestowania w bardziej poukładany sposób, rozmawiamy z Przemysławem Kwiatkowskim - doradcą ds. inwestycji w Mountvest.

    Ludzie często mają dziś odłożone pieniądze, ale nic z nimi nie robią. Z czego to wynika?

    Najczęściej problemem nie jest brak możliwości, tylko brak “poukładania” pieniędzy. Z zewnątrz wygląda to tak, jakby ktoś nie wiedział, gdzie inwestować. W praktyce to jest dużo głębsze. 

    Dzisiaj mamy ogromny dostęp do informacji - artykuły, podcasty, social media, znajomi, którzy “coś już robią”. Każde z tych źródeł daje inny punkt widzenia. Jedni mówią, że tylko nieruchomości, inni że fundusze, jeszcze inni pokazują różne szybkie “okazje”.

    I to wszystko powoduje jedną rzecz: człowiek zamiast mieć większą jasność, doświadcza jeszcze większego chaosu. Zaczyna analizować, porównywać i szukać “tej właściwej decyzji”, po czym dochodzi do miejsca, w którym żadna opcja nie wydaje się wystarczająco dobra, żeby ją wybrać.

    Do tego pojawia się presja - świadomość, że “mam pieniądze i powinienem coś z nimi zrobić”. Ale jednocześnie brak pewności, co będzie dobrą decyzją.

    I wtedy najczęściej mamy do czynienia z odwlekaniem. Nie dlatego, że ktoś nie chce działać, tylko dlatego, że nie ma poczucia, że rozumie sytuację na tyle, żeby podjąć racjonalną decyzję.

    Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie nie potrzebują kolejnej opcji inwestycyjnej. Potrzebują uporządkowania, żeby wiedzieć, co właściwie mają, czego chcą i jak to wszystko ze sobą połączyć. Dopiero wtedy decyzja przestaje być trudna.

    Czy Twoim zdaniem dziś trudniej jest podjąć decyzję inwestycyjną niż kilka lat temu?

    Zdecydowanie tak. I to nie dlatego, że jest mniej możliwości, tylko dokładnie odwrotnie. Dzisiaj mamy dostęp do praktycznie wszystkiego. Informacji, narzędzi, produktów, opinii. Z jednej strony to jest ogromna przewaga, bo kiedyś dostęp do inwestowania był dużo bardziej ograniczony. Ale z drugiej strony to powoduje coś, czego wcześniej nie było na taką skalę - przeciążenie decyzyjne.

    Człowiek jest w stanie przetworzyć określoną ilość informacji. A dziś tych informacji jest po prostu za dużo. Każdego dnia ktoś pokazuje jak inwestuje, ktoś inny mówi, że to nie ma sensu, pojawiają się nowe trendy, nowe rozwiązania, nowe narracje. I każda z nich brzmi przekonująco - przynajmniej przez chwilę.

    W efekcie zamiast podejmować decyzję, zaczynamy ją odkładać. Bo mamy poczucie, że skoro jest tyle opcji, to gdzieś tam musi być ta najlepsza. I zaczyna się szukanie. Problem polega na tym, że to szukanie bardzo często nie ma końca. Bo zawsze pojawia się coś nowego, coś “lepszego”, coś “pewniejszego”.

    Z mojej perspektywy największa zmiana polega na tym, że kiedyś trudnością było znalezienie możliwości. Dziś trudnością jest wybranie swojej drogi i zamknięcie tematu. I dlatego właśnie tak ważne jest, żeby nie zaczynać od pytania “co wybrać”, tylko “co da się zrobić w mojej sytuacji”.

    Bo bez tego każda kolejna informacja tylko dokłada chaosu, zamiast go porządkować.

    Z czym najczęściej przychodzą do Ciebie osoby, które mają kapitał, ale nie wiedzą, co z nim zrobić?

    Najczęściej przychodzą z poczuciem, że powinni coś zrobić, ale nie mają pewności, co to konkretnie znaczy.

    Rzadko zdarza się, że ktoś mówi: “mam pieniądze i chcę zrobić dokładnie to i to”.

    Dużo częściej wygląda to tak, że ktoś ma odłożony kapitał - czasem 100, 200 czy 300 tysięcy złotych - i przez dłuższy czas nic z nim nie robił, bo nie wiedział, jaka decyzja będzie właściwa.

    I w pewnym momencie pojawia się napięcie. Z jednej strony świadomość, że pieniądze “leżą” i tracą na wartości. Z drugiej strony brak przekonania, że jakikolwiek ruch będzie dobry.

    Dlatego pierwsze rozmowy bardzo rzadko zaczynają się od inwestycji. One zaczynają się od uporządkowania sytuacji.

    Ktoś mówi: “mam środki, ale nie wiem, czy są wystarczające”, “czy ja w ogóle powinienem inwestować?” lub “czy to jest dobry moment?”. I to są bardzo dobre pytania, tylko one nie dotyczą konkretnych produktów, a sposobu myślenia.

    Często widzę też jedną rzecz: ludzie mają dużo informacji, ale nie mają struktury. Znają różne możliwości - słyszeli o nieruchomościach, funduszach czy inwestycjach alternatywnych - ale nie wiedzą, jak to połączyć w jedną całość.

    Wszystko wygląda dla nich jak zbiór opcji, a nie system. Dlatego tak naprawdę nie pracujemy na początku nad wyborem inwestycji, tylko nad tym, żeby zrozumieć jaka jest sytuacja danej osoby, jakie ma cele, jak chce korzystać z tych pieniędzy i co ma jej to realnie dawać. Dopiero kiedy to jest poukładane, można przejść dalej.

    I to jest moment, w którym decyzje zaczynają być dużo prostsze. Bo przestają być przypadkowe.

    Gdzie Twoim zdaniem leży prawdziwy problem - w braku wiedzy czy w czymś innym?

    To jest ciekawe, bo większość osób zakłada, że problemem jest brak wiedzy. Że trzeba “dowiedzieć się więcej”, “lepiej zrozumieć rynek”, “poznać więcej możliwości”. Ale z mojego doświadczenia wynika, że to bardzo rzadko jest prawdziwy problem.

    Ludzie naprawdę mają dziś sporo wiedzy. Znają różne opcje - nieruchomości, fundusze, różne formy inwestowania. Często czytają, słuchają i analizują. Problem polega na tym, że ta wiedza nie jest poukładana. To trochę tak, jakby ktoś miał wszystkie elementy układanki, ale nie miał obrazu, który powinien z nich powstać.

    I wtedy pojawia się coś, co ja nazywam pozornym ruchem. Czyli analizowanie, porównywanie, zbieranie kolejnych informacji, a jednak bez realnego przełożenia na decyzję. Bo sama wiedza nie daje jeszcze odpowiedzi na pytanie: “co ma sens w mojej sytuacji?”.

    A to jest kluczowe. Bez tego każda informacja może być zarówno pomocna, jak i myląca. Bo nie ma punktu odniesienia. Dlatego prawdziwy problem bardzo rzadko leży w braku wiedzy. On leży w braku struktury, która pozwala tę wiedzę wykorzystać.

    Kiedy ktoś zaczyna patrzeć na swoje pieniądze w uporządkowany sposób, nagle okazuje się, że decyzje, które wcześniej wydawały się trudne, stają się dużo prostsze.

    Powiedziałeś, że największym problemem jest brak “poukładania” pieniędzy. Co to dokładnie znaczy?

    To oznacza przede wszystkim, że większość osób patrzy na pieniądze jako na jedną całość. Czyli mamy jakąś kwotę - 50, 100 czy 300 tysięcy złotych - i próbujemy podjąć jedną decyzję, co z nią zrobić.

    No i tutaj zaczynają się problemy. Bo jedna decyzja musi wtedy spełnić wszystkie oczekiwania naraz: ma być bezpieczna, ma zarabiać i ma dawać poczucie kontroli.

    A w praktyce żadna pojedyncza opcja nie jest w stanie tego zrobić. I właśnie dlatego mówię o “poukładaniu” pieniędzy. Bo w rzeczywistości pieniądze nie powinny pełnić jednej funkcji. One powinny być podzielone na części, które mają różne role.

    Z jednej strony mamy kapitał, który daje bezpieczeństwo - czyli coś, co stabilizuje całość i daje spokój. Z drugiej strony mamy część, która może generować dochód. I dopiero na końcu pojawia się obszar związany z rozwojem - czyli potencjalnym wzrostem.

    Jeśli ktoś tego nie rozdziela, każda decyzja staje się kompromisem. I zazwyczaj jest to kompromis, który nie daje satysfakcji. Bo ta decyzja nie była dopasowana do sytuacji, tylko była próbą znalezienia “czegoś, co działa”.

    Z mojego doświadczenia wynika, że moment, w którym ktoś zaczyna patrzeć na pieniądze w taki sposób - jako na system, a nie jedną decyzję - zmienia bardzo dużo. Nagle znika presja znalezienia “tej jednej dobrej inwestycji”. Znika chaos i pojawia się jasność: co jest do czego i dlaczego.

    Dopiero wtedy inwestowanie przestaje być stresujące, a zaczyna być uporządkowane.

    Jakie błędy najczęściej widzisz u osób, które próbują coś zrobić z pieniędzmi na własną rękę?

    Najczęściej widzę trzy schematy, które powtarzają się właściwie niezależnie od kwoty.

    Pierwszy to próba znalezienia jednej dobrej decyzji. Czyli ktoś ma kapitał i szuka czegoś, co “załatwi temat”. Jedna inwestycja, jeden ruch, który ma być jednocześnie bezpieczny, opłacalny i dawać poczucie kontroli.

    Problem w tym, że tak to nie działa. Każda decyzja ma swoją rolę i swoje ograniczenia. Jeśli próbujemy znaleźć coś, co spełni wszystkie oczekiwania naraz, to kończy się to zazwyczaj frustracją.

    Drugi schemat to działanie pod wpływem impulsu. Ktoś długo nic nie robi, analizuje i zbiera informacje, a potem trafia na coś, co “wygląda dobrze” i podejmuje decyzję szybko, często bez pełnego zrozumienia, narażając się na przykre konsekwencje.

    Trzeci błąd to brak spojrzenia na całość. Czyli ktoś podejmuje pojedyncze decyzje, ale nie łączy ich w jeden system. Coś inwestuje, coś odkłada - ale nie ma jasności, jak to wszystko ma działać razem.

    I wtedy nawet jeśli pojedyncze decyzje nie są złe, to całość nadal nie daje poczucia kontroli.

    Z mojej perspektywy największym problemem nie jest to, że ludzie podejmują złe decyzje. Problemem jest to, że te decyzje są przypadkowe. Nie wynikają z żadnej struktury ani planu. A jeśli nie ma planu, to trudno mówić o przewidywalnym efekcie.

    Dlaczego ludzie odkładają decyzję, mimo że wiedzą, że powinni coś zrobić?

    Najczęściej dlatego, że decyzja wiąże się z odpowiedzialnością. Dopóki ktoś jej nie podejmie, wciąż ma poczucie, że “wszystko jest możliwe”. Może jeszcze sprawdzić, poczytać, porównać.

    W momencie podjęcia decyzji ta przestrzeń się zamyka i pojawia się ryzyko, że coś pójdzie nie tak. I to jest naturalne. Z punktu widzenia psychologii odkładanie decyzji bardzo często nie wynika z lenistwa, tylko z próby uniknięcia dyskomfortu. Ludzie odwlekają działanie, bo chcą uniknąć stresu, niepewności albo potencjalnego błędu.

    Do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz - przeciążenie. Dziś mamy tak dużo informacji, że mózg próbuje się przed tym bronić. Zamiast uprościć decyzję, zaczynamy ją komplikować i dokładamy kolejne opcje, kolejne scenariusze. Wtedy pojawia się coś, co w praktyce widzę bardzo często: paraliż decyzyjny. Czyli moment, w którym ktoś rozumie temat coraz lepiej... ale jest coraz mniej gotowy, żeby cokolwiek zrobić.

    Do tego dochodzi perfekcjonizm. Wiele osób chce podjąć dobrą decyzję. A skoro ma to być dobra decyzja, to trzeba ją jeszcze raz sprawdzić, jeszcze raz przemyśleć, jeszcze raz porównać. I w pewnym momencie okazuje się, że nie da się już ruszyć dalej.

    Dlatego odkładanie decyzji nie wynika z braku chęci działania. Wręcz przeciwnie - często wynika z tego, że ktoś chce zrobić to dobrze. 

    Problem polega na tym, że czas pracuje przeciwko niemu. Pieniądze stoją. Inflacja działa. A decyzja dalej nie jest podjęta. I właśnie dlatego mówię, że największym kosztem nie jest zła decyzja, tylko brak decyzji.

    Powiedziałeś, że największym kosztem nie jest zła decyzja, tylko brak decyzji. Możesz to rozwinąć?

    Tak, bo większość osób boi się podjąć decyzję, żeby nie popełnić błędu.

    To jest bardzo naturalne - każdy chce zrobić coś dobrze, szczególnie jeśli chodzi o pieniądze. Problem w tym, że skupiając się na uniknięciu błędu, często nie zauważamy kosztu, który powstaje po drodze. A ten koszt jest bardzo realny. Bo kiedy decyzja jest odkładana, pieniądze nie pracują. Zostają w miejscu, a w praktyce tracą na wartości.

    Ale to tylko jedna strona medalu. Druga jest bardziej subtelna. Odkładanie decyzji powoduje napięcie. Człowiek cały czas ma z tyłu głowy: “powinienem coś zrobić”. Wraca do tego tematu, analizuje, myśli o tym - ale nic się nie zmienia. 

    I to zaczyna kosztować nie tylko finansowo, ale też mentalnie. Z punktu widzenia psychologii to jest bardzo dobrze opisany mechanizm - odwlekanie nie wynika z lenistwa, tylko często z chęci uniknięcia dyskomfortu, lęku czy niepewności. Czyli paradoksalnie: nie działamy, żeby poczuć się lepiej… a w dłuższej perspektywie czujemy się gorzej.

    Dlatego mówię, że największym kosztem nie jest zła decyzja. Bo złą decyzję można skorygować. Można coś zmienić, wyjść z tego, wyciągnąć wnioski. Natomiast brak decyzji niczego nie zmienia. Utrzymuje nas dokładnie w tym samym miejscu. I często to stanie w miejscu trwa miesiącami albo latami.

    Z mojej perspektywy kluczowe jest to, żeby przestać traktować decyzję jako coś, co musi być idealne. Bo decyzja nie musi być idealna. Ona ma być wystarczająco dobra, żeby ruszyć dalej. Dopiero wtedy pojawia się realny ruch, a razem z nim możliwość poprawy, dostosowania i budowania czegoś w czasie.

    Od czego w takim razie powinno się zacząć, jeśli ktoś chce podejść do inwestowania w bardziej poukładany sposób?

    Najważniejsze jest to, żeby nie zaczynać od inwestycji. To jest coś, co dla wielu osób jest nieintuicyjne, bo pierwsze pytanie, jakie się pojawia, to: “gdzie ulokować pieniądze?”. A to jest dopiero drugi albo trzeci krok.

    Z mojego doświadczenia wynika, że wszystko zaczyna się od zatrzymania się na chwilę i spojrzenia na swoją sytuację w całości. Czyli nie “co zrobić z pieniędzmi”, tylko: jakie mam dziś zasoby, do czego one mają mi służyć, co jest dla mnie ważne (bezpieczeństwo, dochód czy wzrost) i jaką rolę te pieniądze mają pełnić w moim życiu.

    Bo dopiero kiedy ktoś ma na to odpowiedź, zaczyna widzieć sens w konkretnych decyzjach. Bez tego każda inwestycja jest trochę oderwana od rzeczywistości. Może wyglądać dobrze “na papierze”, ale niekoniecznie pasuje do tej osoby.

    Wtedy też pojawia się coś, co widzę bardzo często - brak komfortu. Ktoś podejmuje decyzję, ale nie czuje się z nią dobrze. Nie ma pewności, czy to ma sens, czy to jest właściwe. A to zazwyczaj wynika z tego, że decyzja została podjęta “od końca”. Czyli najpierw była inwestycja, a dopiero później próba dopasowania jej do życia.

    Dlatego pierwszy krok to nie jest wybór rozwiązania. Pierwszy krok to zbudowanie punktu odniesienia. Dopiero mając ten punkt odniesienia można zacząć mówić o sensownych decyzjach. I co ważne - to wcale nie musi być skomplikowane.

    Często już samo uporządkowanie tego, co ktoś ma i czego oczekuje, daje ogromną zmianę. Bo nagle zamiast chaosu pojawia się struktura. A struktura upraszcza decyzje.

    Mówisz o podziale kapitału na trzy obszary: bezpieczeństwo, dochód i rozwój. Jak to rozumieć w praktyce?

    Najprościej można to zrozumieć tak, że pieniądze nie mają jednej roli. Każda złotówka, którą ktoś ma, może pełnić inną funkcję. Dopiero kiedy to jest jasno rozdzielone, zaczyna to mieć sens.

    Bo w praktyce inwestowanie to nie jest tylko zarabianie pieniędzy. To jest zarządzanie nimi w taki sposób, żeby odpowiadały na różne potrzeby.

    I te potrzeby najczęściej można sprowadzić do trzech rzeczy.

    Pierwsza to bezpieczeństwo. To jest ta część kapitału, która ma dawać spokój. Nie chodzi o to, żeby ona dużo zarabiała, tylko żeby była stabilna i dostępna. Bo bez tego trudno podejmować jakiekolwiek decyzje. Jeśli ktoś nie czuje się bezpiecznie finansowo, to każda inwestycja zaczyna być stresująca.

    Druga rzecz to dochód. Czyli taka część kapitału, która może pracować w bardziej przewidywalny sposób i generować coś regularnie. Nie musi to być duża dynamika wzrostu - ważniejsze jest to, że daje poczucie, że pieniądze “coś robią”, a nie tylko leżą.

    I trzecia część to rozwój. Czyli obszar, w którym kapitał może rosnąć w dłuższym terminie.

    Tu pojawia się większa zmienność i większe ryzyko, ale też potencjał wzrostu.

    Inwestowanie z definicji wiąże się z ryzykiem i różnym poziomem zwrotu w zależności od decyzji. Najważniejsze jest to, żeby te trzy obszary działały razem. Jeśli ktoś wrzuca wszystko w jedną kategorię, to zawsze czegoś mu brakuje. Albo bezpieczeństwa, albo stałego dochodu, albo potencjału wzrostu. Natomiast kiedy to jest poukładane, pojawia się coś bardzo ważnego - równowaga.

    I wtedy inwestowanie przestaje być zgadywaniem, a zaczyna być systemem.

    Dlaczego skupienie się na “jednej dobrej inwestycji” jest błędnym podejściem?

    Bo to podejście upraszcza coś, co z natury jest złożone. Wiele osób podchodzi do inwestowania w taki sposób, jakby chodziło o znalezienie jednej decyzji, która “rozwiąże temat”. Czyli coś, co będzie jednocześnie bezpieczne, opłacalne i da poczucie kontroli.

    Problem polega na tym, że taka decyzja po prostu nie istnieje. Każda inwestycja ma swoją specyfikę. Jedna może być bardziej stabilna, ale mniej dochodowa. Inna może mieć potencjał wzrostu, ale wiąże się z większym ryzykiem.

    I to jest naturalne. Natomiast kiedy ktoś próbuje znaleźć jedną opcję, która ma spełnić wszystkie oczekiwania naraz, to w praktyce robi dwie rzeczy. Po pierwsze - zawęża swoje myślenie. Zaczyna szukać idealnego rozwiązania, zamiast budować coś, co działa jako całość. Po drugie - zwiększa ryzyko. Bo jeśli wszystko opiera się na jednej decyzji, to cały efekt zależy od jednego scenariusza. A tego scenariusza nie da się w pełni kontrolować.

    Dlatego to podejście jest tak często źródłem rozczarowania. Ktoś podejmuje decyzję, która “na papierze” wygląda dobrze, ale w praktyce okazuje się, że nie spełnia wszystkich oczekiwań. I pojawia się pytanie: “co zrobiłem źle?”.

    A problem nie leży w samej decyzji. Tylko w tym, że była to jedna decyzja. Z mojego doświadczenia wynika, że dużo bardziej sensowne jest podejście systemowe. Czyli zamiast szukać jednej odpowiedzi, budujemy strukturę, w której różne elementy pełnią różne funkcje. Wtedy każda decyzja ma swoje miejsce. Nie musi być idealna - musi być dopasowana.

    To jest duża różnica, bo nagle inwestowanie zaczyna być procesem, który można rozumieć i kontrolować.

    Jak zmienia się podejście do pieniędzy, kiedy ktoś zaczyna myśleć w ten sposób?

    Zmiana jest przede wszystkim w sposobie patrzenia na pieniądze. Na początku większość osób widzi kapitał jako coś, z czym “trzeba coś zrobić”. Jest presja decyzji, szukanie odpowiedzi, porównywanie opcji. A kiedy pojawia się struktura, to ta presja znika.

    Bo pieniądze przestają być problemem do rozwiązania, a zaczynają być narzędziem.

    Druga zmiana to poczucie kontroli. Wcześniej decyzje są często odkładane, bo wszystko wydaje się niepewne. Człowiek analizuje, zbiera informacje, ale nie ma punktu odniesienia.

    Zresztą to jest bardzo dobrze opisany mechanizm - przy zbyt dużej liczbie opcji pojawia się przeciążenie i paraliż decyzyjny, który utrudnia działanie. Natomiast kiedy ktoś ma poukładany kapitał, to decyzje przestają być takimi z gatunku “wszystko albo nic”. Stają się mniejszymi krokami w ramach większego planu. 

    I to daje spokój. Bo nagle nie trzeba podejmować idealnej decyzji. Wystarczy podjąć kolejną bardziej sensowną.

    Trzecia rzecz to zmiana podejścia do ryzyka. Na początku ryzyko jest postrzegane jako coś, czego trzeba unikać. Albo odwrotnie - jako coś, co trzeba wykorzystać. Natomiast przy podejściu systemowym ryzyko przestaje być problemem samym w sobie. Staje się czymś, co można rozłożyć i kontrolować.

    I wtedy inwestowanie przestaje być emocjonalne. Nie ma już tego napięcia: “czy to dobra decyzja, czy zła?”. Proces daje coś, czego większość ludzi szuka, tylko nie potrafi tego nazwać. Spokój.

    Czy możesz podać przykład, jak takie poukładanie kapitału wygląda w praktyce?

    Najczęściej wygląda to dużo prościej, niż ludzie się spodziewają.

    Wyobraźmy sobie osobę, która ma około 200-300 tysięcy złotych i przez dłuższy czas nic z tym nie robiła - właśnie dlatego, że nie wiedziała, jaka decyzja będzie właściwa. Na początku taka osoba bardzo często myśli w kategoriach: “co wybrać?”, czyli próbuje znaleźć jedną opcję - coś, co “zadziała”. 

    Natomiast w praktyce pierwszym krokiem nie jest wybór, tylko uporządkowanie. 

    Zaczynamy od tego, żeby zobaczyć, jaka część tego kapitału powinna pełnić funkcję bezpieczeństwa. Czyli co daje spokój i stabilność - coś, co nie będzie generowało stresu.

    Drugi krok to spojrzenie na dochód. Czyli czy część tych środków może pracować w sposób bardziej przewidywalny, dając regularność.

    I dopiero na końcu pojawia się rozwój,  czyli obszar, gdzie można myśleć o wzroście w dłuższym terminie.

    I teraz najważniejsze: to nie jest kwestia idealnych proporcji. To jest kwestia dopasowania. Bo dla jednej osoby bezpieczeństwo będzie najważniejsze, dla innej ważniejszy będzie regularny dochód, a ktoś inny będzie bardziej otwarty na rozwój.

    Natomiast już samo rozdzielenie tego kapitału zmienia bardzo dużo. Bo nagle przestaje istnieć jedno duże pytanie: “co zrobić z pieniędzmi?”. Zamiast tego pojawiają się mniejsze, dużo prostsze decyzje. I to ma ogromne znaczenie, bo - jak pokazuje psychologia - im bardziej złożona decyzja, tym większa tendencja do jej odkładania Kiedy dzielimy to na mniejsze elementy, decyzje stają się bardziej naturalne.

    Wówczas dzieje się coś, co widzę bardzo często: zamiast szukania idealnego rozwiązania, pojawia się poczucie, że to zaczyna działać jako całość. Pojawia się spokój. Pojawia się kontrola. I co ciekawe - bardzo często to właśnie ten moment jest dla ludzi ważniejszy niż same wyniki finansowe. Bo nagle wiedzą, co robią i dlaczego.

    Dla kogo takie podejście ma największy sens? Kto najwięcej na tym zyskuje?

    Najbardziej dla osób, które mają już jakiś kapitał, ale nie mają planu, co z nim zrobić. To często są ludzie, którzy coś osiągnęli - zarobili pieniądze, odłożyli środki - ale zatrzymali się na etapie decyzji. Nie dlatego, że nie chcą działać. Tylko dlatego, że nie mają poczucia, że rozumieją swoją sytuację na tyle, żeby zrobić to racjonalnie.

    Druga grupa to osoby zmęczone chaosem informacyjnym. Dziś mamy ogromny dostęp do wiedzy, ale to nie zawsze pomaga. Często wręcz utrudnia decyzję, bo każda opcja wydaje się dobra - przynajmniej na pierwszy rzut oka. W psychologii jest to dobrze opisane zjawisko - nadmiar informacji i opcji prowadzi do przeciążenia i odkładania decyzji. I dokładnie to widzę w praktyce. Ludzie nie szukają już kolejnych możliwości. Szukają uproszczenia.

    Trzecia grupa to osoby, które nie szukają “okazji”, tylko spokoju. Nie zależy im na tym, żeby “trafić idealnie”. Chcą mieć poczucie, że to, co robią z pieniędzmi, ma sens i jest poukładane. 

    I to jest bardzo ważne rozróżnienie. Bo to podejście nie jest dla każdego. Nie jest dla osób, które chcą szybko zarobić albo szukają jednego rozwiązania. To jest dla tych, którzy chcą zrozumieć, co robią i mieć nad tym kontrolę.

    Gdybyś miał zostawić jedną najważniejszą myśl dla osoby, która dziś ma pieniądze i nie wie, co z nimi zrobić - co by to było?

    Nie zaczynamy od produktów. Zaczynamy od uporządkowania. To jest coś, co zmienia naprawdę dużo. Bo większość osób próbuje znaleźć odpowiedź na pytanie: “co zrobić z pieniędzmi?”. A dużo ważniejsze jest pytanie: “jak te pieniądze mają działać w mojej sytuacji?”.

    Dopóki tego nie ma, każda decyzja będzie trochę przypadkowa. Może wyglądać dobrze, ale niekoniecznie będzie dawała spokój. Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie nie potrzebują kolejnych możliwości. Potrzebują zrozumienia.

    Kiedy pojawia się struktura, decyzje przestają być trudne. Bo nie trzeba już szukać idealnego rozwiązania. Wystarczy podejmować kolejne, sensowne kroki.

    To właśnie to podejście najczęściej odróżnia osoby, które budują wartość, od tych, które tylko próbują inwestować. 

    Rozmawiał: Ziemowit Ochapski

     

    Przemysław Kwiatkowski - doradca ds. inwestycji w Mountvest. Specjalizuje się w pracy z osobami, które chcą świadomie inwestować większy kapitał i budować długoterminową wartość. W swojej pracy skupia się na strategii, bezpieczeństwie i dopasowaniu rozwiązań do indywidualnej sytuacji klienta.

    Więcej informacji: przemekkwiatkowski.pl

    https://radiopoznan.fm/n/R6x6oW