NA ANTENIE: TWO PAIR OF HANDS (2024)/MARK KNOPFLER
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

J. Emilewicz: Przecieram oczy ze zdumienia, patrząc na opozycję

Publikacja: 30.03.2023 g.10:53  Aktualizacja: 30.03.2023 g.14:03
Poznań
Odsunięcie PiS od władzy jako propozycja opozycji to za mało - mówi posłanka PiS Jadwiga Emilewicz. Polityk była gościem Kluczowego Tematu Radia Poznań.

Jak mówi, obserwując działania opozycji, zwłaszcza Donalda Tuska, przeciera oczy ze zdumienia.

"W polityce liczy się też sprzedaż marzenia o przyszłości, o Polsce. Tego Donald Tusk nie jest w stanie przedstawić" - mówi Emilewicz. Dodaje, że ona i jej partyjni koledzy z Prawa i Sprawiedliwości skupiają się jednak nie na opozycji, ale na własnych działaniach.

Spotykam się w każdej gminie z wyborcami, nie naganianymi, tylko tymi, którzy chcą, często z opozycji i to są bardzo dobre rozmowy. Wczoraj Luboń, w ubiegłym tygodniu Buk, w najbliższych dniach Kostrzyn. Robią to moi koledzy - minister Szynkowski, poseł Wróblewski, więc my spotykamy się bezpośrednio i o tym rozmawiamy i nie patrzymy na opozycję

- mówi posłanka. 

"Patrząc na analizę tych, którzy zajmują się technikaliami wyborczymi to wydaje się, że nie ma żadnego znaczenia, czy lista będzie wspólna, czy listy będą rozdzielone. Wątpię, czy będzie premia z połączenia" - mówi w kontekście opozycji Jadwiga Emilewicz.

Cała rozmowa poniżej:

Roman Wawrzyniak: Kiedy Donald Tusk jest prawdziwy? Kiedy mówi do swojego wyborcy - "z jakiej paki panie"? Czy kiedy do innego wyborcy mówi, że odbiera mu głos? Czy może wtedy kiedy mówi, że katolicy nie powinni głosować na Prawo i Sprawiedliwość i Konfederację?

Jadwiga Emilewicz: Trudno powiedzieć, Donald Tusk zmiennymn jest. Rozmawia z wyborcami i zobaczymy, jaki przyniesie to skutek, czy uda się przebić ten magiczny sufit. Niewątpliwie to zasługa Donalda Tuska, że z 12-15 proc. PO dotarła do 30 proc., ale słupek stoi. Takie odpowiedzi są aroganckie i nieroztropne, w ten sposób traktowanie kogokolwiek to jest... Słyszymy, że spotkania są otwarte, ale chyba są kwestie niewygodne, o których Donald Tusk nie chce rozmawiać.

A propos przebijania szklanego sufitu, którego od dłuższego czasu nie może przebić, na co liczyli jego współpracownicy? Czy myśli pani, że to może doprowadzić do sytuacji, że zostanie w pewnym momencie podmieniony na Rafała Trzaskowskiego?

Obserwuję kampanię nie tylko jako ktoś, kto jest przedmiotem tej kampanii, ale też jako politolog. Przecieram oczy ze zdumienia, patrząc na opozycję, bo jeżeli po ośmiu latach bycia w opozycji, czyli z dużym apetytem, żeby zmienić ten układ sił w parlamencie...

I przy sprzyjającej sytuacji geopolitycznej.

Oczywiście, bo nie ma innego rządu po 89 roku, który miałby 2 lata pandemii a następnie wojnę i związane z tym trudności. Jeśli jedynym postulatem jest odsunięcie PiS od władzy, a jeśli to zrobimy to będzie kraina mlekiem i miodem płynąca, to chyba zdecydowanie za mało. W polityce liczy się też sprzedaż marzenia o przyszłości, o Polsce. Tego Donald Tusk nie jest w stanie przedstawić.

Realizuje swoje marzenia. Nie tylko odsunąć PiS od rządów, ale wsadzić za kratki.

Swoje marzenie o powrocie do aktywności politycznej tuż przed emeryturą. Choć w jego przypadku będzie premierem-emerytem.

Dobrze wynagradzanym.

Przedziwna sytuacja, w książkach historycznych będzie opisywana. Bo "odbieram panu głos", "wsadzę was za kratki". Dwa postulaty, które mają być fundamentem przyszłego rządu, to za mało. Ale ocenią to wyborcy za 200 dni.

Z publicznych wypowiedzi Romana Giertycha można wyciągnąć dosyć prosty wniosek o takiej strategii opozycji na tę kampanię, że najpierw idziemy osobno, a potem połączymy te małe rzeczki w jeden duży nurt i pokonujemy znienawidzony PiS. Czy państwo widzicie taki plan? Czy bierzecie go pod uwagę?

My nie powinniśmy zajmować się taktyką czy strategią opozycji, tylko powinniśmy zajmować się sami sobą, żeby powiedzieć, co udało się zrobić przez osiem lat i, co zrobimy. Spotykam się w każdej gminie z wyborcami, nie naganianymi, tylko tymi, którzy chcą, często z opozycji i to są bardzo dobre rozmowy. Wczoraj Luboń, w ubiegłym tygodniu Buk, w najbliższych dniach Kostrzyn. Robią to moi koledzy - minister Szynkowski, poseł Wróblewski, więc my spotykamy się bezpośrednio i o tym rozmawiamy i nie patrzymy na opozycję. Patrząc na analizę tych, którzy zajmują się technikaliami wyborczymi to wydaje się, że nie ma żadnego znaczenia, czy lista będzie wspólna, czy listy będą rozdzielone. Wątpię, czy będzie premia za połączenie. Jeżeli te partie będą zajmować się tylko tym, czy będzie wspólna lista, czy nie, to zdecydowanie za mało, żeby wygrać.

Opozycja swoimi mediami moim zdaniem cały czas próbuje grać w prekampanii Janem Pawłem II. Ostatnio nawet dziennikarka Gazety Wyborczej pisała o tym, że coś łączy gwałciciela nieletniej Romana Polańskiego z Janem Pawłem II. Czy takie manipulacje przyniosą zwycięstwo Donaldowi Tuskowi?

Wplatanie wątku Jana Pawła II w kampanię jest wysoce niemoralne. Ja ostatnio oglądałam wywiad z autorem tej słynnej skandalizującej książki, dotyczącym kardynała Sapiehy. Jadowity, bardzo publicystyczny wywiad stawia pod znakiem zapytania realne intencje badaczy tez stawianych w publicystyce i w programach.

Wcześniej autor książki z Donaldem Tuskiem. Przypadek?

Najgorsza rzecz, jaka mogłaby się wydarzyć Polsce, gdybyśmy fundamenty aksjologiczne i kwestie autorytetów, które pozostawały poza podziałami politycznymi wpletli dzisiaj w kampanię wyborczą.

Jeśli słyszymy takie słowa, że coś łączy gwałciciela Polańskiego z Janem Pawłem II, to budzi niepokój.

To znaczy, że już język polityki sięgnął bruku. Powinniśmy wszyscy wykonać dwa kroki wstecz.

Mamy w Poznaniu, rządzonym przez PO, taką sytuację przyjęcia zgłoszenia o zgromadzeniu publicznym w trzech miejscach związanych z Janem Pawłem II od 8:00 do 22:00, co jest oczywistą blokadą dla obrońców papieża, czy tych wszystkich, którzy chcieli 2 kwietnia o nim wspomnieć w czasie modlitw czy spotkań.

Przypomnijmy sobie, że 2 kwietnia od lat jest wyjątkową datą. 2 kwietnia, kiedy zmarł Jan Paweł II, ja byłam w Brukseli, mnóstwo pracujących tam Polaków, wierzących i niewierzących gromadziło się w kościołach. Nie wspomnę o tym, co działo się w Polsce. Od tamtego czasu, co roku 2 kwietnia jest dniem święta zadumy, refleksji. Mamy naprawdę niewiele nazwisk w historii Polski, które dla nas są ważne, ale nawet jeśli ktoś nie jest wierzący, to były takimi okrętami flagowymi przez które Polska była rozpoznawalna i tym nazwiskiem największym, w wieku XX był Jan Paweł II.

Czy jest to intryga, prowokacja (zapowiedziane zgromadzenia przyp. red.)? 

Mam nadzieję, że nie. To byłoby bardzo nieroztropne. Rozumiem, że władze miasta mogą się tłumaczyć, że każdy ma prawo zgłosić, natomiast magistrat nie jest bezrozumnym ciałem, tylko powinien podejmować jakąś refleksję.

Zastanawiam się, czy miasto zachowałoby się tak samo, gdyby ktoś chciał w ten sposób zablokować spotkanie z Donaldem Tuskiem.

Na przykład. Warto zadać to pytanie w magistracie. Próba blokady spotkań tego dnia jest działaniem nieroztropnym, to nie jest wiec wyborczy. To jest próba ważniejszej refleksji i próba zrobienia kroku wstecz w tym trudnym czasie, abyśmy się nie pozabijali. Więc warto nie eskalować, tylko być może miasto żeby zrobiło krok wstecz.

Co pani będzie robiła 2 kwietnia?

Spędzimy czas z rodziną. Dla nas 2 kwietnia 2005 roku był wyjątkowy. Miesiąc później urodził się nasz pierwszy syn - 18 maja, urodził się tuż po północy, przyjaciele mówili - magiczna data, w rocznicę urodzin Jana Pawła II, w roku jego śmierci.

Nosi imię Karol?

Drugie imię. To czas, kiedy współtworzyłam Klub Jagielloński na uniwersytecie. Wydawaliśmy pismo "Presje" - wydawane do dziś. Po śmierci Jana Pawła II wydaliśmy numer z nim związany "Pokolenie JP2", wielu napisało swoje teksty, mówiliśmy jak wpłynął na nasze życie. Myśmy się w tym pontyfikacie urodzili, nabraliśmy dorosłości.

Kto by pomyślał, że tamte słowa mogą mieć takie znaczenie, mogą być świadectwem.

To jest taki dzień, kiedy staramy się chłopcom naszym, którzy urodzili się po śmierci Jana Pawła II przypominać, pokazywać ten drogowskaz, który dla nas ma ogromne znaczenie.

Czy kupiła pani już samochód na prąd? Jak pani ocenia zakaz rejestrowania nowych pojazdów spalinowych po 2035 roku?

Nie mam samochodu na prąd, chociaż w czasie kampanii w 2019 roku pożyczyłam na ten czas taki samochód. Ja bardzo lubię jeździć jak mogę. Przyspieszenie cichutkie, w mieście to wygodny środek. Rewolucja elektryfikacji transportu, wytwarzania energii, ogrzewania, dzieje się inaczej, niż pozostałe rewolucje. Nie za sprawą postępu, ale legislacji, którą przyspiesza zmiana. Obawiam się, że ta rezolucja jest pobożnych życzeniem, że my-Europa nie będziemy zdolni. Kwestia produkcji to jedno, ale jeżeli będziemy chcieli je wszystkie doładować, to dziś w Europie nie mamy tyle gigawatów.

Ale na Twitterze napisała pani, że po 2035 roku będzie można produkować samochody na paliwo syntetyczne. Czy pani się z tego cieszy?

Pisałam to wiedząc, że będzie zmiana. Wydawało mi się, że to idzie w inną stronę, że mówimy o biokomponentach, które będzie można dodawać do paliw. Okazało się, że mówimy o paliwach syntetycznych. To rozwiązanie złe, jeżeli spojrzymy na derogację na razie to deklaracja polityczna, niż coś, co ma się wydarzyć realnie.

http://radiopoznan.fm/n/a6XwGl
KOMENTARZE 0