NA ANTENIE: LOVE IS LIKE OXYGENE/SWEET
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
 

Profesor Waldemar Paruch: "To wysłanie jasnego sygnału"

Publikacja: 25.10.2021 g.20:24  Aktualizacja: 25.10.2021 g.20:28 Krzysztof Polasik
Poznań
"Wywiad premiera to sygnał, że Polska w zasadniczych kwestiach nie ustąpi" – ocenia politolog. Profesor Waldemar Paruch z Uniwersytetu Marii Skłodowskiej-Curie skomentował na antenie Radia Poznań wywiad Mateusza Morawieckiego dla „Financial Times”.
mikrofon studio radio poznań - Gracjan Jaworski - Radio Poznań
Fot. Gracjan Jaworski (Radio Poznań)

Premier wezwał Brukselę, by wycofała groźby sankcji prawnych i finansowych. Wstrzymanie środków dla Polski nazwał rozpoczęciem trzeciej wojny światowej. „To wysłanie jasnego sygnału” – stwierdził Waldemar Paruch.

To potwierdzenie, że wstrzymywanie przyjęcia Krajowego Planu Odbudowy, czyli pieniędzy przynależnych Polsce w wyniku porozumienia państw członkowskich Unii Europejskiej jest bezprawne i jest decyzją polityczną, było też zasugerowanie, mówienie o trzeciej wojnie światowej, że Polska jest w stanie użyć broni atomowej na posiedzeniach Rady Europejskiej, czyli może tak traktować Radę Europejską, jak jest sama traktowana.

Jak podkreślił Waldemar Paruch, polski rząd nie spotyka się w Radzie Europejskiej z tak dużą krytyką, jak w przypadku Parlamentu Europejskiego. Zdaniem politologa powód jest prosty. „To premierzy i prezydenci, którzy jednocześnie w większości państw są liderami partii rządzących, odpowiadają za wybory, w tym także wybory europejskie” – tłumaczył Waldemar Paruch, wskazując, że w społeczeństwach Europy Zachodniej spada poparcie dla Unii Europejskiej.

 

Roman Wawrzyniak: Chciałem rozpocząć od podstawowego pytania. Co stał się w Parlamencie Europejskim podczas ostatnich obrad, ale ponieważ mamy bardzo ważny wywiad premiera dla Financial Times, w którym podsumował chyba wszystko, co się tam wydarzyło. Padły mocne słowa o przystawianiu Polsce pistoletu do głowy przez Komisję Europejską. Jak pan ocenia ten wywiad i wydarzenia z ostatniego tygodnia?

Waldemar Paruch: Odpowiedź jest jednoznaczna. Ona jest w toku wywiadów przez półtora tygodnia trzech, jakich udzielił prezes Jarosław Kaczyński, że Polska w materii żądań, jakie stawiają instytucje europejskie, nie ustąpi. Mam tu na myśli przyznawanie sobie przez instytucje europejskie kompetencji do przyznawania sobie kompetencji. Tak to się w politologii nazywa, jeśli chodzi o to, co się dzieje z instytucjami europejskimi. A najprościej mówiąc w języku publicystycznym, instytucje europejskie po prostu łamią traktat z Lizbony. Przestały być praworządne. Pojawia się pytanie, co zrobić z instytucjami organizacji międzynarodowej utworzonej w wyniku suwerennego porozumienia państw członkowskich, kiedy one nie respektują tego traktatu. Mieliśmy debatę, którą cechą charakterystyczną było konkretne wystąpienie premiera. Przypomnę, że połowa tego wystąpienia był to jasny i prosty wywód prawniczy. Polska uważa, że mamy kolizję między prawem europejskim a krajowym, a jednocześnie premier tłumaczył, że Trybunał Konstytucyjny nie orzekł o niezgodności traktatu z Lizbony z polską Konstytucją, jak usiłują to wmówić niektóre media czy też politycy opozycyjni, tylko orzekł, że postanowienia TSUE nie są pierwotnym prawem w Unii Europejskiej i o ich obowiązywaniu w obszarach, w których Polska nie przyznała na mocy traktatu z Lizbony kompetencji instytucji europejskich, będzie rozstrzygał Trybunał Konstytucyjny w Polsce na moce polskiej Konstytucji. To jest w skrócie to orzeczenie trybunału. Kolejne z kilku orzeczeń, które trybunał w poprzednich składach orzekał. Druga część wystąpienia premiera to były argumenty polityczne. Od argumentów politycznych premier zaczął i od nich też skończył. Tutaj zderzył się ze ścianą, ponieważ większość wystąpień eurodeputowanych nie odnosiła się kompletnie ani do tego, o czym mówił premier, odnosiło się wrażenie, że zostały one przygotowane wcześniej, a po drugie podyktowane przez polityków polskiej opozycji. Skandaliczne były to wystąpienia, tu świadomie używam bardzo mocnego słowa, polityków typu Marek Belka czy Robert Biedroń. Oni się znacznie negatywnie wyróżniali od retoryki stosowanej przez innych eurodeputowanych. W pewnym sensie przenieśli tę frazeologię, jaką stosuje się w Sejmie w Polsce, czym się negatywnie w tej debacie wyróżniali, a już kuriozalnie zabrzmiały żądania wysunięte przez przewodniczącą Komisji Europejskiej, Ursule von der Leyen, która zażądała, żeby premier spowodował rozwiązanie izby dyscyplinarnej Sądu Najwyższego, żeby premier spowodował przywrócenie do pracy sędziów, co jest kuriozalne. Gdyby w jakimkolwiek państwie premier decydował jaki sędzia orzeka czy pracuje w danym sądzie, to nie mamy do czynienia demokracją, mamy jawne pogwałcenie zasady trójpodziału władzy. A roszczenie o tym, że to Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej może interpretować polską konstytucję, a jak w rezolucji Parlament Europejski orzekł, że Trybunał Konstytucyjny w Polsce jest bezprawny, to w ogóle horrendalne orzeczenie, ale oczywiście było pewne, że gdybyśmy przed debatą z udziałem premiera napisali tę rezolucję, to pewnie byśmy podobnie wykoncypowali, jak to się w rzeczywistości wydarzyło, ponieważ w Parlamencie Europejskim dominują politycy lewicowi i liberalni. Najbardziej może zastanawiać zachowanie chadeków, Europejska Partia Ludowa, która od dawna przesunęła się w lewo, trend główny tej partii nadają politycy niemieccy. Widzieliśmy także w czasie tej debaty, że wydarzenia w Polsce na placu Zamkowym, a więc ów wiec, na który zapraszał Donald Tusk, jak sam to podkreślił, był wyraźnie skoordynowany z tym, co mówili deputowani w Parlamencie Europejskim. Przytoczę dwa wystąpienia, które się tam pojawiły, jeden z deputowanych mówił o kilkuset tysiącach manifestujących w Polsce, to chyba oglądał tych manifestujących za pomocą powiększającego mikroskopu, a jeszcze jeden użył określenia, że Parlament Europejski będzie Polaków bronił przed narodem polskim. Fantastyczne zdanie. Okazało się, że Polacy mają olbrzymią ilość obrońców ich interesów w Parlamencie Europejskim. I oczywiście to, jak się zachowali polscy opozycyjni eurodeputowani, czyli poparli tę rezolucję, i poparli ją politycy zarówno lewicowi, jak i liberalni, mam na myśli Platformę Obywatelską, ale największym zaskoczeniem są ludowcy. Ten wywiad dla Financial Times jest wysłaniem jasnego sygnału, że Polska w tych zasadniczych kwestiach zdecydowanie nie ustąpi. To potwierdzenie, że wstrzymywanie przyjęcia Krajowego Planu Odbudowy, czyli pieniędzy przynależnych Polsce w wyniku porozumienia państw członkowskich Unii Europejskiej jest bezprawne i jest decyzją polityczną, było też zasugerowanie, mówienie o trzeciej wojnie światowej, że Polska jest w stanie użyć broni atomowej na posiedzeniach Rady Europejskiej, czyli może tak traktować Radę Europejską, jak jest sama traktowana.

Chociaż nie wiem, czy pan profesor zwrócił uwagę, że ten antypolskie media w Polsce cytują jedynie pierwszą część wypowiedzi, dotyczącą trzeciej wojny światowej, a już nie to, co dalej powiedział premier, czyli, że będzie bronił polskich interesów wszelką bronią, jaka jest do dyspozycji. Przecież chodzi o retorykę wypowiedzi, a nie dosłowność tego.

Musimy zauważyć pewną rozbieżność między tym, co działo się w Parlamencie Europejskim, tutaj mogliśmy debatę obejrzeć, i tym, co prawdopodobnie działo się na Radzie Europejskiej, tutaj mamy tylko przecieki i domniemania, bo oczywiście Rada Europejska odbywała się w gremium zamkniętym i te różnice są oczywiście dość istotne. W Radzie Europejskiej nie było fundamentalnego potępienia Polski. Krucjata, jaką Polsce wytoczył Mark Rutte, będący w dymisji premier Holandii, przy olbrzymich zastrzeżeniach wobec Holandii, chodzi tu o raje podatkowe, a także zastrzeżeniach do samego Marka Rutte, że łamie praworządność, chodzi o decyzje bezprawne w stosunku do kilkunastu tysięcy migrantów, którzy przybyli na teren Holandii. To decyzja o bardzo istotnych konsekwencjach finansowych, które spowodowały bankructwo iluś set czy tysięcy rodzin w Holandii. Ta koalicja, która wokół Holandii się zbudowała, podział bardzo wyraźny w Radzie Europejskiej. Możemy zadać pytanie, dlaczego inaczej mówią prezydenci i premierzy a eurodeputowani. Powód jest paradoksalnie bardzo prosty. Mianowicie to premierzy i prezydenci, którzy jednocześnie w większości państw są liderami partii rządzących, to oni odpowiadają za wybory, w tym także wybory europejskie, to nie deputowani wybory organizują, to tak naprawdę politycy należący do socjalistów, chadeków, liberałów, czy też konserwatystów, oni w domniemaniu będą odpowiadać za wynik kolejnych wyborów parlamentarnych, chociażby włoskie, hiszpańskie czy prezydenckie we Francji, ale później europejskich za dobrych kilka lat. Natomiast wyraźnie widać, że niechęć do Unii Europejskiej rośnie i to rośnie zdecydowanie w społeczeństwach Europy Zachodniej.

Czy Unia nie gra sama przeciwko sobie?

Tak, a przede wszystkim chadecja. Pamiętajmy, że w Parlamencie Europejskim tej kadencji chadecy ponieśli bardzo dolegliwe starty w porównaniu do poprzedniej kadencji. Gdyby ta kapitulancka postawa chadecji wobec lewicy się utrzymała, to możemy domniemać, że może dokonać się scenariusz niemiecki. Koalicja chadeków z socjaldemokratami spowodowała, że chadecy wybory przegrali i osiągnęli najgorszy wynik w historii Republiki Federalnej Niemiec. Dzisiaj wiodącą partią będą najprawdopodobniej socjaliści, a chadecy będą w opozycji. To nie jest tak, że podziały dotyczą z jednej strony Polska, Węgry, wspierane przez Rumunię, Słowację, Litwę, Łotwę, Słowenię, a po drugiej stronie mamy jakiś blok państw zachodnioeuropejskich. Nie bez powodu główni konkurenci Macrona w wyborach prezydenckich, prawicowi, uznali za pozytywną decyzję orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, przyznając Polsce prawo do posługiwania się własną Konstytucją i uznając orzeczenie TK jako orzeczenie broniące Unii Europejskiej przed niepoprawnym euro entuzjastami, bo dzisiaj się okazuje, że największym zagrożeniem, dla wspólnoty europejskiej, o tym mówił premier Mateusz Morawiecki, są ci, którzy usiłują narzucić wspólnocie europejskiej pewien konstruktywizm społeczny oparty na ideologii, tu się możemy zastanawiać, na ile to jest ideologia postmarksistowska, na ile wręcz nawet wywodząca się z jakichś nurtów starożytnych, ale wyraźnie zaczyna odchodzić od założeń, w jakich była ufundowana, gdyby Robert Schumann widział, co się dzieje w Parlamencie Europejskim, to byłby co najmniej zaskoczony.

Skoro wspomniał pan też o Niemcach – jaka jest rola w negocjacjach z Niemcami i Unią Europejską w ogóle Donalda Tuska? Czy Unia Europejska gra ramię w ramię z szefem PO na odwołanie polskiego rządu. Donald Tusk poinformował na Twitterze, że świat zdębiał, a premiera oskarża o wypowiedzenie trzeciej wojny światowej.

Jeśli posłużę się klasycznym podziałem politologicznym, gdzie jest podmiot, a gdzie środek, to Donald Tusk jest środkiem politycznym, za pomocą którego próbuje się wywrócić arenę polityczną w Polsce, bo najlepszym rozwiązaniem liberałów i lewicy europejskiej byłoby obalenie rządów w Warszawie i Budapeszcie. Nie udaje się to poprzez wygranie wyborów. Dwukrotnie w Polsce się nie udało, na Węgrzech bodajże trzykrotnie. Nie udało się poprzez werdykt demokratyczny, próbuje się poprzez układanki w polskim parlamencie, domniemam, że także kryzys w Zjednoczonej Prawicy wywołany przez Jarosława Gowina był pierwszą taką próbą dokonania przewrotki. Wcześniej mieliśmy 2016 rok i grudzień, słynny pucz sejmowy, później październik 2020 roku, Strajk Kobiet. Gdzie dzisiaj są bohaterki Strajku Kobiet? Pamiętamy opowieści, że już wtedy rząd miał upaść. Te buńczuczne opowiadania, że rząd ma się podać jutro do dymisji.

Jak pan profesor ocenia też słowa Jarosława Gowina, który nagle oskarża premiera Mateusza Morawieckiego, że pozbawia rząd powagi, mowa jest srebrem i tak dalej.

Trudno to komentować. Bardzo niewiarygodnie brzmią wypowiedzi polityka, który jeszcze kilka miesięcy temu tworzył większość rządową. Teraz przeszedł do opozycji i stara się być bardziej papieski, niż sam papież. Próbuje przez swoje wystąpienia publiczne i wywiady różnego typu uwiarygodniać w środowisku opozycyjnym. Ta droga jest złą drogą, bo Jarosław Gowin nie ciągnie za sobą jakiegoś potężnego elektoratu. Jeśliby liczyć wyborców tego środowiska, które pozostało wierne Gowinowi, to będzie 100 tysięcy wyborców w skali polski maksimum.

Żeby nie mówić, że elektorat samego siebie. Polacy skarżą się na rosnące ceny, nie tylko Polacy, dzieje się tak w całej Europie. Czy dostrzegają prawdziwą przyczynę tego stanu rzeczy?

Idąc do sklepu, widząc podwyższone ceny, nie myślimy nad tym, dlaczego ceny się podniosły. Nie oczekujmy od Polaków takiego rozumowania. Nie rozumuje się o cenach czynnikowo, tylko portfelowo. Nie jest istotne co powoduje wzrost cen, ważne, że te ceny wzrastają. Jest pytanie jakie rząd powinien podjąć, żeby stworzyć bufor w kontekście wzrostu cen, mam tu na myśli te najbardziej uciążliwe ceny: energii elektrycznej…

Ja też w tym kontekście pytam. To powoduje napędzanie się tych wzrostów cen w całej Europie.

Pamiętajmy, że tych czynników wzrostu jest dużo, jednym z czynników będą pieniądze europejskie, bo pamiętajmy, że Unia Europejska zamierza rzucić do gospodarki europejskiej olbrzymie pieniądze i te pieniądze napłyną w ciągu najbliższych miesięcy, one muszą spowodować wzrost cen, niezależnie od tego Rosja gra cenami, przez ceny gazu, to świadoma strategia rosyjska, które ma zdekomponować sytuację w Europie, to oczywiście skutki pandemii, polityki Chin, przerwania łańcucha dostaw, a także oczywiście spadającej wartości złotówki. Ale jest to czynnik finansowy, który nam dynamizuje z kolei eksport i sprawia, że mamy nadwyżkę. Jest wiele czynników, to o wiele bardziej złożone, sugeruję ten temat na oddzielną audycję.

I te ekologiczne też mają na to wpływ.

Jak najbardziej.

http://radiopoznan.fm/n/Fy8y8a
KOMENTARZE 0

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 07:00 08:00 09:00 11:00 13:00

@TWITTER