NA ANTENIE: 23 05 FRANEK NA DOKLADKE 31 CZ 3/

Suwerenny artysta patrzy na Amerykę

Publikacja: 04.07.2017 g.09:54  Aktualizacja: 04.07.2017 g.09:59
Lech Majewski to osobowość artystycznie potężna.
Lech Majewski Oficjalne centrum świata - Leon Bielewicz
/ Fot. Leon Bielewicz

Kojarzony jest głównie z filmem, z międzynarodową karierą jako reżyser, który kręci filmy elitarne, artystyczne. Nie sposób wyliczyć dorobku, nagród, dowodów uznania. Majewski oprócz pracy twórczej wykłada gościnnie na renomowanych uniwersytetach. Broni sztuki i estetyki, czyli piękna przed barbarzyńcami, którzy pojawili się w obrębie kultury zachodniej. Dewizą jego działalności jest głęboko przeżyta myśl wypowiedziana przez Dostojewskiego, że „Piękno zbawi świat”.

Jest Majewski także poetą, malarzem i pisarzem. Poznańskie wydawnictwo Rebis wydaje właśnie „Utwory zebrane”. Lekturę Majewskiego zacząłem od esejów pt. „Oficjalne Centrum Świata” z 2016 roku. Książka została napisana w 1999 roku. Są to, jak czytamy w omówieniu, notatki, eseje i spostrzeżenia z doświadczeń życia i pracy w Nowym Yorku i w Hollywood, mieniące się barwnymi opisami znanych gwiazd, z którymi autor miał styczność. Ale nie jest to książka o gwiazdach ani kolejna relacja o Ameryce. Czym zatem jest ta książka?

Gdy nie wiem jak zacząć pisanie recenzji, to czuję, że mam do czynienia z książką wybitną. Tylko z takich książek możemy się czegoś nauczyć, które stanowią zagadkę. Takimi objawiły mi się eseje Lecha Majewskiego „Oficjalne Centrum Świata”. Jest to zbiór bardzo osobistych spostrzeżeń, ale ten osobisty ton przekształca tę opowieść w coś „zobiektyzowanego”. I w tym tkwi tajemnica pisarskiego talentu - ani cienia ekshibicjonizmu w książce, która na pierwszy rzut oka może jawić się jako ekshibicjonistyczna. To Stendhal miał zauważyć, że absolutna szczerość pozwala na przekroczenie własnego ego, co skutkuje ujawnieniem się świata, w którym znika autor. Pisarz chce mówić o świecie, a nie sobie, o świecie poprzez swoją osobę wrzuconą przez los w taką a nie inną życiową sytuację, kondycję. Jak mało jest takich książek wobec „potopu” wynurzeń gwiazd, gwiazdeczek, tzw. celebrytów! Wszyscy piszą książki, bo książka to jednak książka. Nobilituje - myślą – nawet, gdy piszą głupoty.

Wracając do Majewskiego. Siłą rzeczy, gdy mowa o Ameryce, trudno nie przywołać książek -relacji z podróży. Choćby Henryka Sienkiewicza z końca XIX wieku. Warto porównać ją z narracją Majewskiego, aby zobaczyć, co się zmieniło a co nie. Czy wszystko się Ameryce zmieniło? Odnoszę wrażenie, że tej Ameryki, jaką noszą w głowach Polacy, już dawno nie ma i książka Majewskiego dobitnie to pokazuje. Uzupełnieniem tego omówienia niech będą słowa autora z otwierającego „Oficjalne centrum świata” mini eseju „Ameryka”:
„Nie istnieje jako państwo. To przestrzeń wyidealizowana, o której się marzy. Mit opowiadany pismem obrazkowym. W kinie. Na ekranie telewizora.  Jest mitem ucieczki. Od nędzy, od głodu, od bycia poniżonym (inskrypcja na Statui Wolności), a przede wszystkim ucieczki od siebie – największe pieniądze w Hollywood zarabia się na tym, by pozwolić ludziom nie myśleć.
Sto lat temu była mitem dla odważnych. Bezkresne prerie i pustynne płaskowyże zaludnili ludzie z Poronina i Lulea, i nadali osadom biblijne nazwy. Betlejem, Kannan, Nowa Jerozolima. Wszystko było nowe. Nowy York, Jersey, Haven, Hampshire. Nowe wieże Babilonu przyciągnęły nawet Majakowskiego, gdyż widział w kinie, jak nowojorczycy umawiali się przez białe telefony, by tańczyć na dachach drapaczy chmur.
Później był Wietnam, Kennedy, Oswald, King Manson, i coś popsuło. Ameryka dorosłych rozpadła się, a dzieci - kwiaty zaczęły robić filmy dla jeszcze młodszych. Lucas i Spielberg stworzyli królestwo zabawek, które opuściło naszą planetę i uciekło w abstrakcyjną cyberspace, wysysając mózgi spod czół przyklejonych do komputerów.
Wtedy dorośli przestali być dorosłymi. Na ogół zdziecinnieli. Prawdziwi mężczyźni zamienili się w roboty ( najdroższy z nich o nazwie Schwarzenegger, co oznacza „czarny Murzyn”, zaszedł nawet w ciążę), kobiety zaś stały się męskie; nauczyły się kopać mężczyzn w genitalia i grać w westernach.
Za to komputery po cichu planują, liczą, romansują, umawiają się i wchodzą w związki, by rodzić abstrakcyjne mity w przestrzeni wyidealizowanej, w nowej Ameryce, która pędzi przez elektroniczne przestworza”.

Podczas lektury esejów Majewskiego pobrzmiewał mi w nich znajomy ton. Taki sam jaki spotkałem w „Dziennikach” Sandora Maraiego, wielkiego węgierskiego pisarza i patrioty. Silna podmiotowość, kultura starej Europy tak uwewnętrzniona, że Ameryka traktowana jest z pewnym ciepłym protekcjonalizmem. U Majewskiego jest błyskotliwość i ironia, a gdy trzeba to brak ironii wobec gwiazd często głęboko nieszczęśliwych, choć w pop - kulturze to „ikony szczęścia”. Majewskiego i Maraiego łączy poczucie estetycznej mocy i to, że ani jednemu ani drugiemu do głowy nie przychodzi to, że można by mieć wobec Ameryki jakieś kulturalne kompleksy. Dlatego polska kultura jak rośliny wody podczas suszy, potrzebuje takich właśnie twórców jak Lech Majewski.

Maciej Mazurek 

Lech Majewski: „Oficjalne Centrum Świata”, wyd. REBIS, Poznań 2016 

http://radiopoznan.fm/n/ozRguw
KOMENTARZE 2
Różyczka 13.07.2017 godz. 13:24
dobra recenzja ze świetną puentą
Ewa 04.07.2017 godz. 16:18
Niezła recenzja

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 13:00 14:00 16:00 17:00 21:00

@TWITTER