Bardzo dobrze się stało, że po 47 latach Król Roger Karola Szymanowskiego wrócił na scenę Pod Pegazem. Najważniejszymi realizatorami byli: autor inscenizacji Krzysztof Cicheński i dyrygent Jacek Kasprzyk.
W tej niedookreślonej operze według libretta Jarosława Iwaszkiewicza reżyser może pofantazjować. Z tej okazji skrzętnie skorzystał Cicheński, ukazując nam rozterki XIII-wiecznego Króla Sycylii z wieloma różnorodnymi symbolami. Nie wszystkie były czytelne, ale muzyka wypadła godnie. Jacek Kaspszyk przygotował spektakl z dużym pietyzmem bowiem chór i orkiestra uniosły piękno muzyki Szymanowskiego.
Świetną kreację stworzył Szymon Mechliński jako tytułowy Roger, liryczną frazą w Pieśni Roxany zaczarowała Rusłana Kowal, nieźle prezentował się Andrzej Lambert choć typ jego głosu nie do końca odpowiada tajemniczej partii Pasterza.
Generalnie spektakl odebrałam pozytywnie, choć z zastrzeżeniami. Jedno z nich to rodzaj emisji dźwięku w Teatrze, wszystko brzmiało zbyt masywnie, a więc rodzi się pytanie o nagłośnienie, które trochę deformuje to, co płynie z kanału i sceny.