Teraz, po latach, ukazała się pierwsza biografia aktora „Samotność Janosika”, której autor – Marek Szymański – przytacza wiele nieznanych dotąd wspomnień osób, pracujących z Perepeczką na planie filmowym. To właśnie z tych opowieści wyłania się obraz człowieka niezwykle pracowitego, wrażliwego i konsekwentnego, choć niepozbawionego artystycznych rozterek.
Marek Perepeczko po latach wspominał, że początki pracy nad rolą Janosika nie były łatwe.
„Jak to ugryźć? Jak wcielić się w tę legendę Tatr?” – zastanawiał się.
Okazało się, że rację miał reżyser Jerzy Passendorfer, który poszedł w zupełną bajkowość, umowność
– czytamy w książce Szymańskiego.
Aż trudno dziś uwierzyć, że aktor mógł nie zostać tytułowym Harnasiem. Już na samym początku zdjęć doszło bowiem do poważnego sporu między nim a reżyserem.
Wszystko zaczęło się od kiepskiego scenariusza stworzonego przez krakowskiego prozaika Tadeusza Kwiatkowskiego, co do tego ekipa się zgadzała.
Początkowo miała to być barwna, pełna folkloru opowieść, w której wszyscy aktorzy posługiwali się góralską gwarą. Szybko jednak okazało się, że taka konwencja nie działa. Na planie panował lekki chaos, reżyser ratował sytuację, zmieniając dialogi i kręcąc sceny niemal ad hoc. Serialowi brakowało tempa, a wizja Perepeczki nie pokrywała się z koncepcją twórców.
Perepeczko widział Janosika jako ludowego herosa. Moim zdaniem reżyser nie wykorzystał w pełni jego umiejętności i potencjału
– wspominał Marek Mokrowiecki, który pojawił się na planie filmowym.
Ewa Wiśniewska, odtwórczyni roli hrabiny Izabeli, zapamiętała z kolei zabawne problemy techniczne.
Moje ujęcia z Janosikiem stanowiły pewien kłopot dla operatora, bo sięgałam Markowi mniej więcej do pasa. W efekcie na dalszym planie mogliśmy być razem pokazywani, ale w bliższych ujęciach musiałam stawać na jakiejś skrzyneczce, żeby w kadrze znaleźć się troszeczkę wyżej
– śmiała się po latach.
Uroczą Marynę zagrała Ewa Lemańska – prawdziwe odkrycie serialu. Zachwyciła publiczność naturalną urodą i wdziękiem. Choć widzowie dopatrywali się między nią a Perepeczką romansu, aktorka wielokrotnie podkreślała, że łączyła ich jedynie szczera przyjaźń. – „To był wspaniały, ciepły człowiek. Taki wielkolud o sercu motylka” – wspominała po latach.
Jak opisuje Marek Szymański, Perepeczko przeżywał wówczas nie tylko twórcze rozterki. Na planie czuł się nieco wyobcowany. Gdy ekipa bawiła się i biesiadowała po zdjęciach, on wolał ciszę i spokój. Nie pił, nie palił, nie romansował. Czas wolny poświęcał książkom, treningom i powtarzaniu kwestii. – „Ekipa niechętnie spoglądała na jego porządność” – pisze Szymański.
Zdjęcia do „Janosika” trwały blisko rok i nie brakowało sytuacji zarówno zabawnych, jak i niebezpiecznych. Raz Bogusz Bilewski, serialowy Kwiczoł, z takim impetem zamachnął się ciupagą, że o mało nie wybił Perepeczce oka. Innym razem koń, na którym jechał aktor, poślizgnął się na kamieniach i przygniótł go.
Perepeczko, mimo popularności, pozostał człowiekiem skromnym i empatycznym. Barbara Wachowicz ujawniła po jego śmierci, że w czasie zdjęć biegał na Harendę, by czytać niewidomej siostrze legendarnej Marusi Kasprowiczowej, żony poety nowele Babla i przywozić jej nagrania Czajkowskiego. Nigdy o tym nie opowiadał – po prostu taki był.
„Janosik”, choć nie jest serialem doskonałym, pozostaje dziełem wyjątkowym – symbolem tamtych czasów, a dla wielu Polaków także sentymentalnym powrotem do dzieciństwa. Może właśnie dlatego wciąż tak chętnie do niego wracamy – dla uśmiechu, dla muzyki i dla wspomnienia Marka Perepeczki.