Hawking zmarł w 2018 roku, a kilka lat przed śmiercią zaprezentował światu swoją autobiografię - pt. "Moja krótka historia". Książkę w nowym wydaniu zaprezentowało właśnie Wydawnictwo ZYSK i S-KA.
Napisana lekko, z poczuciem humoru, naprawdę warto do tej opowieści wrócić. Bo z pewnością niejeden z naszych czytelników już miał tę pozycję w ręku. Z lektury dowiadujemy się bowiem wielu ciekawostek, o których nie informowały media, kiedy zajmowały się Hawkingiem wielokrotnie. Autor wraca chociażby do swoich korzeni, o ojcu pisze, że nie miał smykałki do remontów, a sam Hawking trafił do żeńskiego gimnazjum, które, co szczególnie osobliwe, przyjmowało też chłopców.
W klasie nazywano go Einsteinem, choć do najlepszych uczniów trochę mu brakowało. Nauczyciele łapali się za głowy, poprawiając jego sprawdziany, gdy usiłowali rozczytać niezbyt zgrabne pismo późniejszego geniusza.
Koledzy nadali mi przezwisko Einstein, więc przypuszczalnie dostrzegli we mnie jakiś potencjał
- pisze światowej sławny naukowiec.
Autor przywołuje kolejne etapy wprowadzania go do akademickiego i naukowego świata, ale pisze też o chorobie.
"Na ostatnim roku studiów w Oksfordzie zauważyłem, że robię się coraz bardziej niezdarny. Po upadku ze schodów poszedłem do lekarza, ale usłyszałem tylko: Odstaw piwo."
Ale upadków było więcej, bo choroba zaczynała dawać o sobie znać... Historia życia niezwykłego człowieka - od dzieciństwa w Londynie do czasu przełomowych badań i odkryć. I słowo biografia zastąpię chyba słowem opowieść - dodajmy niezwykle ciekawa...