Autor traktuje te rozmowy, jak naturalną część codzienności, bo dzieli się tym, co go cieszy, co go dziwi, a czasem tym, co chciałby w sobie zmienić. I choć zwykle mówi tylko on, to raz, jak sam wspomina, usłyszał odpowiedź. Podczas swoich pieszych wycieczek odkrywa kraj nie od strony atrakcji turystycznych, lecz bocznych dróg, małych miejscowości i spotkań, które zostają w pamięci.
Koronkiewicz nie pozuje na pielgrzyma bohatera. Idzie w swoim tempie, często przypadkiem, czasem z powodu impulsu, jak wtedy, gdy sąsiad wrócił z pielgrzymki i opowiedział historię o objawieniach w Gietrzwałdzie. Te opowieści, wyrastające z codzienności, pokazują Polskę widzianą bez pośpiechu, przez rozmowy z ludźmi przy szosie, przez noclegi na plebanii, przez drobne gesty, które tworzą klimat małych miejsc. Czasem są to historie zasłyszane mimochodem, a czasem takie, które, jak na przykład wspomnienie Małgorzaty, jednej z bohaterek książki, zostają w człowieku na długo. Opowiadała ona, że chodziła do jednej klasy z prawnukiem Michała Drzymały, ale to nie jego postać najbardziej ją poruszała. Przypominała o Józefinie, żonie Drzymały, która z dziećmi mieszkała w wozie, gdy jej mąż walczył z pruską administracją. On - buntownik, trafiał do historii, a ona zostawała sama z dziećmi, które trzeba było nakarmić, ubrać i ochronić przed światem. Dziś o Józefinie mało kto pamięta, bo jak mówi Pani Małgorzata "u nas to zawsze chłop musi być bohaterem". Koronkiewicz między innymi takie historie potrafi wydobyć z cienia.
Największą siłą tej książki jest jej ton - prosty, pogodny, pozbawiony patosu, za to pełen ciepłego humoru i uważności na drugiego człowieka. Autor potrafi w jednej scenie wzruszyć, w drugiej rozśmieszyć, a przede wszystkim pokazać, że duchowość nie musi być ani pompatyczna, ani ciężka, bo może być po prostu zwyczajna i bliska życiu.
„Z Matką Boską na piechotę” to książka dla tych, którzy lubią wędrować, dla tych, którzy lubią słuchać historii „z drogi”, i dla tych, którzy chcą zobaczyć Polskę taką, jaką widzi się tylko pieszo. Z poziomu przydrożnej kapliczki i rozmowy, która zostaje w człowieku na długo.