NA ANTENIE: Sportowa arena

AfD w niemieckim parlamencie

Publikacja: 25.09.2017 g.12:57  Aktualizacja: 25.09.2017 g.12:58 Łazarz Grajczyński
Największym zwycięzcą wczorajszych wyborów w Niemczech można ogłosić Alternatywę dla Niemiec – według wstępnych wyników ma 12,6% głosów, co daje jej trzecie miejsce w Bundestagu z około 90 posłami.
afd alternatywa dla niemiec - Olaf Kosinsky - CC: Wikimedia Commons
/ Fot. Olaf Kosinsky (CC: Wikimedia Commons)

Sukces odniosła ona, pomimo że jest stosunkowo młoda (założono ją w 2013 roku), nie ma przychylności dużych mediów a także do końca określonego programu. Dodatkowo jest to pierwszy taki przypadek od dekad, aby na prawo od CDU/CSU znalazła się w parlamencie duża i znacząca partia. Jeśli AfD zachowa wewnętrzną konsolidację a jej szefostwo nie pozwoli, aby w partii górę wzięły głosy radykalne, to nie tylko może na stałe osiąść na scenie politycznej, lecz także poszerzać swoją bazę, gdyż CDU od lat przesuwa się w lewo.

Partia ta jest umiarkowanym zwycięzcą: 33% to wynik dający jej pierwszeństwo i praktycznie zapewniający kontynuowanie rządów. Tym bardziej, że jeśli doliczy się głosy z okręgów jednomandatowych, wzmacniających duże partie, to jej ostateczny wynik może wyglądać trochę lepiej.

Partia wprawdzie straciła około 8% głosów, lecz wynik ich głównego rywala - SPD - jest katastrofalny. To najgorszy wynik w historii tej partii po II wojnie światowej. Gdyby zliczyć głosy całej lewicy (z Zielonymi i Die Linke) to okazuje się, że dziś popiera ją około 40% Niemców. Martin Schulz był w stanie odwrócić trendy tylko na chwilę. Obecnie zaprzecza, by SPD miało kontynuować koalicję z CDU, co oznacza przejście do opozycji - w przypadku, gdy nie ma szans na stworzenie lewicowej koalicji.

Drugim po AfD zwycięzcą jest niezaprzeczalnie odnowiona FDP – Wolni Demokraci. Po ewolucji, jaką przeszli kilka lat temu, stali się typową liberalno-demokratyczną partią z dość pragmatycznym podejściem do polityki zagranicznej. Przeszło 10% głosów daje jej prawdopodobnie 4. pozycję i jeśli nie powstanie wielka koalicja CDU-SPD, to FDP ma zagwarantowane miejsce w rządzie. To spora zmiana, gdyż cztery lata temu nie przekroczyła nawet progu wyborczego.

Możliwe są w zasadzie tylko dwa układy koalicyjne: wspomniana wielka koalicja, lub układ CDU-FDP i Zieloni. Merkel zapewne nie miałaby nic przeciwko kontynuowaniu współpracy z Socjaldemokratami, lecz zaostrzający się ton w czasie kampanii wyborczej SPD spowodował, że sama kanclerz przestała traktować to jako rzecz oczywistą.

SPD stoi zatem przed trudnym wyborem. Wejście w koalicję z CDU, czego oczekuje sporo Niemców (w tym tzw. "wielki biznes"), może zakończyć się całkowitą marginalizacją SPD. Każda koalicja z CDU kończyła się osłabieniem partii, gdyż centrowi wyborcy Socjaldemokratów przechodzili do Chadeków, a w samej partii coraz mocniej dochodzi do rozdźwięku między lewym a centrowym skrzydłem. 

SPD może zatem rozważać przejść do opozycji celem odbudowania swojej siły - tym bardziej, że w koalicji z SPD to AfD stanie się oficjalna i główną partią opozycyjną, a podział na scenie politycznej zostanie osadzony po prawej stronie. Media lewicowe uznają, że SPD musi traktować Alternatywę jako najważniejsze zagrożenie i skupić się na krytyce i walce właśnie z nią. Wejście w układy z Chadekami oznaczać będzie z kolei marginalizację głosu socjaldemokratów, a jako opozycja SPD będzie mogła dawać pełen wyraz swoim przekonaniom i swojej polityce.

Co dziś jest lepsze dla Merkel i jej rządu? Koalicja z SPD może dla niej oznaczać rządowe spory. Nie będzie ona już bowiem tak uległa jak dawniej. Może częściej, niż za poprzedniej kadencji krytykować posunięcia Merkel (szczególnie odnośnie obronności i polityki fiskalnej). Szeregowi Socjaldemokraci oczekują rozwodu SPD z CDU. Pamiętać należy też o ambicjach personalnych - Schulz marzy o kierowaniu partią, Socjaldemokraci z nim jako kandydatem na kanclerza osiągnęli słaby wynik, lecz Schulz może argumentować, że bez niego - na co wskazywały sondaże w początkach roku - mogło być jeszcze gorzej.

Koalicja z dwiema mniejszymi partiami (Zielonymi i FDP) na chwilę obecną są bardziej kuszącą perspektywą, choć z Zielonymi dzielą ich oczywiście spory o charakterze ideologicznym. Mogą oni jednak dla dobra rządu zadowolić się tematami ekologicznymi i nie naciskać na obyczajowe. W każdym z tych przypadków partia Merkel tak czy inaczej będzie przeciągana w lewo, co zapewne wykorzysta AfD, które będzie ostrym krytykiem rządu. Dlatego też dla kanclerz lepiej będzie mieć za opozycję SPD, które skupi się na krytyce skrajnej prawicy. CDU będzie mogło prezentować się jako partia umiaru i kontynuacji w porównaniu z walczącymi przedstawicielami lewicy i prawicy.

Rządy CDU to oczywiście kontynuacja dotychczasowej polityki zagranicznej, o której decyduje zresztą kanclerz. Nowym ministrem spraw zagranicznych mógłby zostać Schulz lub Lindner – szef FDP. Niemiecki kurs pozostanie proeuropejski, nie ustanie także krytyka wobec Rosji (poza AfD i Die Linke wszystkie partie mają krytyczny stosunek do Moskwy, pomimo że FDP czy CDU nie przeszkadzają interesy gospodarcze z Rosją). FDP jako koalicjant może naciskać na rewizję polityki gospodarczej Unii z interwencjonistycznej na bardziej prorynkową. Oni oraz Zieloni są też bardziej sceptyczni, jeśli chodzi o plany Macrona dotyczące ratowania strefy euro.

Obecne wybory w Niemczech potwierdzają paneuropejskie trendy. Do polityki weszła partia populistyczna (prawicowa), będąca głosem niezadowolonych, antysystemowo nastawionych obywateli, a zaufanie do wiodących partii spadło. Wyborcy przerzucają swoje głosy na mniejsze ugrupowania, co prowadzi do rozdrobnienia parlamentów i problemów z budowaniem stabilnych rządów. Dostrzec to można było ostatnio chociażby w Hiszpanii, Holandii, Norwegii czy Wielkiej Brytanii.

Łazarz Grajczyński
http://radiopoznan.fm/n/pYaokU
KOMENTARZE 0

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 17:00 18:00 19:00 20:00 21:00

@TWITTER