Batman trafił do domu swojego przewodnika, który z własnej kieszeni opłaca jego leczenie. Mają to zmienić nowe przepisy o emeryturach dla zwierząt ze służb państwowych.
"Nie wyobrażałem sobie nie zabrać go do domu" – mówi mł. asp. Marcin Gronek z Ogniwa Przewodników Psów Służbowych Komendy Miejskiej Policji w Poznaniu.
Przywiązanie, w mojej subiektywne ocenie, tego psa do mnie i na odwrót, było tak silne, że sobie nie wyobrażałem, że komuś tego psa przekażę. Troszkę musimy pojeździć po tych weterynarzach, trochę tych leków i suplementów Batman przyjmuje. Nawet, gdyby te koszty wynosiły tysiąc złotych miesięcznie. Trudno. Taką pracę wybrałem i wiedziałem, że chcę brać swoje psy do domu.
Psi funkcjonariusz cztery lata temu trafił do Poznania z jednostki w Rawiczu. Razem z przewodnikiem szukał materiałów wybuchowych po anonimowych zgłoszeniach w trakcie ostatnich matur. Dwukrotnie też służył podczas festiwalu Pol’and’Rock w Kostrzynie nad Odrą. Zawsze zachowywał spokój, co było szczególnie przydatne w trakcie czynności w przedszkolach.
Marcin Gronek nie musiał zabierać Batmana do domu. W praktyce przewodnicy mają jednak pierwszeństwo. Policjanci zawsze starają się znaleźć nowych opiekunów dla emerytowanych zwierząt, chociaż nie raz kończy się to oddaniem do wielkopolskiego zakątka weteranów.
Rząd przyjął w zeszłym tygodniu projekt nowych przepisów. Zwierzęta służbowe będą dożywotnio utrzymywane z budżetu państwa. Także te wycofane przed przyjęciem ustawy.
Batman zasłużył na emeryturę
– ocenia przewodnik psiego policjanta.