NA ANTENIE: MISSOURI/LORDOFON
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Cud pamięci

Publikacja: 30.04.2026 g.15:08  Aktualizacja: 30.04.2026 g.15:13 Ryszard Gloger
Poznań
Recenzja Ryszarda Glogera.
Bruce Hornsby - Okładka płyty
Fot. (Okładka płyty)

Spis treści:

    Jak tylko się pojawił były z nim kłopoty. Niby zachwyt, że nowy głos i przyjemne piosenki, a za chwilę zaczęto doszukiwać się podobieństwa do Eltona Johna czy Billy’ego Joela. Było to dość proste skojarzenie. Podobnie jak wymienieni artyści, był śpiewającym pianistą. Bruce Hornsby. Zaczął od przeboju „Just The Way It Is”, który w 1986 roku, osiągnął pierwsze miejsce na liście bestsellerów magazynu Billboard. Wkrótce piosenka przypadła do gustu milionom słuchaczy na całym świecie. Nieco później 6 raperów samplowało kompozycję amerykańskiego pianisty i jeszcze wtedy lidera zespołu The Range. Od początku Bruce Hornsby wypełniał repertuar własnymi kompozycjami. Wylansował następne przebojowe piosenki „Mandolin Man”, „Fields Of Gray”,  „The Valley Road”. Potem zgarnął jeszcze trzy razy statuetkę Grammy Award i kilka innych nagród. Jednak powoli zszedł na drugi plan. Odciął się od komercyjnej twórczości i żarłocznego show biznesu. Przez następne dekady był przykładem artysty, który podąża w odwrotną stronę niż można by się spodziewać. Wolał poszerzać swoją muzykę o nowe obszary gatunkowe i tworzyć rzeczy nie oczywiste, takie jak muzyka dla teatru i kina. Współpracował z artystami z odległych stron muzyki jak Ricky Scaggs, Bob Dylan, Bonnie Raitt, Christian McBride, Branford Marsalis i Jack DeJonette.

    Artysta nagrał przez ponad 40 lat wiele rewelacyjnych płyt, takich jak „Harbor Lights”, „Halcyon Days”, „Bride Of The Noisemakers”, „Flicted”. Niestety były zbyt skomplikowane dla przeciętnego słuchacza. Nie wszyscy muszą tolerować mieszankę rocka, jazzu, folku, gospel i bluegrassu. A Hornsby ma wyobraźnię i potrzebę kreacji wysokiej próby. Dzisiaj Bruce Hornsby jest cenionym artystą niszowym i z popularnością, która przez lata się ulotniła. Uważam nawet, że jest niedocenionym awangardowym artystą. Nowa płyta „Indigo Park” potwierdza przekonanie, że Bruce Hornsby pozostaje twórcą bezkompromisowym. To album konceptualny, którego osią narracyjną jest natura pamięci. W tekstach 10 piosenek artysta dużo wspomina, przywołuje miejsca, obrazy i zdarzenia z przeszłości. Nie jest to jednak tani sentymentalizm i nostalgia. Bruce Hornsby mówi, że „buduje swój pałac pamięci”. Robi to po to, by połączyć różne ogniwa wspomnień w większe sekwencje, żeby stworzyły budowlę i nie zniknęły bezpowrotnie zapomniane. Wśród kompletu utworów, nie ma ani jednego przebojowego. Pierwszy i ostatni na płycie przypominają tę dawną, rozkołysaną muzykę Hornsby’ego z szerokimi frazami melodii i charakterystycznymi blokami akordów w akompaniamencie fortepianu. One tworzą oprawę dla wnętrza albumu, gdzie regularne piosenki zastępują utwory o różnej budowie formalnej, zaskakujące zwroty i sploty instrumentalno-wokalne. Słuchamy pianisty, który bardziej opowiada niż śpiewa, czasem wpada w schemat hip hopu, kiedy indziej dopuszcza do głosu gitarę Blake’a Millsa lub decyduje się na duet wokalny z Bonnie Raitt. Instrumenty żywe, akustyczne i tradycyjne jak skrzypce lub mandolina, współbrzmią z elektronicznymi klawiszami i loopami. Bardzo wysmakowana płyta, stwarza pewne trudności w odbiorze, lecz jest wspaniale artystyczna.

    https://radiopoznan.fm/n/28F1Od
    KOMENTARZE 0