W Polsce na hasło „Clannad” najczęściej przypominamy sobie popularną w latach 80. telewizyjną serię o Robin Hoodzie, która okraszona była przepięknymi kompozycjami tego zespołu. Utwory „Robin (The Hooded Man)” oraz „Together We” do dziś zresztą goszczą regularnie na antenie Radia Poznań.
Moya Brennan (znana też jako Máire Brennan) była najstarszą z dziewięciorga rodzeństwa, wśród których wychowała się jeszcze jedna światowa gwiazda: Enya, która dołączyła do grupy Clannad dekadę po jej założeniu.
Irlandzki zespół doczekał się milionów fanów na całym świecie, zdobył też wiele nagród, z amerykańską Grammy Award i brytyjską BAFTA Award na czele. Artystka miała 73 lata.
Prawie dokładnie 9 lat temu, tuż przed poznańskim koncertem Moya Brennan odwiedziła studio przy Berwińskiego 5, udzielając krótkiego wywiadu. Zapis jego fragmentu poniżej.
Dziś po 13 w audycji „Pierwsza planeta od Słońca” wrócimy do tej rozmowy i jej pięknej muzyki, do usłyszenia.
Moya Brennan dla Radia Merkury (2017):
RM: Czy zdarza ci się jeszcze denerwować, przed koncertami?
MB: Zawsze się trochę denerwuję, to się dzieje przed wyjściem na scenę. Jakieś 10, 15 minut przed tym momentem. Ale gdy już na tę scenę wychodzisz i zaczynasz czuć obecność publiczności, czujesz, że oni są z tobą i wtedy się relaksujesz. To bardzo przyjemne uczucie, ono jest powodem, dla którego ludzie uzależniają się od koncertowania, dlatego właśnie to robią, bo owszem na początku jest trochę stresu, ale generalnie sprawia to wiele przyjemności.
RM: Śpiewasz już z Clannad od 45, 46 lat…
MB: Tak, dokładnie od roku 1970, kiedy to zwyciężyliśmy na folkowym festiwalu w Donegal, skąd zresztą pochodzę. Zanim to się stało występowaliśmy w pubie mojego ojca, Leo’s Tavern, to już trwa naprawdę bardzo długo…
RM: Czy po tych wszystkich latach śpiewania wciąż musisz dbać o swój głos w jakiś szczególny sposób?
MB: Tak, piję ocet jabłkowy z miodem. Z ciepłą wodą. To piję podczas tras koncertowych oraz gdy jestem w studiu. Tylko kilka łyżeczek octu i kilka łyżeczek miodu, czasem jeszcze z imbirem. Robię też ćwiczenia oddechowe, a przed koncertem rozgrzewam struny głosowa śpiewając gamy.
RM: Właśnie ukazała się twoja nowa płyta, całkiem nieźle radzi sobie na listach przebojów…
MB: To prawda, ukazała się dosłownie w zeszłym tygodniu, na cyfrowych listach sprzedaży zadebiutowała między pierwszym a piątym miejscem w bardzo wielu europejskich krajach, np. w Irlandii to był debiut na samym szczycie, a także w Anglii, nawet w USA płyta doszła do miejsca 12. Więc świetnie się dowiedzieć, że ludzie wciąż chcą mnie słuchać.
Więcej: