„Szarlatanka” Izabeli Meyzy (Wydawnictwo Mova) to klimatyczna i poruszająca opowieść o sile kobiecej wspólnoty, przemilczanych ranach i bolesnym procesie wybaczania. To książka też o tym, jak bardzo jesteśmy zakorzenieni – w miejscu, w pamięci, w relacjach. O tym, że czasem dopiero czyjaś nieobecność potrafi wydobyć prawdę o jego znaczeniu.
Akcja powieści toczy się w Przypadce – fikcyjnej wsi na pograniczu Polski i Litwy. Wsi tak hermetycznej, że świat poza nią wydaje się nie istnieć. Tu ludzie wciąż ufają ziołom, szeptom i rytuałom przekazywanym z pokolenia na pokolenie. I to właśnie stąd prowadzi ta wspomniana cienka, niemal niewidzialna nitka.
Izabela Meyza, antropolożka kultury i mediatorka, przez lata mieszkała na pograniczu polsko-litewskim. Dobrze zna świat, który opisuje – świat, gdzie nowoczesność i magia codzienności przeplatają się z niepisaną hierarchią i kobiecą solidarnością.
Główna bohaterka, Agata Srożko, przez lata była dla mieszkańców Przypadki znachorką, powierniczką, przewodniczką duchową i ostatnią nadzieją. Gdy znika, mieszkańcy wzywają policję, ale funkcjonariusze niewiele są w stanie ustalić. Cała wieś zaczyna mówić. Wspomnienia i podejrzenia mieszają się z żalem, wstydem i poczuciem winy. Coś pęka w rytmie wsi. Zniknięcie Agaty nie tylko burzy spokój, ale i uruchamia lawinę wspomnień, emocji, tajemnic. Mieszkańcy zaczynają rozumieć, że była kimś więcej niż tylko „szarlatanką”. Dla jednych była uzdrowicielką, dla innych powierniczką, dla kolejnych – niewygodnym lustrem.
Izabela Meyza z ogromną czułością maluje portret społeczności, która funkcjonuje „na własnych zasadach”, gdzie każdy ma przypisaną funkcję, a zmiana – zwłaszcza taka jak zniknięcie Agaty – urasta do rangi katastrofy. Wraz z jej zniknięciem rozpadł się porządek świata, który przez lata opierał się na jej obecności. W tle pojawia się galeria barwnych postaci: taksówkarz grający na trąbce, handlarz, kartograf i milczący mąż popadający w otchłań własnego umysłu. Każdy z nich nosi swoją wersję prawdy o Agacie.