NA ANTENIE: Mała czarna
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Alicja ciągle straszy - recenzja Ryszarda Glogera

Publikacja: 22.08.2025 g.13:01  Aktualizacja: 22.08.2025 g.09:32 Ryszard Gloger
Poznań
Człowiek lubi się czasem bać, tak dla rozrywki. Z własnej woli chodzimy do kina na thrillery robione często według jednego schematu. Na ekranie spokój, sielanka wokół, a potem nadchodzi noc i zaczyna straszyć. Dobry horror oglądany w domu w telewizorze, może spowodować, że każdy szmer, poruszenie firanki, może przerazić. Trudno potem zasnąć. Nie zawsze twórca osiąga pożądany efekt, bo zamiast krzyków trwogi, słychać śmiech na sali. Alice Cooper straszył już pół wieku temu i to ze sceny.
Alice Cooper „The Revenge Of Alice Cooper” - okładka płyty
Fot. okładka płyty

Spis treści:

    Makijaż, gadżety i rockowa muzyka, były niezłym ładunkiem przeszywających ciało emocji dla słuchaczy. Alice Cooper miał konkurencję, bo jeśli jest zapotrzebowanie na wywoływanie lęku, inni z rozkoszą to robią. Straszył Arthur Brown, Ozzy Osbourne, potem Marylin Manson. Dużym powodzeniem cieszyły się musical i wersja filmowa „The Rocky Horror Picture Show”. Horror w takt rocka miał dużą siłę oddziaływania.

    Czasy się jednak zmieniły i młody słuchacz wykazuje większą odporność na gitarowe granie. Alice Cooper ma 77 lat i ciągły apetyt na makabrę. Kogo więc chce poruszyć kiedyś popularny wokalista swoją nową płytą? Zatwardziałych wielbicieli jego muzyki, którzy mają problemy z ciśnieniem, sercem i poruszaniem się? A jednak Alice Cooper znowu to zrobił. Płyta „The Revenge Of Alice Cooper” jest wydawnictwem wyjątkowym. Artysta zebrał muzyków z którymi 56 lat temu nagrał płytę „Pretties For You”. Są w składzie basista Dennis Dunaway (lat 78), gitarzysta rytmiczny Michael Bruce (77), perkusista Neal Smith (77). Towarzystwo jest w sile wieku, lecz bez zaglądania w metryki, trudno byłoby to podejrzewać.

    W pierwszym nagraniu na płycie „Black Mamba”, na gitarze gra gość specjalny Robbie Krieger, kiedyś w legendarnej kapeli The Doors. Jest energicznie, momentami nawet ostro. Jako producent płyty występuje Bob Ezrin, fachowiec od super produkcji i facet, który miksował na konsolecie w studiu dźwięki utworów Alice Coopera „Killer” i „Schools Out”. Płyta ma wyraźne brzmienie vintage, jedynie dynamika nagrań i selektywność dźwięków, trzymają standard współczesności.

    Kompozycje to zbiór prostych kawałków, często utwór kręci się wokół lekko rozbudowanego riffu gitarowego, słychać nieskomplikowane zwrotki prowadzące do niezbyt wyszukanych refrenów. Zdarzają się cięższe utwory z mocniejszym bitem sekcji i równoległą jazdą kilku gitar. To na przykład nagranie „Famous Face”. To wszystko przypomina garażowe kapele, kiedy kilku kumpli z okolicy zakładało zespół i wyżywało się dla samej przyjemności robienia hałasu. Dla odmiany znajdziemy kompozycję „Blood On The Sun” z początkiem instrumentalnym gitary akustycznej i rozwijającą się w ekspresyjny, melodyjny utwór rockowy. Z kolei nagranie „What A Syd” to zwykła piosenka, trochę nie przystająca do innych. Jest do nabycia wersja płyty z dodatkowymi dwoma nagraniami, jednak podstawowy format z 14 nagraniami w zupełności wystarczy.

    Alice Cooper specjalnie nie błyszczy wokalnie, ale w sumie daje radę. Gdyby płyta ukazała się w połowie lat 70-tych byłaby bestsellerem. W 2025 roku przypomina to spotkanie uczniów z tej samej szkoły. Nie wszyscy się już rozpoznają, dużo wspomnień i przywoływania pięknych dni sławy. Alice Cooper śpiewa zresztą w piosence „Crap That Gets In The way Of Your Dreams”, że miał 16 lat i dostał pierwszą gitarę, na której grał w garażu bez opamiętania. Jak słychać z rocka się nie wyrasta.

    https://radiopoznan.fm/n/TRjxbA