NA ANTENIE: HONEY (2024)/LENNY KRAVITZ
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Joe Louis Walker i alchemia muzyki - recenzja Ryszarda Glogera

Publikacja: 03.03.2023 g.13:05  Aktualizacja: 03.03.2023 g.13:06 Ryszard Gloger
Poznań
Blues jako forma muzyczna niesie wiele ograniczeń. Kto z muzyków wykonujących bluesa, za bardzo odchodzi od schematu i zrywa silne zależności harmonii opartej na triadzie, podlega karze wyrzucenia z społeczności bluesowej. Wtedy zwolennicy zachowania tradycji i trzymania się żelaznych zasad, skreślają takiego niesfornego muzyka i skazują na banicję.
Joe Louis Walker „Weight OF The World” - Okładka płyty
Fot. Okładka płyty

W ten sposób Jimi Hendrix został okrzyknięty genialnym muzykiem rockowym, chociaż notorycznie wykonywał także utwory bluesowe. Kto jak kto, jeśli nie artyści, hołdują zasadzie wolności sztuki i w naturalny sposób zrywają więzy i przełamują bariery. Sześciokrotny laureat Blues Music Award Joe Louis Walker, udowodnił na ponad trzech tuzinach nagranych płyt, że nie trzyma się kurczowo klasycznego wzorca bluesa. Na samym początku jeszcze próbował wypowiedzieć się w konwencji bluesowo-soulowej, czego zresztą oczekiwała od niego kalifornijska wytwórnia HighTone Records. Według jej szefów, Joe Louis Walker miał pójść drogą Roberta Cray’a, który nieco wcześniej pozwolił wytwórni odnieść sukces na rynku fonograficznym. Tymczasem JLW jak zaczęto w skrócie określać Walkera, zaczął drążyć historię bluesa, czerpał z przeszłości i zarazem nadawał tej muzyce bardzo współczesnego kształtu. Może dlatego gitarzysta nie mógł zagrzać miejsca na dłużej w jednej wytwórni. Jeszcze niedawno słuchaliśmy płyty „Eclectic Electric”, gdzie nie tylko JLW mieszał muzyczne języki bluesa, soulu, rocka i jazzu, lecz sięgał nawet po utwory z kanonu, takie jak „Hotel California” zespołu The Eagles.

Tym razem JLW debiutuje płytą nagraną dla kalifornijskiej oficyny Forty Below Records. To prywatne wydawnictwo kompozytora, producenta i inżyniera dźwięku w jednej osobie, Erica Corne’a. To musiało skończyć się ścisłą współpracą Walkera i Corne’a już na poziomie kreatywnym. Walker napisał 5 utworów, Corne dorzucił kolejne cztery, a jeden stworzyli wspólnie. Końcowy efekt przynosi wyważony zbiór utworów, bez efekciarstwa i ekscesów. Porównując ostatni album z poprzednimi płytami „Blues Comin’ On” oraz „Eclectic Electric” można powiedzieć, że Joe Louis Walker nie forsuje agresywnego brzmienia gitary i śpiewa z większym wyczuciem.

W nowej muzyce jest dużo refleksji na temat życia po doświadczeniach pandemii Covid-19. Oczywiście Joe Louisa Walkera stać na bardzo ostry, rockowy utwór „Blue Mirror” jakby chciał przebić rock and rollowe rajdy Chucka Berry’ego lub wykonać bardzo dynamiczny, brawurowy funk „Count Your Chicken”. Jednak nawet pobieżna analiza zawartości płyty, pozwala wysnuć wniosek, że JLW chciał –jak to ma w zwyczaju - trochę pofantazjować i zaprezentować swoisty przegląd gatunkowy. Poszczególne utwory reprezentują barwny zestaw stylistyczny od współczesnego bluesa lub staromodnego soulu, po funk i jazz. Czasem mamy wręcz do czynienia z hybrydami. Raz jest to lekko zakręcony blues chicagowski „Root Down” z piskliwą partią harmonijki, na której gra także Walker. Ballada „Hello, It’s The Blues” na początku utrzymana jest w klimacie gospel, która nabiera w końcu mocy utworu bluesowego.

Joe Louis Walker gra na gitarze elektrycznej, gra też slidem i na gitarze akustycznej. Z dziesiątki nagrań wyróżnia się wspólna kompozycja Walkera i Corne’a „Bed Of Roses”. Utwór nasuwa skojarzenia z klasycznym stylem soul-bluesa, znanym z kilku przebojowych piosenek Roberta Cray’a.

Na poprzednich płytach Walkera roiło się od wielkich nazwisk zaproszonych gości. Tym razem lider współpracuje z ekipą mniej renomowanych muzyków, lecz wszyscy uczestnicy sesji, nadspodziewanie dobrze poruszają się na stworzonym przez Walkera, torze pełnym zwrotów stylistycznych. W kilku nagraniach duże ożywienie muzyki i mocniejszy efekt brzmieniowy, zapewnia dwuosobowa sekcja dęta. Na wyróżnienie zasługują klawiszowiec Scott Milici, i dyskretna gra skrzypka Erica Gorfaina.

Na finał w utworze „You Got Me Whipped” Joe Louis Walker wprowadza klimat jazzowego jam session, prowadzący do dłuższej solowej improwizacji na gitarze. Na pewno dzięki pokoleniu artystów takich jak JLW blues jako forma nie nuży, rozwija się i nabiera współczesnego kolorytu.

https://radiopoznan.fm/n/O2orpt
KOMENTARZE 0