IMGW ostrzega: marznące opady w Wielkopolsce. Na drogach będzie ślisko
Minęło kilka lat i kanadyjski artysta rządził już na listach przebojów. Nagrywał hurtowo chwytliwe piosenki, a szczególnie podobały się w jego wykonaniu ballady. Pisał je z wyjątkową łatwością. Fani artysty zachwycali się twórczością Adamsa przez następne trzy dekady, mimo że zestawienia list przebojów opanowali już wykonawcy młodszego pokolenia.
Na koncerty Kanadyjczyka niezmiennie przychodzą tysiące amatorów jego talentu, co pokazywały także niedawne występy Adamsa w Polsce. Wyżywa się w muzyce i w fotografii, gdzie także odniósł duże sukcesy. Wspólnie z przyjacielem Jimem Vallancem, Adams stworzył musical „Pretty Woman”. W tym miejscu trzy lata temu, rekomendowałem solowy album studyjny z tytułem „So Happy It Hurts” – „Tak szczęśliwy, że aż boli”.
Teraz na 16-tej płycie solowej, Adams znowu daje czadu, zadając kłam metryce i prawom biologii. Już pierwszy, tytułowy utwór przywołuje skojarzenia z debiutancką płytą Bryana Adamsa z 1983 roku. Ten sam ładunek energii i wewnętrznej siły. Niezmiennie kuszący jest szorstki, lecz zarazem przyjemny głos wokalisty.
Na płycie znajdziemy 10 premierowych piosenek w większości z rockowym uderzeniem. Jak zwykle u Bryana Adamsa, piosenki są zróżnicowane, to nie jest artysta, który ma kilka patentów na pisanie piosenek i obrabia gotowe moduły na wiele sposobów. W przypadku Adamsa, jest słyszalna młodzieńcza żywiołowość i zaangażowanie. „Wadą” twórczości Bryana Adamsa jest na pewno przywiązanie do struktury tradycyjnej piosenki. Zwrotka prowadzi zwykle do refrenu, chwytliwego i wpadającego w ucho. Piosenki Kanadyjczyka nigdy nie są wydmuszkami, produktami, które są pozbawione emocji twórcy.
Takie piosenki jak „Make Up Your Mind”, „Never Ever Let You Go” i „A Little More Understanding”, przywracają klimat muzyki z lat 80-tych ubiegłego wieku, z tą różnicą, że nowe piosenki są lepiej nagrane. Bryan Adams gra sam na większości instrumentów, są to gitara, bas, perkusja, fortepian i organy. Na szczęście nie jest to domowa praca jednego muzyka. Znakomitą robotę wykonał gitarzysta solowy Keith Scott oraz Matt Lunge, wytrawny muzyk i producent, odpowiedzialny za całość nagrań. Rockowa gitara jest bohaterką drugiego planu i nadaje zdecydowanej ostrości piosenkom.
Adams śpiewa z swobodą i lekkością, czasem zwalniając tempo i rytm, żeby zaintonować coś ekstra. Są to oczywiście ballady takie jak „Love Is Stronger Than Hate” i banalnie kołysząca „Two Arms To Hold You”. Piosenka na zakończenie płyty - „Will We Ever Be Friends Again” - jeszcze mocniej dotyka czułych obszarów, kiedy w melodyjną frazę autor wplata historię młodzieńczego uczucia i tęsknotę do kogoś bliskiego w przeszłości.
Polecam poszerzoną wersję płyty z akustycznymi wersjami wszystkich piosenek. To kolejna kolekcja piosenek Bryana Adamsa przesycona miłością do życia i do ludzi.