Protestujący wskazywali, że decyzja o likwidacji zapadła w nocy, już po opuszczeniu sali przez część delegatów. – Tego projektu w ogóle nie było w porządku obrad – mówiła przewodnicząca delegatury w Lesznie Lidia Dymalska-Kubasik.
Nigdy w najgorszych snach nie spodziewałam się, że będę stała przed zamkniętymi drzwiami naszej siedziby, po wymianie zamków i kluczy. Zrobili to lekarze lekarzom i chciałam to bardzo wyraźnie podkreślić
– mówiła Lidia Dymalska-Kubasik.
Środowisko zapowiedziało złożenie odwołania do Naczelnego Sądu Lekarskiego, kwestionując ważność uchwał przyjętych podczas zjazdu. Lekarze zarzucają władzom izby dążenie do centralizacji decyzji i ograniczanie roli lokalnych struktur.
W emocjonalnym wystąpieniu głos zabrał również wieloletni działacz samorządu lekarskiego z Poznania Wojciech Buxakowski. Jak podkreślał, uczestniczył w około czterdziestu zjazdach i czegoś takiego jak podczas ostatniego jeszcze nie widział. Jak zaznaczył, „to był bolszewizm”. Dodał też, że po raz pierwszy od trzydziestu lat protestuje przeciwko własnemu samorządowi.
To wszystko są konflikty i skrajna niechęć wobec przewodniczącej delegatury, która widocznie za dobrze wykonuje swoją pracę i nie zasługuje na to, żeby zaćmiła być może miernotę, która teraz jest w Okręgowej Izbie Lekarskiej
– oceniał Buxakowski. Jego wypowiedź spotkała się z dużym aplauzem uczestników protestu.
Uczestnicy spotkania zapowiedzieli dalsze działania w obronie leszczyńskiej delegatury. Dodajmy, że na ostatnim zjeździe podjęto decyzję o likwidacji delegatury w Kaliszu, choć tam siedziba – w przeciwieństwie do Leszna – nie została zamknięta.
Przypomnijmy, że na stronie Wielkopolskiej Izby Lekarskiej ukazał się list nowego prezesa Mateusza Szulcy do członków izby. Jak wyjaśnia, dwie delegatury – w Lesznie i Kaliszu – zostały zlikwidowane ze względu na zbyt małą liczbę delegatów na zjeździe. Podkreśla też, że dotychczasowy model delegatur przestał odpowiadać realnym potrzebom środowiska, a dodatkowo pojawiały się zgłoszenia dotyczące nieprawidłowości organizacyjnych i finansowych.
Przed protestem udało nam się skontaktować z prezesem. Zapytany o kwestie nieprawidłowości finansowych przyznał, że wątpliwości wzbudziła realizacja uchwały w sprawie przeznaczenia środków finansowych na potrzeby nowej siedziby delegatury Wielkopolskiej Izby Lekarskiej w Lesznie.
Pani dr Dymalska-Kubasik otrzymała pełnomocnictwo od Okręgowej Rady na 78 tys. zł netto do pozyskania dwóch miejsc parkingowych. Nie wywiązała się ostatecznie z tego zakupu. Ta kwota została wydatkowana na niewyjaśnione zakupy. Opisy na fakturach, które posiadamy, nie wskazują, czego dokładnie dotyczyły. Była to jedna z przyczyn likwidacji tej delegatury
– powiedział Radiu Poznań.
Dr Dymalska-Kubasik zapytana o tę sprawę odpowiedziała:
– Rzeczywiście było tak, że chcieliśmy kupić miejsca parkingowe. Wystąpiłam z takim projektem na Okręgowej Radzie Lekarskiej, ale w czasie głosowania nie uzyskał on zgody. Poza tym muszę podkreślić, że ja nie realizuję żadnych zakupów finansowych – robią to prezes i skarbnik. Gdybyśmy kupili te miejsca parkingowe, musiałby powstać akt notarialny. Ja nie podejmuję takich decyzji finansowych. Dzierżawimy natomiast jedno miejsce parkingowe za 400 zł miesięcznie, a faktura co miesiąc trafia do Wielkopolskiej Izby Lekarskiej, więc wszyscy wiedzą, że zakup nie został zrealizowany. Dodam, że jedyną kwotą, jaką mogę samodzielnie dysponować, jest 2,5 tysiąca złotych. O wyższych kwotach decyduje skarbnik, a powyżej 30 tysięcy złotych – Okręgowa Rada Lekarska
- poinformowała Dymalska-Kubasik.