Wniosek został skierowany do właściciela obiektu, czyli starostwa powiatowego we Wrześni. Prokurator Krzysztof Woźniak uzasadnia ten krok "stwierdzonym zagrożeniem, jakie może powodować używanie tego obiektu".
- "Ustawa o broni i amunicji" mówi, że strzelnice powinny być zlokalizowane, zbudowane i zorganizowane w taki sposób, aby wykluczyć możliwość wydostania się poza ich obręb pocisków wystrzelonych z broni ze stanowisk strzeleckich. Mając na uwadze to, że doszło do takiego zdarzenia, w którym te pociski wydostały się poza obręb strzelnicy, należy stwierdzić, że w chwili obecnej jej użytkowanie może powodować jakieś niebezpieczeństwo - powiedział Radiu Poznań prokurator Krzysztof Woźniak.
Jak już informowało Radio Poznań w niedzielę podczas turnieju strzeleckiego pociski trafiały do odległego o kilometr Opatówka. Nikt nie zginął i nie został ranny, ale mieszkańcy najedli się strachu. Pociski latały nad ich głowami i trafiały w domy.
Po zarekwirowaniu broni przez policję uczestnicy turnieju czują się kozłami ofiarnymi, bo twierdzą, że na strzelnicy była też inna grupa strzelców i to ona nieodpowiedzialnie bawiła się bronią. Prokurator powiedział Radiu Poznań, że trwają ustalenia "kto i w jakiej konfiguracji był w niedzielę na strzelnicy".