Polsko-duńska muzyka dawna
Dźwig, na którym pracował oskarżony, przewrócił się. Jeden z pracowników zginął, drugi został ranny. Oskarżony przed sądem nie przyznał się do winy. Wszystko wydarzyło się w grudniu 2011 roku. Oskarżony uciekł z miejsca wypadku, a później wrócił do firmy, w której pracował. Był pijany.
Biegli uznali, że mężczyzna przyszedł nietrzeźwy do pracy. Oskarżony utrzymuje, że napił się dopiero po wypadku, bo był zdenerwowany. Według prokuratury - nie tylko był "na kacu", ale także nie sprawdził ustawień dźwigu i podnosił zbyt ciężkie elementy. To doprowadziło do katastrofy. Żona pracownika, który zginął, nie chciała rozmawiać o sprawie.
Oskarżony początkowo aresztowany teraz jest na wolności. Po wypadku nie wrócił do pracy. Jest bezrobotny. W śledztwie okazało się także, że oskarżony za jazdę po pijanemu miał także zakaz prowadzenia pojazdów, a mimo to kierował dźwigiem.