Kilkunastu demonstrantów z flagami i wielkim transparentem, ochraniała policja. "To protest przeciwko wydawaniu pieniędzy na takie spektakle, nie wolno pozwolić na obrażanie ofiar tragedii smoleńskiej" - mówił nam przedstawiciel manifestantów.
Lech Raczak nie wyszedł do demonstrantów. Reżyser uważa, że wieczorna akcja "to ślepe powtarzanie stereotypu bez związku z treścią spektaklu".
Żadna z protestujących osób nie widziała przedstawienia, a jedynie jego fragmenty w internecie. Demonstranci podkreślali jednak, że to im wystarcza, by uznać spektakl za szyderstwo z ofiar katastrofy smoleńskiej. Lech Raczak twierdzi, że nikogo spektaklem nie chciał obrazić, a "Spisek smoleński" to widowisko o wyznawcach teorii spiskowych, a nie ofiarach i ich rodzinach.

fot. Magda Konieczna