Górski klimat w Wielkopolsce? To możliwe!
To pierwsza rozprawa w tym roku. Sąd kontynuuje przesłuchanie świadków. Dziś wezwał czternaście osób. Adam Z. - oskarżony o zabójstwo Ewy Tylman - nie przyznaje się do winy.
Proces trwa już rok i rodzina 26-latki nadal nie wie, co wydarzyło się nad Wartą w listopadzie 2015 roku, kiedy zaginęła Ewa Tylman.
Jej ojciec Andrzej Tylman wiązał z procesem duże nadzieje. Teraz nie kryje, że jest rozczarowany.
- Minął rok tej sprawy. Jeździmy wszyscy. Wszyscy widzimy, co się dzieje. Tylu świadków przesłuchanych, a w tej sprawie nie ma jakichkolwiek ruchów do przodu. Oskarżony sobie siedzi, nic nie mówi, a on wszystko przecież wie, a ja nic nie wiem jako pokrzywdzony i najbardziej zainteresowany w tej sprawie. Ewy nie ma już tyle czasu, trauma jest cały czas, a my tak naprawdę nie wiemy, co się wydarzyło - mówi Andrzej Tylman.
We wtorek mają zeznawać znajomi Ewy i Adama z pracy oraz osoby, które w pierwszych dniach po zaginięciu włączyły się w poszukiwania 26-latki. Sąd wezwał też pracownika biura Krzysztofa Rutkowskiego, który jeszcze przed oskarżeniem Adama Z. badał go wariografem. To badanie nie dało jednak rozstrzygnięcia, bo - według biegłego - nie można było stwierdzić, czy Adam Z. mówił prawdę czy kłamał. Zgodnie z decyzją sądu to, co we wtorek zeznali świadkowie, będzie można ujawnić dopiero po zakończeniu rozprawy.
Według prokuratury, po kłótni i szamotaninie z Ewą, oskarżony zepchnął nieprzytomną kobietę do Warty w Poznaniu. Jej ciało znaleziono w rzece dopiero po ponad pół roku poszukiwań. Obrońca Adama Z. powtarza, że nie ma dowodów na to, że jego klient zabił Ewę.