Spotkanie o książce zorganizowała w środę Biblioteka Raczyńskich.
O próbie rozwikłania tajemnicy porwania i śmierci dziennikarza śledczego mówili w Poznaniu autorzy publikacji Krzysztof Kaźmierczak i Piotr Talaga. Sprawa Jarosława Ziętary wywołuje emocje, bo od 23 lat wymiar sprawiedliwości jest bezradny. Zdaniem współautora książki Krzysztofa Kaźmierczaka za śmierć dziennikarza odpowiada polskie państwo, wyjątkowa słabe w latach 90-tych.
O winie państwa mówi też drugi współautor Piotr Talaga. Liczy jednak na sukces kolejnego, tym razem krakowskiego śledztwa.
Prokuratura w Krakowie, która teraz zajmuje się sprawą, chce do końca czerwca wnieść akt oskarżenia. Prawdopodobnie zrobi to tylko przeciwko byłemu senatorowi z Poznania Aleksandrowi G. Ma być oskarżony o nakłanianie do zabójstwa dziennikarza. - Ta sprawa powinna wstrząsnąć polskim państwem, zamieszane w nią są specsłużby. Tymczasem do tej pory nic takiego się nie stało - mówi jeden z autorów książki „Sprawa Ziętary. Zbrodnia i klęska państwa” Krzysztof Kaźmierczak. Publikacja o kulisach śmierci reportera trafiła do księgarni.
Pierwsze dochodzenie wszczęto w Poznaniu dopiero po roku. Umorzono je, uznając, że nie doszło do przestępstwa. W 1998 roku podjęto drugie śledztwo i ono nie przyniosło rezultatów. Tym razem powodem był brak znalezienia zwłok. Śledztwo krakowskie jest trzecim z kolei. - Wcześniej państwo przez służby specjalne chciało zablokować wyjaśnienie sprawy Jarka. Bo pokazuje ona na działania służb po transformacji z 1989 roku - podkreśla Krzysztof Kazimierczak. Dziennikarz zwraca uwagę, że najpierw służby chciały zwerbować Jarosława Ziętarę.
Przyjaciel zamordowanego dziennikarza i drugi z autorów książki Piotr Talaga uważa, że teraz w Krakowie zarzut zostanie postawiony tylko Aleksandrowi G. Jego zdaniem, lista oskarżonych powinna być znacznie dłuższa. Powinno się ją poszerzyć o poznańskich dziennikarzy, którzy w tej sprawie współpracowali ze specsłużbami. - Kiedy porwano Jarosława Zientarę był wtorek. We wtorki Jarek wyjeżdżał opracowywać tematy redakcyjnym samochodem. Kierowca przyjeżdżał do niego pod dom. W tamten wtorek samochód odwołano. Skąd przestępcy o tym wiedzieli? - dziwi się Talaga.
24-letni Jarosław Ziętara został uprowadzony w 1992 roku. Jeżeli przypuszczenia dziennikarzy się potwierdzą i Aleksander G. zostanie oskarżony o nakłanianie do zabójstwa - grozić mu będzie od osiem lat więzienia do dożywocia. Książka „Sprawa Ziętary. Zbrodnia i klęska państwa” to - zgodnie z intencją autorów - opowieść o szukaniu prawdy i ponad dwudziestoletniej próbie jej maskowania.
(IAR)