Panie biorące udział w manifestacji mówiły, że naruszana jest ich godność. Domagały się m.in równouprawnienia - np. płacowego. Pikietujący krzyczeli: "Solidarność-naszą bronią", "Róbmy miłość a nie wojnę" i "Równe prawa-wspólna sprawa". Pojawiały się transparenty: "PIS off", "Przemoc to nie pomoc" i "W tym kraju nie rodzę".
Wśród popierających protest był prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak. "Żona mnie poprosiła, żebym dzisiaj przyszedł tu razem z nią. Uważam, że postulaty kobiet są bardzo na czasie. Nie chodzi o to, żeby szarmancko całować kobiety w rękę i pokazywać im przez to szacunek, ale poprzez działania. Te działania powinny respektować równouprawnienie kobiet - m.in. żeby kobiety zarabiały tak, jak mężczyźni".
Na Placu Wolności była też kontrmanifestacja (zdecydowanie mniej liczna - mniej niż 100 osób). Jednym z organizatorów był Kongres Rodzin i Kobiet Konserwatywnych. Jego przedstawicielka - radna miejska Ewa Jemielity powiedziała, że to protest przeciwko aborcji i in-vitro: "Protest przeciwko domaganiu się przez tą hałaśliwą i lewacką grupę liberalizacji prawa do aborcji. Uważamy, że każde życie jest cenne i należy je chronić i dlatego tutaj dzisiaj jesteśmy, żeby dać sygnał, żeby się nie martwili, że hałaśliwa grupa próbuje zawłaszczyć przestrzeń publiczną".
Podobne protesty kobiet były w innych polskich miastach i zagranicą.