W tragicznym wypadku na przejeździe kolejowym w Dachowie zginęły w piątek cztery osoby – dwie kobiety i dwóch mężczyzn w wieku od 66 do 75 lat. To dwa małżeństwa z Poznania i Kicina.
Do wypadku doszło na niestrzeżonym przejeździe w lesie. Prowadzi do niego z dwóch stron droga szutrowa, ale sam przejazd jest wybetonowany i zabezpieczony znakami STOP i krzyżami św. Andrzeja. BMW wjechało wprost pod pociąg POLREGIO, jadący z Łodzi Kaliskiej do Poznania.
Według portalu brd24.pl w chwili zderzenia pociąg jechał z prędkością ponad 100 km/h. Lokomotywa powlokła samochód ponad sto metrów po torach. Auto jest kompletnie zniszczone. Rzecznik wielkopolskiej policji, Andrzej Borowiak, mówi, że w wyjaśnieniu przyczyn może pomóc zapis monitoringu pociągu. Ze strony przewoźnika padła deklaracja, że po weekendzie udostępni nagranie.
Przejazd w Dachowie nie ma sygnalizacji świetlnej ani rogatek. Według okolicznych mieszkańców, przed laty był tam nawet posterunek dróżnika. Obecnie przejazd uważają za niebezpieczny. Prowadzi do niego przez las droga szutrowa, którą można sobie skrócić dojazd do trasy S11.