Szef wojskowej agencji bezpieczeństwa podkreślił, że wokół sprawy jest wiele dezinformacji.
Jedną z nich była sugestia, że armia Serbii - działając na rzecz innego państwa - miała stwierdzić, że znalezione materiały wybuchowe były ukraińskie. I tym samym oskarżyć Ukrainę o próbę dywersji. Powiem od razu: to nieprawda, to kłamstwo
- mówi Djuro Jovanić.
Jovanić dodał, że fakt, gdzie wyprodukowano materiały wybuchowe, nie oznacza, kto je zamówił ani kto stoi za ich użyciem.
Władze Serbii poinformowały o znalezieniu materiałów wybuchowych przy gazociągu Balkan Stream na swoim terytorium. Premier Węgier Viktor Orbán zwołał Radę Bezpieczeństwa i objął rurociąg ochroną wojska. Rząd w Budapeszcie zasugerował, że za próbą dywersji stoi Ukraina. Kijów odrzucił oskarżenia i wskazał na rosyjski ślad w sprawie. Opozycja na Węgrzech uważa, że incydent może mieć związek z kampanią wyborczą - przed zaplanowanym na niedzielę (12.04) głosowaniem.