Zwolnienia w MPK? Co z pasażerami?
W I etapie było ich 46. Stali na scenie sami. W etapie II grali z towarzyszeniem fortepianu. Było ich już tylko 24. A w poniedziałek i wtorek w auli uniwersyteckiej jedynie 13 skrzypków wystąpi z towarzyszeniem Orkiestry Kameralnej Polskiego Radia Amadeus pod dyrekcją Agnieszki Duczmal. Zagrają pierwszą część jednego z koncertów W. A. Mozarta (G-dur, D-dur lub A-dur) i pierwszą część jego Symfonii Concertante Es-dur, w której muszą wykazać się umiejętnością muzycznego dialogowania z innym solistą, w tym wypadku grającym na altówce.
Na poniedziałek zaplanowano 7 występów.
Od 18:00 grają następujący wykonawcy:
Arata Yumi (Japonia), Maria Włoszczowska (Polska), Soyoung Yoon (Korea Południowa),
Aylen Pritchin (Rosja), Stefan Tarara (Niemcy), Joanna Kreft (Polska), Miki Kobayashi (Japonia).
Występy 6 kolejnych osób we wtorek: Maciej Strzelecki (Polska),
Ji-Yoon Lee (Korea Południowa),
Marianna
Vasilyeva (Rosja), Emma Steele (USA), Erzhan Kulibaev (Kazachstan), Aleksandra Kuls (Polska).
O tym etapie przesłuchań przewodniczący jury, Maxim Vengerov, powiedział: „Jeśli chodzi o Mozarta: wkraczamy na niezbadane tereny. Mówię w ten sposób ponieważ można grać wspaniale Paganiniego i Ysaye'a i polec na Mozarcie. To kolejny test dla muzyków sprawdzający ich osobowość. W Symfonii koncertującej będą mogli pokazać umiejętność współpracy z innymi – prowadzić i poddawać się regułom narzuconym przez muzycznych partnerów. Tak jak w rozmowie: chodzi o to, by być zrozumianym i rozumieć rozmówcę.”
O dwóch dniach III etapu - Łukasz Matusik:
Wśród siedmiu zaprezentowanych w poniedziałek wykonań trudno znaleźć słabe. Poprawne wykonanie to już jednak za mało, by zaskarbić sobie uznanie słuchaczy i wysokie noty jurorów.
Maria Włoszczowska z Polski zgrabnie uchwyciła lekkość obu kompozycji. Grała jasnym, ale przyjemnym dźwiękiem. I choć może jej wykonanie nie było porywające, to słuchało się jej z dużą przyjemnością.
Piękny, pełny dźwięk, wspaniale prowadzone długie frazy przy jednoczesnym zachowaniu lekkości wykonań i znakomita współpraca z towarzyszącym solistą (tu wycofany bardzo do tej pory Lech Bałaban nabrał większej pewności siebie) i bardzo dobre współdziałanie z orkiestrą. Tak w kilku słowach można zawrzeć wrażenia po dzisiejszym występie faworytki Konkursu, Koreanki Soyoung Yoon. Wielu słuchaczy chwaląc to wspaniałe wykonanie, podkreślało jednocześnie, że Yoon jeszcze lepiej czuje się w późniejszym historycznie repertuarze i większych formach.
Rosjanin Aylen Pritchin udowodnił, że także w utworach Mozarta można pokazać swoją osobowość, nie tracąc przy tym prostego i eleganckiego charakteru. Wspaniale różnicował poszczególne frazy i motywy, uzupełniając je o detale wykonawcze. Jako jedyny w koncercie zagrał kadencję własnego autorstwa, a podążając za nurtem wykonawstwa historycznego, grał nie tylko ustępy solowe, ale także partie tutti jako pierwszy skrzypek, wzbogacając brzmienie orkiestry. Widać też było wyraźnie, że — zapewne jako jeden z nielicznych — poradziłby sobie z samodzielnym prowadzeniem zespołu od instrumentu.
Stefan Tarara z Niemiec, także jeden z ulubieńców słuchaczy, w koncercie odrobinę zbyt ciężki i nie do końca zgrany z orkiestrą, w sinfonii pokazał kunszt muzyka koncertującego. Na altówce towarzyszył mu Michał Bryła; obaj panowie znają się z poprzedniej edycji Konkursu, wspólnie dali popis zabawnego i lekkiego muzycznego dialogu.
Poznanianka Joanna Kreft jak zwykle zaprezentowała wykonanie na wysokim poziomie, niestety dość ubogie w warstwie emocjonalnej. Kreft to świetny muzyk kameralista, ale brakuje jej charyzmy, by stać się błyszczącą na scenie solistką.
Piekielnie precyzyjna, pewna siebie i swojego instrumentu, z którego wydobywała ciepły i przyjemny dźwięk — to Japonka Miki Kobayashi, skrzypaczka muzykalna, ale dość powściągliwa w okazywaniu emocji, co zresztą typowe dla przedstawicieli tego narodu.
We wtorek kolejni skrzypkowie zmagali się z muzyką Mozarta. Utwory tego kompozytora —
wbrew pozorom wcale niełatwe technicznie — przysparzały muzykom nie lada
kłopotów. Mozart nie tylko obnaża wszelkie niedostatki techniczne, ale
również wymaga ogromnej muzykalności, by ukazać piękno jego muzyki, a
nie zabić naturalnej prostoty, tak typowej dla jego kompozycji. Jak
udało się ta trudna sztuka występującym tego wieczoru sześciorgu uczestnikom?
Poznanianin
Maciej Strzelecki grał z werwą, interesująco uwypuklając detale
artykulacyjne i dynamiczne, nie tracąc przy tym niezłej jakości dźwięku.
Strzelecki wykonał w koncercie kadencję własnego autorstwa, może
niezupełnie stylową ani do końca przemyślaną, ale za to młodzieńczo
energiczną. Niestety nie ustrzegł się wielu usterek intonacyjnych, które
psuły dobre wrażenie.
Czysto, z dużą swobodą i muzykalnością
kompozycje Mozarta wykonała dziś Koreanka Ji-Yoon Lee. W jej grze czuło
się autentyczną radość z muzykowania, co bardzo pozytywnie wpłynęło na
jakość interpretacji — lekkich i naturalnych.
Przykrym zaskoczeniem
okazał się Mozart grany przez Rosjankę Marianne Vasilyevą. Ostry dźwięk,
topornie prowadzone frazy, brak zgrania z orkiestrą i sporo problemów
intonacyjnych to niewątpliwe dowody, że muzyka Mozarta ją przerasta.
Niezbyt
ciekawie zaprezentowała się także Amerykanka Emma Steel. Oddzielała od
siebie poszczególne (dość często nietrafione) dźwięki, gubiąc przy tym
płynność frazy. Miało się ponadto wrażenie, że brakuje jej pomysłu na
wykonanie, jakby koncepcja — trochę niepewna — rodziła się dopiero w
trakcie gry.
Pięknym, miękkim, a zarazem nośnym dźwiękiem grała
Kazach Erzhan Kulibaev. Ortodoksyjni słuchacze być może wytknęliby mu
niestylowość jego wykonań, ale na pewno nie można mu odmówić ogromnej
muzykalności. Kulibaev w koncercie wykonał własną kadencję, zupełnie
zgrabnie napisaną, stylistycznie zbliżoną do sposobu jego gry. Niekiedy
zdarzało mu się uciekać spod ręki dyrygenta, co szczególnie uwidoczniło
się w Sinfonii Concertante.
Kończąca przesłuchania tego etapu Polka
Aleksandra Kuls dość poprawnie zrealizowała zapis nutowy, lecz jej gra
nie porwała publiczności.
Duże uznanie należy się Orkiestrze Kameralnej Polskiego Radia „Amadeus”, towarzyszącej uczestnikom w tym etapie, a zwłaszcza Agnieszce Duczmal, która potrafiła dostosować tempa i charaktery poszczególnych utworów do indywidualnych predyspozycji każdego z solistów, ale — co równie ważne — wykazując się ogromną czujnością, błyskawicznie reagowała na wszelkie zmiany.