NA ANTENIE: Smakołyki Dominiki
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
 

Nawet 400 chlebów dziennie robi piekarnia w ukraińskiej Buczy, której pomógł piekarz z Poznania

Publikacja: 28.06.2022 g.20:38  Aktualizacja: 28.06.2022 g.20:43 Roman Wawrzyniak
Poznań
Przyjazd Jacka Polewskiego na Ukrainę był dla właściciela impulsem, by po wyjściu Rosjan i zniszczeniach, których dokonali w Buczy, ponownie uruchomić interes. Poznański piekarz wczoraj odebrał nagrodę Stukot '56, za wierność ideałom robotników Czerwca 56. Dziś był gościem Wielkopolskiego Popołudnia w Radiu Poznań.
stukot 56 nagrody  - Karolina Brzezicka - Wielkopolskie Muzeum Niepodległości
Fot. Karolina Brzezicka (Wielkopolskie Muzeum Niepodległości)

Pojechałem do Buczy, chciałem pomóc piekarni, która została zniszczona przez Rosjan. Taki był pomysł, nie do końca wiedziałem, czy mi się uda. Przez internet napisałem do właściciela piekarni, odpisał mi w pół godziny, żeby przyjechał. Okazało się, że sam nawet nie był w tej piekarni, bo się bał. Nasz wizyta była takim impulsem, wymusiła na nim ruch. Zaczęliśmy sprzątać. Ideą nie było rozdawanie chleba, tylko ideą była pomoc w zorganizowaniu piekarni i biznesu lokalnego, żeby funkcjonował, do dziś funkcjonuje, chodziło o to, żeby nie rozdawać marchewkę, tylko dać wędkę

 - mówił piekarz.

Jacek Polewski planuje powrót na Ukrainę. Jak mówi najcenniejszą nagrodą jest dla niego wdzięczność ludzi, którym pomaga.

 

Poniżej pełny zapis rozmowy:

Fundacja Redemptoris Missio i piekarz Jacek Polewski za popularyzowanie idei robotników Czerwca '56 roku wyróżnieni nagrodą Stukot '56. Gośćmi Wielkopolskiego Popołudnia byli: prezes Fundacji Redemptoris Missio Justyna Janiec-Palczewska i  piekarz z Poznania Jacek Polewski.

 

Roman Wawrzyniak: W kategorii "o Boga" nagrodę otrzymała Fundacja Redemptoris Missio. Kapitała uznała, że nieocenioną zasługą jest uwrażliwianie społeczeństwa na potrzeby innych zgodnie z myślę Wandy Błeńskiej, że wszędzie są dobrzy ludzi.

Justyna Janiec Palczewska: To było bardzo miłe i jestem bardzo zaszczycona, że mamy to wyróżnienie. Nie robimy tego dla nagród, ale dla ludzi. Wyróżnienia cieszą. Kategoria jest duża, ale jeśli chodzi o walkę o wolność religijną to temat jest szeroki. Chodzi o to, by pozwalać na wolność religijną, by nie łączyć jej z polityką, żeby pozwalać ludziom wierzyć w to, co chcą. O to warto walczyć i o tym mówią misjonarze mieszkający wśród ludzi o różnych wierzeniach. Są ludzie różnych religii i dla nich najważniejszy jest człowiek.

Roman Wawrzyniak: Bez względu na pochodzenie i wiarę, tego uczą misjonarze. W kategorii równie pięknej "prawo i chleb" nagrodę otrzymał Jacek Polewski, piekarz z Poznania. Organizatorzy konkursu napisali, że upiekł 700 chlebów w Buczy i Kojowie, piekł też wielkanocne babki i mało co nie zaciągnął się do ukraińskiej armii. Jeden człowiek, za którym nie stoją instytucje może czynić wielkie rzeczy.

Jacek Polewski:  Ja do dziś nie rozumiem, dlaczego prawo, jakby było "szaleństwo i chleb" to by pasowało do mnie idealnie. Pojechać do Buczy kilka dni po wyjściu Rosjan, dopiero później sobie uświadomiłem, że to było szaleństwo. To paralela do uczestników Czerwca, oni chyba najpierw instynktownie czyli, a później myśleli, u mnie było podobnie.

Roman Wawrzyniak: A ukraińska armia.

Jacek Polewski:  Mogłem się zaciągnąć do legii na terenie Ukrainy, ale to był taki trochę żart. Przyjechali do nas żołnierze po chleb, my nie mogliśmy jechać do nich, bo by nas nie wpuścili, chyba specjalnie zabrali ubrania, broń, porobiliśmy sobie foty, pierwszy raz trzymałem broń.

Roman Wawrzyniak: Pan opowiadał, co tam się dzieje, jak wyglądają pola na Ukrainie. Jak wyglądała podróż na Ukrainę.

Jacek Polewski: Pojechałem do Buczy, chciałem pomóc piekarni, która została zniszczona przez Rosjan. Napisałem do właściciela piekarni, w ciągu 30 minut napisał mi - przyjeżdżajcie. Sm nie był w piekarni, bo się bał, nasza wizyta była impulsem, zaczęliśmy sprzątać. Zabraliśmy mąkę, ale okazało się, że Ukraina pęka w szwach pszenicznych, tego zboża jest za dużo. Dziś wiemy, że oni nie zdążyli wywieść z poprzedniego roku.

Roman Wawrzyniak: Sama mąka była dostępna?

Jacek Polewski: Tak, była.

Roman Wawrzyniak:  Chodziło o założenie piekarni, tak to wyglądało?

Jacek Polewski: Ideą nie było rozdawanie chleba, tylko pomóc w biznesie, jakim jest piekarnia, oni dziś robią 300 chlebów. Chodziło o to, żeby dać wędkę.

Roman Wawrzyniak: Czy ma pan z nimi kontakt?

Jacek Polewski: Tak, zbudowali kolejny piec, remontują kolejny. Rozwijają się. Ludzie przychodzą.

Roman Wawrzyniak: To wyciągnięcie ręki zaowocowało?

Jacek Polewski: Liczyliśmy na to. Wyjazd w taki rejon świata to wielka zagadka, szaleństwo i intuicja, że będzie dobrze.

Roman Wawrzyniak: Odrobiną szaleństwa są też wyjazdy ludzi, których pani reprezentuje, jak choćby lekarze okuliści, którzy jadą na krańce świata, w miejsca, w których trudno myśleć o nocowaniu i jeszcze niosą pomoc.

Justyna Janiec-Palczewska: Fundacja organizuje zaplecze medyczne dla polskich misjonarzy i to też był kraj wojny, Republika Środkowoafrykańska - kiedy tam byliśmy. Mijaliśmy grupy Wagnera, myśmy wyjechali w pierwszy dzień wojny i oni właśnie przemieszczali się w stronę portów, żeby udać się do Ukrainy i tam walczyć - choć walczyć to nie jest dobre słowo. Miejsca są naprawdę odległe, ale są ludzie chętni do wyjazdu i są w stanie pomagać tam.

Roman Wawrzyniak: To byli okuliści?

Justyna Janiec-Palczewska: Tak, przeprowadzali operację zaćmy, którzy cały sprzęt zabierali ze sobą. Na miejscu warunki były spartańskie, ale mamy wprawę. To nie pierwsza taka wyprawa. Także na przykład chirurdzy działają w miejscach odległych od wszelkiej cywilizacji.

Roman Wawrzyniak: A zbiórki, które prowadzicie, o których jest głośno - czego dotyczą? Gdzie ta pomoc trafia?

Justyna Janiec-Palczewska: Zbiórki to głównie środki opatrunkowe, które wysyłamy do odległych krajów, gdzie służą w misyjnych szpitalach i przychodniach, na miejscu tak dobrych nie można kupić. Wysyłamy szczoteczki do zębów, pasty, okulary - tych rzeczy jest bardzo dużo, Akcje zwykle to są tony, wysyłamy całe kontenery, ostatnio wysłaliśmy też sprzęt ze zlikwidowanego szpitala przy Krysiewicza. Ten sprzęt będzie służył jeszcze długie lata.

Roman Wawrzyniak: Czy ta nagroda pomoże samej fundacji? Choćby w rozgłosie?

Justyna Janiec-Palczewska: Wszystko pomaga, jestem bardzo wdzięczna dziennikarzom, którzy o nas mówią. My istniejemy dzięki temu, że ludzie o nas mówią. Wspierają nasze akcje. To jest taka wartość dodana, warto o tym mówić.

Jacek Polewski: Chyba największą nagrodą jest wdzięczność ludzka. Wszędzie tak jest. Kiedy my przyjeżdżamy i oni czują, że są inni ludzie, chcący im pomagać. To największa nagroda dla nas.

Roman Wawrzyniak: I zachęta dla następnych. Bardzo państwu gratuluję. Trzecią nagrodę przyznano narodom - ukraińskiemu i polskiemu.

http://radiopoznan.fm/n/0yQCsz
KOMENTARZE 0

SERWIS INFORMACYJNY


GODZINY: 13:00 14:00 16:00 17:00 18:00

@TWITTER