Życzymy sobie niekiedy, żebyśmy żyli w ciekawych czasach. Kleopatra trafiła na moment w starożytności zdecydowanie najciekawszy - i może też dlatego jest pamiętana. Bo przecież u jej boku był słynny Juliusz Cezar.
Moim pierwszym skojarzeniem jest film z 1963 roku z Elizabeth Taylor, którego produkcja tak bardzo wymknęła się spod kontroli, że wytwórnia omal nie zbankrutowała. Niemniej ten obraz władczyni Egiptu jest ze mną od dzieciństwa.
A kolejny element do naszego obrazu Kleopatry dokłada brytyjska autorka, urodzona w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, Saara El-Arifi. Przedstawia nam kobietę z krwi i kości, pokazuje ją w momencie przejmowania władzy, kiedy nie brakuje emocji i wątpliwości. Bardzo podoba mi się to, że nie mamy tu spojrzenia na pomnik, ale na kobietę właśnie, która chce prowadzić życie rodzinne, kocha, cierpi, ale też - trzeba to powiedzieć - lubi rządzić swoim krajem. Panowała w zgodzie z własnymi zasadami, ale ówczesny świat i całe pokolenia późniejsze chyba nie były gotowe na rządy silnej, niezależnej i utalentowanej kobiety. A taka właśnie była Kleopatra.
I co szczególnie ważne, opowieść o Kleopatrze jest przedstawiona z jej perspektywy, jest narratorem, ale i główną bohaterką.
Wspaniała wędrówka do starożytnego świata, ale wędrówka, którą odbywamy nie z perspektywy piramid, sfinksa czy hieroglifów, ale z punktu widzenia silnej i ciekawej kobiety.
"Kleopatrę" zaprezentowało Wydawnictwo Sonia Draga.