NA ANTENIE: ROCK AND ROLL/GARY GLITTER BAND
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Kocham Cię jak Irlandię

Publikacja: 07.08.2026 g.08:30  Aktualizacja: 07.08.2026 g.08:43 Ryszard Gloger
Poznań
Recenzja Ryszarda Glogera.
Joe Bonamassa - Okładka płyty
Fot. (Okładka płyty)

Spis treści:

    Joe Bonamassa ma jedną rzadką cechę. Nie wstydzi się swoich fascynacji, młodzieńczych zachwytów i nie przepuści okazji, żeby oddać szacunek innemu muzykowi, nie tylko w sposób werbalny. Wielu na jego miejscu, tworzyliby zasłonę dymną, obawiając się, że daleko posunięta szczerość, może się obrócić przeciwko nim. Joe Bonamassa oddawał wielokrotnie cześć luminarzom bluesa takim jak trzej królowie, B.B.King, Freddie King i Albert King. Innym razem kilkanaście tysięcy widzów przeżywało podróż do historii bluesa na przykładzie twórczości Muddy’ego Watersa i Howlin’ Wolfa, czołowych przedstawicieli bluesa chicagowskiego. Joe Bonamassa pojechał również do Wielkiej Brytanii i zagrał koncerty pod nazwą „Brithish Blues Explosion”, poświęconym idolom gitary angielskiego rocka, Eric’owi Clapton’owi, Jeff’owi Beck’owi oraz Jimmy’emu Page’owi.

    To nie były tylko wybrane pojedyncze utwory w czasie koncertów z własnym repertuarem. Joe Bonamassa przygotowywał zawsze kompleksowy program, dobierał muzyków, tworzył aranżacje i - co dla wszystkich bardzo istotne - zostawiał ślad wydarzenia w postaci płyt audio i wizualnych. Te płyty odkrywają często muzykę zapomnianych bluesmanów lub niedostatecznie docenianych i - czego nie można wykluczyć - zupełnie nieznanych współczesnemu odbiorcy. Otwarcie się na przeszłość i własne fascynacje Joe Bonamassy to wspaniała lekcja przekazywania muzyki i twórczości wysokiej jakości artystycznej. Jest niewiele przykładów wykorzystywania własnej popularności do promocji muzyki skazanej na zapomnienie.

    Rory Gallagher był bluesowym gitarzystą i wokalistą z Irlandii. Pochodził z miasta Cork, gdzie założył pierwszą grupę The Taste. Trio dość szybko zaczęło odnosić sukcesy i przez znaczną część ówczesnych fanów blues-rocka, było stawiane wyżej niż super grupa The Cream. Rory Gallagher stał się tak dużą indywidualnością, że rozpoczął karierę solową. Na koncertach łączył pasję z nieokrzesaną energią i wirtuozerią gitarową. Jego koncerty przeradzały się w długie widowiska impulsywnej muzyki. Irlandczyk nigdy nie grał swoich utworów tak samo, dlatego tak bardzo ceniono jego żywe występy i płyty koncertowe. Żaden z utworów skomponowanych przez Gallaghera nie trafił na listy przebojów a jednak muzyk stał się legendą. Joe Bonamassa już na pierwszej solowej płycie z 2000 roku „A New Day Yesterday” nagrał kompozycję swojego idola „Cradle Rock”. 25 lat później jako współczesna ikona gitary, pojechał do Cork i zagrał trzy koncerty w hołdzie dla Rory’ego Gallaghera. Album „The Spirit Of Rory, Live From Cork” to zapis tego wydarzenia i wskrzeszenie ducha muzyki ukochanego gitarzysty z Irlandii.

    Wydawnictwo ukazało się w wielu formatach, na CD, na winylu, także jako zapis DVD lub Blu-ray Disc. Podstawową zawartość stanowi 14 nagrań z otwierającym tematem „Cradle Rock”. Na repertuar płyty złożyły się kompozycje Rory’ego Gallaghera i 5 utworów z bluesowej klasyki, które Gallagher także wykonywał na niekończących się trasach koncertowych w latach 70 i 80. ubiegłego wieku. Ponieważ jest to wybór z trzech wieczorów koncertowych, czasem komfort słuchania płyty, zakłóca ostry montaż między utworami. Jednak uchwycono w zapisie nastrój występu i żywe reakcje widowni. Joe Bonamassa nie próbuje na płycie odtworzyć nuta w nutę tego, co grał Rory Gallagher. Jest jednak intensywność gry, ekspresja i skoki dynamiczne, które w przypadku Gallaghera sprawiały wrażenie jakby artysta brał głęboki oddech przed kolejnym atakiem. Pierwszy taki utwór na płycie to „Who’s That Coming?”. Kolejnym drapieżnym utworem z rock and rollowym pazurem jest „Bullfrog Blues”, w którym Joe Bonamassa znajduje współpartnera w szaleństwie. Jest nim Lachey Doley, klawiszowiec z Australii. Mam wrażenie, że kilka kompozycji Rory’ego Gallaghera zyskało na wyrazistości linii melodycznej, chociażby „Bad Penny” lub specyficznej intymności i narastaniu napięcia jak w długim kawałku „I Fall Apart”. Kompozycja „I Fall Apart” w wykonaniu Joe Bonamassy nabrała również  dojrzałej formy i znacznie bogatszego wyrazu. Amerykański gitarzysta zwolnił tempo utworu, nadał dostojniejszego rytmu a cudowne, kantylenowe solo gitary to już czysty Joe Bonamassa, dawkujący bardzo subtelne emocje i równie dopieszczone dźwięki. Z kolei w utworze „A Million Miles Away” Joe Bonamassa zawarł niezwykłą moc i piękno snucia bluesowej opowieści, charakterystycznej dla irlandzkiego idola gitary. Jest oczywiste, że zastąpiono szorstkie i brudne brzmienie oryginalnej muzyki sprzed pół wieku - czasem nazbyt spontanicznej i nieokrzesanej - na rzecz głębszej duchowości i gitarowej wirtuozerii.

    Joe Bonamassa świetnie wypada w nagraniach jako wokalista a jako instrumentalista, jest wręcz perfekcyjny. Hołd złożony zmarłemu w 1995 roku irlandzkiemu muzykowi, kiedy Rory Gallagher miał 47 lat, emanuje emocjonalną wrażliwością i oddaje szlachetną, artystyczną wartość bluesa.

    https://radiopoznan.fm/n/E8Z2go
    KOMENTARZE 0