Michał Skoczek, autor tego nietypowego kulinarnego przewodnika, od razu zaznacza - "Nie jestem żadnym krytykiem kulinarnym". Jest zwyczajnym człowiekiem, który po prostu lubi jeść, i który z rozbrajającą szczerością potwierdza słowa Joanny Chmielewskiej, że mężczyzna składa się głównie z żołądka. I to sprawia, że często wybiera się w podróż przez miasta, miasteczka i przysiółki Podlasia, do gospód, barów, zajazdów i restauracji, gdzie — jak sam pisze — jadł wszystko, co mu podano, i jeszcze dopytywał o dokładkę.
W efekcie powstała książka pachnąca chłodnikiem z ogórkiem, bublem ziemniaczanym, kasza pod pierzynką ze skwarkami i wieloma innymi podlaskimi cudeńkami. Znajdziemy tu sporo dań prostych, swojskich, nienachalnych, takich, które smakują najlepiej po ciężkiej pracy albo długim spacerze.
Ale ta książka to nie tylko kuchnia. To także reporterska opowieść o ludziach, którzy karmią z miłości i przekonania, że „na Podlasiu głodnym nie odchodzi się od stołu”. To spotkania z gospodyniami i gospodarzami, którzy potrafią nakryć stół tak, że człowiek zaczyna wierzyć w lepszy świat. To smakowanie życia powoli, bez pośpiechu.
Kiedy Skoczek opisuje swoje podróże, robi to z humorem i dużą samoświadomością. Wie, że bardziej niż przewodnikiem kulinarnym jest świadkiem stołu — człowiekiem, który umie się zachwycić. A zachwyca się często i głośno.
To książka dla tych, którzy kochają jeść. I dla tych, którzy lubią patrzeć, jak inni jedzą — bo i takich autor tu wyraźnie zaprasza. Wreszcie dla tych, którzy chcą odkryć Podlasie przez smak, aromat i gościnność, której nie da się podrobić.