Niemal całą warstwę narracyjną spektaklu stanowią relacje i zeznania głównych bohaterek. Czasami suche, krótkie, chropowate, nie zawsze ładnie opowiedziane, ale do bólu przejmujące i szczere. I jedynie co jakiś czas zaplącze się między tym jednozdaniowy wycinek urzędowego pisma, odmowy, „prawa łaski”. Nic więcej…
Oglądamy to kadr po kadrze, wraz z kolejnymi platformami wtaczanymi na plenerową scenę. Obracają się one niczym koło historii, które tamtego dnia, 28 czerwca 1956 roku, kręciło się w Poznaniu z zawrotną szybkością.
Na tych platformach przewija się cała paleta emocji: od euforii, poczucia ważności i chwilowej sprawczości, przez ból, strach, a wreszcie także samotność i gorycz młodego, złamanego życia. Wygrywanych krótkimi, ale mocnymi gestami, dopowiadanymi w tle przez relacje samych Tramwajarek. Kolejne mijane przystanki: strzały na Kochanowskiego, szpitale, komendy milicji, ubeckie katownie, opuszczenie, drwiny, bieda, choroby.
Reżyser Janusz Stolarski z Teatru Ósmego Dnia deklarował, że będzie to opowieść intymna, przeniesiona na poziom losów jednostki. I rzeczywiście, robotnicy i reszta protestujących są zaznaczeni w spektaklu zaledwie symbolicznie, gdzieś w tle, niemalże poza kręgiem światła, obecni bardziej w stukocie okuloków i archiwalnych zdjęciach wyświetlanych na murach.
Na scenie nie ma tłumu protestujących, są tylko te trzy kruche dziewczęce postacie, które przypadkowo znalazły się w epicentrum ówczesnych wydarzeń. Los chciał, że stanęły na czele pochodu w tych swoich charakterystycznych, rozpoznawalnych tramwajarskich mundurach. Bez przywileju anonimowości, jaką daje tłum. Dla komunistycznej bezpieki sekunda żeby je zidentyfikować i załomotać pod wieczór do drzwi: „Pani pójdzie z nami”.
Ktoś powie: nic nowego, kolejna opowieść w kafkowskim klimacie, zderzająca bezbronną jednostkę z bezdusznością totalitarnej machiny. Owszem, ale tu to stężenie jest przeogromne. I trudno wyrzucić z głowy, że wydarzyło się naprawdę.
Tak jak nie da się łatwo zapomnieć przejmującej sceny śledztwa, któremu poddana zostaje na scenie jedna z Tramwajarek. Nasuwa się tu skojarzenie z pamiętnym „Przesłuchaniem” Ryszarda Bugajskiego. Nie ma w tej scenie aż tak wielkiej dosłowności, ale chyba jeszcze bardziej odczuwalna jest groza, poczucie osaczenia, osamotnienia i dysproporcji sił. Do tego momentu będzie się wracać – jestem o tym głęboko przekonany.
Jeden z widzów, którego zapytałem po zakończeniu „Trzech Tramwajarek”, jak ocenia wartość artystyczną spektaklu, odpowiedział: Wie pan, to nie jest spektakl, po którym wyciąga się tabliczki z notami za „wrażenia” i „technikę”. On jest tak „gęsty”, że wszystko inne przestaje mieć znaczenie. I zostawia kłucie w sercu…
-------------------------------------------------
Trzy tramwajarki” to element tryptyku „Wolność. Początek”. W kolejną sobotę, 20 czerwca Poznaniacy zobaczą „Pierwszy strzał” – spektakl na parkingu przy Prokuraturze Okręgowej na ul. Solnej. Całość zwieńczy „„STUKOT/Czerwiec’56” – w sobotę 27 czerwca na terenie zakładów Hipolit Cegielski Poznań. Oba spektakle „Ósemek” o godz. 22.