NA ANTENIE: I WON'T BACK DOWN/JOHNNY CASH
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
 

Randka pod księżycem - recenzja Ryszarda Glogera

Publikacja: 04.11.2022 g.13:01  Aktualizacja: 04.11.2022 g.11:13 Ryszard Gloger
Poznań
Proste sposoby odtworzenia muzyki czasem należałoby zrewidować. Nie wystarczy kliknąć lub wrzucić płytę do odtwarzacza. W tym przypadku płyty są aż cztery i chronologia słuchania ma podstawowe znaczenie.
Tedeschi Trucks Band „I Am The Moon” - Okładka płyty
Fot. Okładka płyty

Losy zespołu, którego twórczość weźmiemy na tapetę, sięgają lat 90-tych i są dość skomplikowane. Gitarzysta Derek Trucks zaczął przygodę z muzyką bardzo wcześnie. Jeszcze jako nastolatka wciągnął Dereka do zespołu The Allman Brothers Band, jego wujek Butch Trucks, który w tej słynnej orkiestrze grał na perkusji. Potem gitarzysta ruszył do boju z własną grupą Derek Trucks Band. Nagrywając bardzo dobre płyty piął się po szczeblach kariery.

Z kolei Susan Tedeschi była wokalistką i gitarzystką, wyróżniającą się wysokim poziomem wykonawczym w jednej i w drugiej kategorii. Ona także prowadziła grupę Susan Tedeschi Band, zdobywając wyróżnienia i nagrody za udane nagrania płytowe. Jak w dobrym romansidle Susan i Derek spotkali się gdzieś na trasie, coś zaiskrzyło, co szczęśliwie zakończyło się małżeństwem. Zostawmy jednak tabloidowe barwy tej historii. O wiele istotniejsza była ta muzyczna fuzja artystów, która także zakończyła się połączeniem dwóch zespołów w jeden organizm, nazwany Tedeschi Trucks Band.

Zespół od dwóch dekad robi fantastyczne rzeczy, dużo nagrywa, koncertuje z niezwykłą intensywnością. Niestety z racji dużego składu, bierze sporo pieniędzy za każdy występ, co skutkuje tym, że jak dotąd, nie pojawił się w Polsce. Kilka lat temu Tedeschi Trucks Band zachwycił płytowym zapisem koncertu z wykonanym brawurowo programem słynnej płyty „Layla And The Other Assorted Songs” grupy Erica Claptona, Derek And The Dominos. Już podczas tych występów wokalista Mike Mattison czytał fragmenty poematu perskiego poety Nizami’ego. Zespół postanowił pójść śladem bohaterów poematu, a szczególnie historii miłości Layli i Majnuna. Na tej kanwie Tedeschi Trucks Band przygotował cykl czterech płyt z ogólnym tytułem „I Am The Moon”.

Od początku projekt zdradzał duży walor artystyczny, był też sporym wyzwaniem marketingowym. Płyty ukazywały się w odstępach kilku tygodni i w końcu przyniosły ponad dwie godziny oryginalnej muzyki w formie 24 premierowych utworów. Poszczególne części opatrzono jeszcze podtytułami „Crescent”, „Ascension”, „The Fall” i „Farewell”. Dlatego byłoby grzechem sięgnąć tylko po jedną z płyt, podobnie jak błędem byłoby, słuchanie całego cyklu bez zachowania chronologii.

Trzeba przyznać, że tak duża liczba kompozycji utrzymana jest na bardzo dobrym poziomie. Całość cyklu słuchana w tak potężnej dawce, nie sprawia zawodu. Jest niewątpliwie dużą sztuką, utrzymać napięcie, zapewnić różnorodność kolejnym utworom i uniknąć nagrań słabszych lub wręcz niepasujących do tak bogatego zbioru. Na każdej z płyt zwracają natychmiast uwagę i pozostają w pamięci, utwory ze szczególnym nastrojem melodycznym. Na “Crescent” to “Hear My Dear” oraz “I Am The Moon”. Na „Ascension” to z pewnością „All The Love” i „La Di Da”. Szczególnie trzecia część „The Fall” obfituje w parę jędrnych kompozycji, jak chociażby „None Above”, „Gravity”, „Emmaline” oraz „Take Me As I Am”. Z ostatniej płyty „Farwell” wyróżniłbym nagrania „Soul Sweet Song” i „D’Gary”. I to wcale nie znaczny, że pozostałe kompozycje można przeskoczyć jako mniej atrakcyjne.

Mówiąc wprost cały cykl czterech krążków, nie ma słabych miejsc. W tej konstelacji bardzo wysmakowanej muzyki, gdzie oprócz znakomitych partii wokalnych, dużo się dzieje w warstwie instrumentalnej, natrafimy na niezwykłą rozmaitość wrażeń. Jest big bandowe brzmienie w nagraniu “I Can Feel You Smiling”. Znajdziemy również klimaty z rejonów folku i country w utworach „Fall In” i „So Long Savior”. Jako że genezą muzyki jest poezja perskiego autora, żyjącego w XII wieku w rejonie dzisiejszego Azerbejdżanu, w kilku nagraniach natrafimy na orientalne nuty, np. w utworach „Circles ‘Round The Sun” oraz „Hold The Line”. Pojawi się również akustyczna melodia “I Can Feel You Smiling”, a nawet sprytne „Pasaquan” w formie muzyki fusion.

Bez wątpienia ten wyjątkowo barwny kalejdoskop gatunkowy – jak na perskim targu – spajają powtarzające się elementy. W przypadku cyklu “I Am The Moon” są to bluesy “Rainy Day”, “Yes We Will”, ballada bluesowa “Where Are My Friends” i już na sam koniec utwór „Another Day”. Nawet nie wgłębiając się za bardzo w fakturę prezentowanej muzyki, staje się jasne, że niezwykłego uroku dodaje całości śpiew Susan Tedeschi. W kilku przypadkach śpiewa z wyczuciem także Mike Mattison. Ważną rolę odgrywają wyważone i wysublimowane ornamenty solowe gitary Dereka Trucksa.

Średniowieczna poezja i historia miłości stała się impulsem do stworzenia, pod każdym względem, bardzo współczesnej sztuki. Amerykański zespół pokazał, że ambitne projekty artystyczne mogą przebić się przez zalew tandety i skutecznie przykuć uwagę, ożywić naszą wrażliwość i co równie ważne sprawić wyjątkową przyjemność.

https://radiopoznan.fm/n/uqPjoY
KOMENTARZE 1
Marek Dembiński
Marek Dembiński 12.11.2022 godz. 21:28
Dziękuję Redaktorze Ryszardzie za recenzję.
Byłemz grupą przyjaciół - bluesfanów - na koncercie w Pradze
Nabyłem vinyle / z autografami !/.
Dzięki - Marek