Wymieniony wcześniej zespół, zwrócił uwagę dużej wytwórni płyt. Dzięki profesjonalnej promocji, trzy kolejne płyty Screamin’ Cheetah Wheelies odniosły sukces, a kilka nagrań trafiło na listy przebojów. Kapela miała świetnego frontmana. Był nim właśnie Mike Farris. Facet miał dość skomplikowaną przeszłość, ale śpiewał rewelacyjnie. Rodzice Mike’a rozwiedli się i chłopak już jako nastolatek, próbował ostrych narkotyków. Otarł się o śmierć i jak mniemam muzyka pozwoliła Farris’owi wrócić na powierzchnię. Z zespołem Screamin’ Cheetah Wheelies działał przez dobrą dekadę. W końcu postanowił prowadzić karierę solową i była to bardzo ważna decyzja.
25 lat później uzbierało się wokaliście 8 płyt solowych. Po drodze Mike Farris zdobył jeszcze trzy prestiżowe nagrody, Americana Music, Dove i Grammy. Z takim dorobkiem, drzwi do legendarnego studia nagrań stanęły otworem. Chodzi o studio Fame w Muscle Shoals w Alabamie. Na okładce nowej płyty Farrisa, można przeczytać małymi literkami: „Fame Studios Presents”. Dalej umieszczono już mocno wybity tytuł płyty „The Sound Of Muscle Shoals”.
W naszych czasach, gdy muzykę robi się na komputerze, instrumenty podłącza się do przenośnej konsolety, a wokal nagrywa się w domowej sypialni, instytucja studia nagrań wydaje się zbędna. W przypadku studia Fame, to jednak żywa historia, której początków trzeba szukać w latach 50-tych ubiegłego wieku. W 2016 roku siedziba studiów Fame, została wpisana do rejestru historycznych miejsc w USA. Z jednej strony muzeum, a z drugiej miejsce, gdzie ciągle powstaje nowa muzyka.
Mike Farris właśnie taką muzykę nagrał w Fame Studios. To cudowna kolekcja 11 nagrań. Smakowity melanż soulu z południa, bluesa i gospel. Ten sam klimat dźwiękowy jaki słychać na archiwalnych nagraniach Arethy Franklin, Duanne’a Allmana i Wilsona Picketta. Mike Farris zebrał wybitnych muzyków, którzy współtworzyli to specyficzne „brzmienie z Muscle Shoals”. Kilku z muzyków błyszczy instrumentalnymi solówkami. W piosence „Bird In The Rain” to jest fortepian, a w „Heavy On The Humble” gitara slide. Są też wspaniałe kompozycje, zahaczające o rocka i soul lub nawet country jak w piosence „Swingin’”.
Po czwartym w kolejności nagraniu „I’ll Come Runnin’”, wymagania odbiorcy mogą być już na najwyższym poziomie. Nie warto jednak się przejmować. Na tej płycie nie ma słabszych pozycji. Mike Farris śpiewa z wielkimi emocjami, dawkuje ekspresję i nie słychać w jego piosenkach rutynowych rozwiązań.
Świat pędzi, muzyka coraz bardziej brzmi podobnie, nie ważne gdzie powstaje. A jednak piosenki z Fame Studios są dźwiękowo rozpoznawalne. Po prostu uczta dla uszu i muzycznego smaku.