Do tego działacze między innymi Ruchu Narodowego obiecali wolontariuszom, którzy zbierali podpisy, korzyści w postaci zasiadania w komisji wyborczej w dniu wyborów. Co prawda tego prawo nie zabrania ale prawnicy przyznają - moralnie jest to naganne. - Byliśmy nagabywani m.in przez zwolenniczkę prawicowego kandydata Grzegorza Brauna - mówią studenci. - Prosiła o podpisy, była natarczywa - oceniają.
Byli też zwolennicy Korwina-Mikkego. Artur Bednarz z partii Korwin przyznaje, że zbierali podpisy po drodze na uczelnię. A zabronione jest zbieranie podpisów nie tylko w murach uczelni, ale także na gruntach, które do uczelni należą.
Zofia - studentka dziennikarstwa mówi, że o złożenie podpisów prosił ją kolega z roku, mówiąc, że dostanie za to pieniądze. Podpisy zbierał Marek. Nie wiedział, że łamie prawo. - Dopiero teraz się o tym dowiaduję. Sztabowcy nie informowali nas o tym, gdzie wolno, a gdzie nie wolno zbierać podpisów - mówi.
Wojciech Kasprzak z Miejskiej Komisji Wyborczej w Poznaniu mówi, że zbieranie podpisów na uczelni jest niedozwolone.
Studenci widzieli też działaczy PiS-u (wspierających Andrzeja Dudę) i działaczy Młodych Demokratów (wspierających Bronisława Komorowskiego). Politycy tych partii odpierają zarzuty i mówią, że zbierającym podpisy mówili gdzie nie można tego robić ale nie są w stanie za wszystkimi chodzić i sprawdzać, czy do instrukcji się stosują.