Sylwestrowy żart lubianego księdza
Tylko w Poznaniu i powiecie poznańskim ratownicy interweniowali około 140 razy.
- Wyjeżdżali przede wszystkim do osób, które nadużyły alkoholu - mówi Adam Ruciński, główny dyspozytor w Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Poznaniu.
- Noc była ciężka - jak to każda noc sylwestrowa. Taka specyfika tej nocy. To najtrudniejszy dyżur w ciągu całego roku dla całego ratownictwa. W związku z imprezą na Placu Wolności było wiele drobniejszych, mniejszych zdarzeń, ale na szczęście bez takich spektakularnych. Najczęściej niestety były to przypadki związane z nadużyciem alkoholu. W większości urazy, stany upojenia alkoholowego. Było również kilka przypadków pobić, awantur domowych - dodaje.
Osoby pijane przewracały się na ulicach, w domach czy lokalach. Tam także interweniowali ratownicy.
- Na szczęście w nocy na terenie Poznania i okolicznych powiatów nie doszło do żadnego wypadku. Tradycyjnie, jak w poprzednich latach, było kilkanaście drobnych obrażeń po odpaleniu fajerwerków - mówi Adam Ruciński z Centrum Powiadamiania Ratunkowego w Poznaniu.
- Nie było w tym roku jakiś spektakularnych zdarzeń z petardami - na całe szczęście. Pojedyncze urazy zdarzały się oczywiście, tego niestety nie da się uniknąć. Alkohol leje się strumieniami i w związku z tym zabawa petardami jest mniej przewidywalna niż normalnie. Najczęściej to były oparzenia rąk, przedramion, rzadziej twarzy, ale również takie się zdarzały - wyjaśnia.
Ratownicy wyjeżdżali też do osób w stanie zagrożenia życia, który alkohol połączyły z zażyciem leków. W sylwestrową noc podobnie, jak w każdą inną, w Poznaniu i okolicznych powiatach dyżurowało 38 zespołów ratownictwa medycznego.