Chcieli oni dowiedzieć się między innymi, czy miasto faworyzowało firmę należącą do głównego projektanta stadionu. W 74 stronicowym dokumencie nie jest wprost napisane, że prawo zostało złamane. Jednak kontrolujący stwierdzili, że gdyby pierwsza umowa z 2002 roku między miastem, a projektantem została skonstruowana należycie, to miasto zamiast zlecać z wolnej ręki następne prace temu samemu projektantowi, mogło je powierzyć innym firmom. Być może dzięki temu budowa stadionu byłaby tańsza, tej pewności jednak nie ma.
Z audytu wynika też, że miasto zlecając w 2007 roku kolejne umowy mogło nie wiedzieć, że wymagania UEFA co do budowy i wyposażenia stadionu zmienią się na przełomie 2007 i 2008 roku. Jednak później kontrolujący bronią władz miasta. Padają hasła, że trudno zarzucić nierzetelność lub niegospodarność. W dokumencie przewijają się zdania, że działania miasta mogły być zasadne. Sformułowania są bardzo miękkie, nie jest powiedziane wprost, czy prawo zostało złamane, czy też miasto postępowało zgodnie z przepisami.
Jak udało nam się dowiedzieć radni, którzy zlecali audyt będą chcieli, aby dokumentację i wszystkie umowy w trybie pilnym sprawdziła Najwyższa Izba Kontroli.