Trudno się dziwić, że politycy unikają spotkań z samorządowcami - samorządowcy mówią wprost są dwie Polski - samorządowa i rządowa. Czy do gmin powinno trafiać więcej pieniędzy z naszych podatków? Czy są tutaj dobrze wykorzystywane? A może rząd powinien je ograniczać i kontrolować? Zapraszamy do dyskusji na antenie i w internecie...
To co trafia do budżetów gmin to podatki lokalne od mieszkańców i część pieniędzy z podatku PiT. Z tego co my rozliczamy co roku - mniej więcej 45% trafia z powrotem do gmin, w których mieszkamy, a 55% zostawia sobie rząd. Kłopot w tym, że tych pieniędzy jest coraz mniej - państwo ma galopujący dług, nie trafione prognozy finansowe i to odbija się na samorządach. Same gminy też mają potworne długi, bo biorąc unijne dotacje, musiały do nich dokładać. Kółko nam się zamyka.
Samorządowcy przekonują, że z żadnym z dotychczasowych rządów nie rozmawiało im się tak trudno. "Nie chodzi nam, że rząd stoi na swoim i nie słucha samorządów. Problem jest w tym, że z samorządowcami władza centralna w ogóle nie chce rozmawiać" - tak w sierpniu o problemach ze spotkaniem z premierem mówił szef Związku Miast Polskich i Prezydent Poznania Ryszard Grobelny.
Prezydent Leszna Tomasz Malepszy także narzeka na brak spotkań, krytykuje też Ministerstwo Finansów, które nie trafiło z prognozami. Z tego powodu do kasy samorządów wpływa mniej pieniędzy niż przypuszczano uchwalając budżet, a to już oznacza cięcia np. w inwestycjach.
300 gminom wiejskim może grozić bankructwo. Od dawna samorządy dopłacają do szkół, nawet do pensji nauczycieli, subwencja nie wystarcza. Problemem dla gmin jest m.in ustawa śmieciowa - samorządy mają odpowiadać za całość. Inny kłopot to drogi, np. krajowa "piątka" do Gniezna - samorządy (Swarzędza, Łubowa i Pobiedzisk) bez dodatkowych pieniędzy muszą ją teraz utrzymać... Są też takie projekty dla samorządów, które uchwalono ale rząd się z nich wycofuje - schetynówki czyli program przebudowy lokalnych i powiatowych dróg.
Kolejnym ciosem dla gmin to będzie likwidacja Funduszu Kościelnego. W pierwszej wersji rząd zaproponował, aby zyski z likwidacji w całości trafiły do budżetu państwa, a wprowadzeniem pół procent podatku na kościół, sprawiedliwie obciążyć samorząd i budżet centralny. Po takim rozliczeniu samorządy miałyby jeszcze mniej pieniędzy, a rząd więcej.