Tak zdecydował Sąd Rejonowy w Szamotułach mimo że w ubiegłym tygodniu dostali pismo wzywające do odwiezienia dzieci w terminie 7 dni do domu dziecka w Liskowie koło Kalisza. O sprawie Oli i Kamila mówiliśmy już w listopadzie ubiegłego roku, kiedy po raz pierwszy chciano odebrać wnuki państwu Nykazom.
Wówczas przed szamotulskim sądem odbyła się głośna manifestacja, a wcześniej pan Stefan nie wpuścił do domu kuratorki i policjantów, kiedy przyjechali po dzieci. Po relacjach z tego wydarzenia w mediach – sprawa wydawała się przycichnąć. Aż do ubiegłego tygodnia. Wtedy znów internet rozgrzał się do czerwoności, a prezes szamotulskiego sądu zarządził posiedzenie. I zapadła decyzja o wyznaczeniu na 3 marca rozprawy o opiekę dziadków nad wnukami. W związku z tym sąd uznał, że nie ma sensu odwozić dzieci ponad 200 km do Liskowa, żeby potem przywozić je do Szamotuł.
Dlaczego dzieci miały być oddane do tak odległej placówki? To już inna sprawa i na razie pozostaje urzędniczą tajemnicą. Prawna sytuacja dzieci jest nie do pozazdroszczenia. Rodzicom odebrano prawa do opieki. Zajęli się nimi dziadkowie i o te prawa walczą.
Dlaczego muszą walczyć? Bo są ubodzy i kuratorzy uznali, że ich warunki materialne nie pozwalają im na zapewnienie opieki na odpowiednim poziomie. Ale tu akurat z pomocą przyszli ludzie dobrej woli.
Sąsiedzi pomogli przy remoncie domu, a kontrowersyjny biznesmen - Zbigniew Stonoga – zorganizował zbiórkę pieniędzy „na życie”. I tak do państwa Nykazów trafiło 18,5 tysiąca złotych. Jak zareaguje na te fakty sąd? Dowiemy się 3 marca.