30 listopada o godz. 13:33 sektor gości znika. Kibiców nie widać, bo w sekundę robi się tu kłębowisko gęstego, czarnego dymu
– mówi w filmie burmistrz Kleczewa, Mariusz Musiałowski.
Pojawiło się więc pytanie, jak to w ogóle jest możliwe, skoro na bramkach kibiców skontrolowały służby.
Służby mówią jasno: »sprawdziliśmy jak trzeba. Nie ma opcji, żeby ktoś wniósł pirotechnikę na stadion«”
- mówi burmistrz Musiałkowski.
Po analizie nagrań z monitoringu okazało się, że kibice przed zapaleniem rac wygrzebali je z ziemi. Zostawili je tam kilkanaście godzin wcześniej, w nocy.
Na nagraniu widać trzy postacie. Pod osłoną nocy przeskakują przez płot i kombinują. Najpierw próbują ukryć race w toi toiu. Po chwili wpadają na genialny plan. Od razu widać, że to profesjonaliści. Wyciągają łopaty i zaczynają kopać. Biorą race i chowają je w wykopanym dole
- tłumaczy burmistrz.
Sokół Kleczew nie dostał kary za odpalenie rac przez kibiców z Kalisza, ponieważ mecz nie został przerwany.
To wydarzenie sprawiło, że przed meczem trybuny są sprawdzane dużo dokładniej – przyznaje burmistrz Kleczewa. Choć nie pochwala zachowania kibiców, to szanuje ich za pomysłowość i wyciągnięcie pewnej lekcji. Dodał, że jeśli ktoś zostanie ukarany za ten wybryk, to jedynie goście.