Latynoskie noce w Muzycznym
Politycy biorą się za szkołę. To o czym mówi się od lat - wysokie ceny za podręczniki, ogromna liczba książek, które dzieci codziennie dzwigają do szkoły, a potem z powrotem do domu - to wszystko ma wreszcie zostać uporządkowane. Ministerstwo Edukacji Narodowej zapowiada rewolucję w tornistrach. Czy jest ona zgodna z oczekiwaniami rodziców i nauczycieli? Czy szkoła stanie się bardziej przyjazna? Czy da się zmienić system szkolny?
Jeszcze nie tak dawno trwała batalia o szkolne szafki, tak aby dzieci mogły zostawiać w nich książki. Miał to być lek na całe zło. W większości szkół takie szafki są. Tylko co to zmieniło? O pojemności swojego tornistra opowiedziała nam 12-letnia Ola. Szkolne podręczniki to nie jest tylko problem ciężkich tornistrów ale też ogromy wydatek finansowy dla rodziców. Ulgą ma być propozycja Ministerstwa Edukacji Narodowej. Na początek jeden podręcznik dla pierwszaków, który będzie własnością szkoły. To już od 1 września - zapowiada rzecznik prasowy MEN Joanna Dębek.
Czy jeden podręcznik dla pierwszej klasy to dobra propozycja? Co Państwo sądzą o podręczniku wypożyczanym ze szkoły - także w starszych klasach podstawówki i gimnazjum? Czy o to chodzi rodzicom i nauczycielom. Co to może zmienić w systemie nauczania? Czy jeden podręcznik do pierwszej klasy podstawówki, który od września proponuje Ministerstwo Edukacji, jest dobrym pomysłem. Do tej pory nauczyciele byli przyzwyczajeni do wyboru podręczników spośród wielu ofert na rynku. Praktycy są więc ostrożni.
Darmowe podręczniki, odrabianie zadań domowych w szkole, dodatkowe, lekcje przyrody, matematyki i języka angielskiego. To nie kolejna propozycja ministerstwa a poznańska. Tak będzie w szkole na Grunwaldzie, szkole publicznej, którą od września poprowadzi Fundacja Familijny Poznań. Ta szkoła ma być trochę nowoczesna, trochę tradycyjna. Czy wpisuje się w plany ministerialne? Dla Poznania to eksperyment - ocenia go Antoni Szczuciński, wiceprzewodniczący Komisji Oświaty Rady Miasta Poznania.
Darmowe podręczniki, które będą własnością szkoły, będą wypożyczane kolejnym rocznikom. To ulga dla portfeli rodziców. Czy dla dziecięcych pleców także? Uczniowie noszą książki i ćwiczenia mimo, że prawie w każdej szkole są odpowiednie miejsca gdzie można by je zostawiać. Ale systemu szkolnego nie da się tak prosto zmienić.
Rzecznik prasowy MEN Joanna Dębek podkreśla, że żadnych zmian w programie nauczania nie będzie - to tylko zmiana liczby podręczników - z myślą o rodzicach i dzieciach. Zdaniem wielu nauczycieli robienie porządku z podręcznikami powinno iść w parze z odchudzeniem programu nauczania, który jest przeładowany. Tak aby dzieci nie musiały uczyć się i odrabiać lekcji w domach. Jednak MEN o zmianach w programach nauczania nie myśli.
Pojawia się
pytanie, czemu za porządki z podręcznikami zabrano się tak póżno? Skoro ceny
rosły od lat, co chwilę zmieniano podstawy nauczania, nikt sie tym nie
interesował - czy więc lepiej późno niż wcale? Ile będzie wart będzie jeden podręcznik dla pierwszaków, okaże się
we wrześniu, czy ministerstwu wystarczy konsekwencji w działaniu, przekonamy sie
znacznie później.
Czy o to chodzi rodzicom i nauczycielom? Czy obecny system nauczania pozwoli na
takie zmiany? Jak odciążyć plecy dzieci i kieszenie rodziców? Czy jeden
podręcznik do pierwszej klasy to dobry pomysł? Czy ministerstwo zdąży do 1 września ? Czy po
wyborach sprawa będzie kontynuowana?