Jeszcze w piątek rano sytuacja była nerwowa, bo około 40 ratowników medycznych nie podpisało nowych umów. Grozili, że jeśli nie dostaną podwyżek, to nie podejmą pracy. Chodziło o dodatkowe 5 złotych za godzinę pracy.
- Zarabiamy teraz, po odliczeniu wszystkich kosztów, niecałe 2 tysiące złotych za 160 godzin pracy. Pracujemy także w dni świąteczne i weekendy, czyli w dni, kiedy etatowcy mają wolne. Możecie mi państwo wierzyć, że w ciągu jednego dnia czasem widzimy więcej zła, niż niektórzy przez całe życie - powiedział jeden z ratowników.
Po nerwowych negocjacjach dyrektor Krzysztof Bestwina zgodził się na warunki ratowników, choć przyznał, że został postawiony pod ścianą.
- Jeszcze nigdy w ciągu 11 lat pracy nie zdarzyło mi się, żeby któraś z grup zawodowych wykorzystywała w tym celu media, wojewodę, NFZ i, co najgorsze, pacjentów, grożąc że nie pojedzie do pacjenta - powiedział Bestwina.
Dyrektor dodał, że gdyby każda grupa zawodowa w szpitalu tak negocjowała, to szpital w ciągu kilku miesięcy by upadł.