Na placu przemawiała żona prezydenta Poznania Joanna Jaśkowiak, która przede wszystkim skupiła się na odczytaniu listu swojego męża.
"Bardzo się cieszę z zaangażowania mojej żony, która opowiada się za liberalizacją polskiego prawa do aborcji. Wspieram w tym postulacie Joannę i Was uczestniczki strajku kobiet" - napisał prezydent. Jest również postscriptum - dodała Joanna Jaśkowiak i czytała dalej. "Ja też jestem wku... rzony" - zakończył list prezydent Jaśkowiak.
Na plac Wolności przyszli także działacze Nowoczesnej - Ryszard Petru i Joanna Schmidt. Pełnomocnik prezydenta Poznania do spraw przeciwdziałania wykluczeniom Marta Mazurek mówiła o przemocy wobec kobiet. - Winne jest utrwalane społecznie przekonanie o niższości kobiet wobec mężczyzn - przekonywała Mazurek i podkreślała, że od połowy lat 90. weszło do szerszego obiegu pojęcie "kobietobójstwa".
Uczestniczki protestu domagały się świeckiego państwa wolnego od symboli religijnych. Mówiły też o pedofilii w kościele.
Po drugiej strony placu zebrało się kilku przeciwników i przeciwniczek aborcji. Przynieśli ze sobą transparenty między innymi z napisem "500 dziewczynek rocznie zabijają w Polsce aborterzy". - Prawem kobiet jest prawo do życia. Chcemy, aby małe, nienarodzone kobiety miały prawo do życia. Aborcja jest zabijaniem dzieci nienarodzonych. Kobiety nienarodzone są najbardziej lekceważone i najbardziej pomijane - mówiła jedna z kobiet do megafonu.
Na manifestacji Ogólnopolskiego Strajku Kobiet zebrało się około 200-300 osób. Obydwa zgromadzenia ochraniali policjanci.