NA ANTENIE: COULD YOU BE LOVED/JOE COCKER
Studio nagrań Ogłoszenia BIP Cennik
SŁUCHAJ RADIA ON-LINE
 

Kiedy do rodzinnego, kiedy do specjalisty?

Publikacja: 13.01.2015 g.12:20  Aktualizacja: 13.01.2015 g.15:29
Poznań
Lekarze rodzinni od nowego roku pracują według zmienionych zasad. Pacjenci z jednej strony mogą liczyć w ich gabinetach na więcej badań. Ale z drugiej strony, jeśli chcą się dostać do okulisty albo dermatologa, muszą najpierw iść do lekarza rodzinnego - po skierowanie.
lekarze, konferencja naukowa, medycyna, leczenie - Jacek Butlewski
/ Fot. Jacek Butlewski

Spis treści:

    Ale największą nowością w przychodni podstawowej opieki zdrowotnej jest głośno komentowany i zapowiadany od dawna pakiet onkologiczny nakładający na lekarza rodzinnego obowiązek dokonania wstępnej diagnozy. Czy to są zmiany potrzebne i oczekiwane? Jak Państwo je oceniają? Na co najbardziej chcieliby liczyć pacjenci w gabinetach lekarzy rodzinnych?

    Zamieszanie wokół lekarzy rodzinnych ominęło Wielkopolskę - gabinety działają cały czas. Ale od Nowego Roku - zasady nieco się zmieniły. Czy nowe rozwiązania są korzystne dla pacjentów i czy są realne do wypełnienia? Czy Państwo już zauważacie te zmiany? Jakich zmian oczekiwaliby jeszcze pacjenci i lekarze? 

    Po pierwsze - od Nowego Roku lekarze rodzinni mogą zlecać więcej badań diagnostycznych. Nie muszą w tym celu odsyłać pacjentów do specjalistów. Z jednej strony dla pacjentów oznacza to mniej biegania na badania ale - z drugiej - już bez skierowania od lekarza rodzinnego nie dostaniemy się do okulisty i dermatologa. Dlaczego w tych przypadkach wprowadzono skierowania?

    Czy taka sytuacja nie spowoduje większych kolejek u lekarzy rodzinnych? Niektórzy mówią, że pakiet antykolejkowy stanie się w rzeczywistości pakietem prokolejkowym. Czy rzeczywiście w przypadku chorób skóry czy oczu - to nie wydłuży leczenia - zanim przejdziemy przez wizytę u lekarza rodzinnego, u okulisty czy dermatologa, już bylibyśmy już po diagnozie i z receptą. 

    1 stycznia w życie wszedł "pakiet onkologiczny". Lekarze rodzinni mogą kierować pacjenta na "szybką ścieżkę diagnozowania i leczenia". Pacjent diagnozę ma usłyszeć w ciągu 9 tygodni. W nowych rozwiązaniach znalazł się jednak zapis, że na 15 pacjentów, u których lekarz rodzinny podejrzewa raka, u przynajmniej jednego diagnoza musi się potwierdzić. W przeciwnym razie lekarz straci dodatkowe pieniądze z pakietu. 

    Lekarz rodzinny, jeżeli podejrzewa nowotwór, ma obowiązek przeprowadzić teraz wszystkie możliwe badania, które uprawdopodobnią chorobę. Badania krwi, badania obrazowe. Następnie wysyła pacjenta do szpitala, gdzie będzie tzw. grupa koordynująca, która w ciągu dwóch tygodni musi przeprowadzić dalszą diagnostykę i ma zaplanować leczenie. Do ubiegłego piątku w całym kraju lekarze wydali 1100 kart leczenia onkologicznego.

    Lekarze rodzinni obawiają, że odebranie im uprawnień do wypisywania karty onkologicznej, odbije się na chorych. Po co więc takie wskaźniki "wydajności" pracy lekarzy rodzinnych? Czy lekarze rodzinni są gotowi na stawianie takich diagnoz - czy będą ostrożni, czy rozrzutni? Z punktu widzenia pacjenta - czy szybsza diagnoza łączy się z przyspieszonym leczeniem. 

    Naszym gościem w programie "W środku dnia" był ekspert rynku zdrowia - Janusz Michalak.

    Wprowadzone zmiany wiążą się z dodatkową sprawozdawczością. Jeszcze przed wprowadzeniem pakietu były obawy, że papierkowa robota zaleje lekarzy i będą mieć mniej czasu dla pacjentów. Pojawia się jeszcze pytanie, jeżeli pacjenci będą teraz szybciej diagnozowani, czy znajdzie się dla nich miejsce w szpitalu specjalistycznym, bo przecież działają one w oparciu o taki sam sprzęt i taką samą kadrę. Tam się nic nie zmienia.

    Czy nie zabrakło pewnego powiązania - nawet jeśli lekarz rodzinny przeprowadzi wstępną diagnozę - pacjent utknie w poradni specjalistycznej? Lekarze rodzinni dostali w tym roku w sumie ponad miliard złotych więcej. Ale w kontraktach szpitali nie widać dodatkowych pieniędzy na specjalistyczne badania takie, jak np. tomografia komputerowa.

    Wydanie zielonej karty leczenia onkologicznego nie oznacza przyjęcia bez kolejki, pacjent zostanie wpisany na dodatkową kolejkę onkologiczną. Ale przecież na leczenie czekają też pacjenci, którzy mieli rozpoznany nowotwór w ubiegłym roku. Co z nimi? 57 lat to obecnie średni wieku lekarza rodzinnego. To przeszkoda czy ułatwienie w diagnozowaniu chorych? Czy lekarzy rodzinnych jest dziś wystarczająco dużo?

    Pojawiają się głosy, że pakiet onkologiczny w ogóle nie był potrzebny, pojawił się też zarzut, że tak duże zmiany, powinien poprzedzić pilotaż. Co Państwo sądzą o tych zmianach?

    https://radiopoznan.fm/n/
    KOMENTARZE 5
    dr X 13.01.2015 godz. 14:25
    Bardzo, bardzo przepraszam :-)))))))))) za dużą ilość błędów ale tekst pisałem między pacjentami. I jeszcze jedno - nie można leczyć metodami, apataturą, lekami i materiałami zachodnimi za stawki zdrowotne z trzeciego świata, to ktoś mądry kiedyś powiedział więc cytuję bo ta opinia jest trafna w polskich realiach.
    dr X 13.01.2015 godz. 13:28
    W latach 1999 - 2003 pracowałem w Wielkopolskiej Regionalnej Kasie Chorych jako specjalista medyczny.W lipcvu 2000 roku w Biuletynie Kas Chrych, wewnętrznym piśmie kas chorych ukazałó się artykuł podsumowujący analizę powodzenia wdrożonej właśnie reformie lecznictwa, jaka wykonana była przez specjalistów niemieckich na zjecenie Zwiążku Kas Chrych, takiej "czapie" która wtedy funkcjonowała. Orzeczenie tej analizy było takie. że wdrożenie i działania są prawidłowe ale reforma nie uda si9ę, bo jest za mało pieniedzy w systemie. Przypominam, że wtedy składka wynosił tylko 7,75%. Niemcy orzekli, że składka winna wynisić min. 13%. Chciałbym poeiedzieć, że składka w Niemczech wynosi ok 15% - przy tamtejszych zarobkach, na Węgrzech 14% a Czechach 14,5%. T było...15 lat temu. Oczywiście obecny system jest chory, należy zmienić płatnika badań diagnostycznych, niue lekarz rodzinny a NFZ bezpośrednio po przedstawieniu rozliczenia przez laboratoria. Wtedy badania zlecane będą zgodnie z faktycznymi potrzebami.Popteram protesty lekarzy, trzeba też NATYCHMIAST zmienić ministra zdrowia io zamiast tegi nieudacznika powołać naprawdęfachowca i autorytet lekarski. Jest ich sporo ale wtedy trzeba by odrzycić partyjniactwo !
    Michał 13.01.2015 godz. 12:54
    tekst pana Michalkiewicza sprzed prawie 5 lat.... cały czas prawdziwy

    "Art. 68 konstytucji stanowi, ze każdy ma prawo do ochrony zdrowia, zaś obywatelom, niezależnie od ich sytuacji materialnej, władze zapewniają równy dostęp do świadczeń opieki zdrowotnej finansowanej ze środków publicznych. Nazywa się to „bezpłatną” ochroną zdrowia – oczywiście niesłusznie, bo taki system płacenia za usługi medyczne jest najdroższy z możliwych. Podatnicy bowiem utrzymują nie tylko szpitale, przychodnie, lekarzy i pielęgniarki – ale również – a właściwie – przede wszystkim – armię kosztownych pośredników, tzn. urzędników, którzy nikogo nie leczą. Jeśli, dajmy na to, płacą dzisiaj na usługę medyczną 100 złotych, to połowę tej sumy zabiera armia naszych dobroczyńców, a pozostałą połową dzielą się szpitale, lekarze i pielęgniarki. Nazywa się to, że „pieniądze idą za pacjentem”. Może i idą – ale w takiej odległości, że kontakt, nie tylko wzrokowy, ale i każdy inny, został z tymi pieniędzmi bezpowrotnie utracony.

    Tymczasem prywatyzacja ochrony zdrowia oznacza, że pieniądze nie idą „za pacjentem”, tylko razem z nim – bo nikt ich pacjentowi nie odbiera pod pretekstem, że w przyszłości będzie go leczył. Dzięki temu pacjent może sam zapłacić za usługę medyczną, bez konieczności korzystania z usług armii naszych dobroczyńców. Dzięki temu można by obniżyć koszt usługi medycznej ze 100 na – dajmy na to, 75 złotych – bo pośrednicy, którzy swoje wynagrodzenia wymuszali siłą, już by zniknęli. W ten sposób pacjent płaciłby mniej, zaś wykonawcy usługi (lekarze, pielęgniarki) otrzymywaliby więcej. To proste – ale właśnie dlatego pomysł prywatyzacji ochrony zdrowia jest tak energicznie zwalczany przez wpływową biurokrację, która z Rzeczypospolitej uczyniła sobie swoje żerowisko..."

    http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=1671
    Przewrotny 13.01.2015 godz. 12:46
    Lekarz rodzinny nie jest po to, żeby sobie z nim pogadać, tylko po to, żeby leczyć. Lekarz rodzinny nie może zastąpić rodziny, która powinna się zająć osobami starszymi. I dochodzimy do wniosku, że młodzi sami są sobie winni, bo nie opiekując się osobami starszymi, sami wysyłają ich na lekarza rodzinnego.
    Reformator 13.01.2015 godz. 12:44
    Mam sposób na zmniejszenie kolejek. Każda wizyta u lekarza rodzinnego płatna...2zł. Dla osoby, która potrzebuje pomocy to żadne pieniądze, ale dla osoby, która jest u lekarza średnio trzy razy w tygodniu (bo nie ma co ze sobą w domu zrobić) to już w ciągu miesiąca się uzbiera.