Ale największą nowością w przychodni podstawowej opieki zdrowotnej jest głośno komentowany i zapowiadany od dawna pakiet onkologiczny nakładający na lekarza rodzinnego obowiązek dokonania wstępnej diagnozy. Czy to są zmiany potrzebne i oczekiwane? Jak Państwo je oceniają? Na co najbardziej chcieliby liczyć pacjenci w gabinetach lekarzy rodzinnych?
Zamieszanie wokół lekarzy rodzinnych ominęło Wielkopolskę - gabinety działają cały czas. Ale od Nowego Roku - zasady nieco się zmieniły. Czy nowe rozwiązania są korzystne dla pacjentów i czy są realne do wypełnienia? Czy Państwo już zauważacie te zmiany? Jakich zmian oczekiwaliby jeszcze pacjenci i lekarze?
Po pierwsze - od Nowego Roku lekarze rodzinni mogą zlecać więcej badań diagnostycznych. Nie muszą w tym celu odsyłać pacjentów do specjalistów. Z jednej strony dla pacjentów oznacza to mniej biegania na badania ale - z drugiej - już bez skierowania od lekarza rodzinnego nie dostaniemy się do okulisty i dermatologa. Dlaczego w tych przypadkach wprowadzono skierowania?
Czy taka sytuacja nie spowoduje większych kolejek u lekarzy rodzinnych? Niektórzy mówią, że pakiet antykolejkowy stanie się w rzeczywistości pakietem prokolejkowym. Czy rzeczywiście w przypadku chorób skóry czy oczu - to nie wydłuży leczenia - zanim przejdziemy przez wizytę u lekarza rodzinnego, u okulisty czy dermatologa, już bylibyśmy już po diagnozie i z receptą.
1 stycznia w życie wszedł "pakiet onkologiczny". Lekarze rodzinni mogą kierować pacjenta na "szybką ścieżkę diagnozowania i leczenia". Pacjent diagnozę ma usłyszeć w ciągu 9 tygodni. W nowych rozwiązaniach znalazł się jednak zapis, że na 15 pacjentów, u których lekarz rodzinny podejrzewa raka, u przynajmniej jednego diagnoza musi się potwierdzić. W przeciwnym razie lekarz straci dodatkowe pieniądze z pakietu.
Lekarz rodzinny, jeżeli podejrzewa nowotwór, ma obowiązek przeprowadzić teraz wszystkie możliwe badania, które uprawdopodobnią chorobę. Badania krwi, badania obrazowe. Następnie wysyła pacjenta do szpitala, gdzie będzie tzw. grupa koordynująca, która w ciągu dwóch tygodni musi przeprowadzić dalszą diagnostykę i ma zaplanować leczenie. Do ubiegłego piątku w całym kraju lekarze wydali 1100 kart leczenia onkologicznego.
Lekarze rodzinni obawiają, że odebranie im uprawnień do wypisywania karty onkologicznej, odbije się na chorych. Po co więc takie wskaźniki "wydajności" pracy lekarzy rodzinnych? Czy lekarze rodzinni są gotowi na stawianie takich diagnoz - czy będą ostrożni, czy rozrzutni? Z punktu widzenia pacjenta - czy szybsza diagnoza łączy się z przyspieszonym leczeniem.
Naszym gościem w programie "W środku dnia" był ekspert rynku zdrowia - Janusz Michalak.
Wprowadzone zmiany wiążą się z dodatkową sprawozdawczością. Jeszcze przed wprowadzeniem pakietu były obawy, że papierkowa robota zaleje lekarzy i będą mieć mniej czasu dla pacjentów. Pojawia się jeszcze pytanie, jeżeli pacjenci będą teraz szybciej diagnozowani, czy znajdzie się dla nich miejsce w szpitalu specjalistycznym, bo przecież działają one w oparciu o taki sam sprzęt i taką samą kadrę. Tam się nic nie zmienia.
Czy nie zabrakło pewnego powiązania - nawet jeśli lekarz rodzinny przeprowadzi wstępną diagnozę - pacjent utknie w poradni specjalistycznej? Lekarze rodzinni dostali w tym roku w sumie ponad miliard złotych więcej. Ale w kontraktach szpitali nie widać dodatkowych pieniędzy na specjalistyczne badania takie, jak np. tomografia komputerowa.
Wydanie zielonej karty leczenia onkologicznego nie oznacza przyjęcia bez kolejki, pacjent zostanie wpisany na dodatkową kolejkę onkologiczną. Ale przecież na leczenie czekają też pacjenci, którzy mieli rozpoznany nowotwór w ubiegłym roku. Co z nimi? 57 lat to obecnie średni wieku lekarza rodzinnego. To przeszkoda czy ułatwienie w diagnozowaniu chorych? Czy lekarzy rodzinnych jest dziś wystarczająco dużo?
Pojawiają się głosy, że pakiet onkologiczny w ogóle nie był potrzebny, pojawił się też zarzut, że tak duże zmiany, powinien poprzedzić pilotaż. Co Państwo sądzą o tych zmianach?