- Poszlaką na ich obecność jest nadgryzione drzewo - mówi Gerard Krzeszewski z Urzędu Miejskiego w Turku. - W tej chwili one sobie spokojnie żyją, troszeczkę podgryzły jedno drzewo i będziemy je obserwować. I drzewo i bobry. One do tej pory nie robiły szkód, więc myślimy, że to jedno drzewo - jeśli zostanie ścięte - to będziemy wtedy myśleli, ale to jest jeszcze kilka miesięcy. Można je przenieść albo się z nimi zaprzyjaźnić - Krzeszwski.
Podkreśla, że przyjaźń polega na tym, że bobry są pod ochroną i w tym momencie nie wiemy jeszcze, jaką ścieżką pójdziemy. - Nie chcemy tym bobrom żadnej szkody robić, natomiast myślę też, że będziemy rozmawiać na forum szerszym, co zrobić z bobrami w Turku. Generalnie - bobry są lubiane, ale też boją się mieszkańcy ścinki drzew w dużej ilości. Na razie jest to jedno drzewo, staramy się tłumaczyć mieszkańcom, że my je tutaj będziemy obserwować i nic złego nie powinno się wydarzyć - mówi Krzeszewski.
Teoretycznie - obecność bobrów w miejskim parku jest możliwa. W praktyce - nie ma tam nigdzie śladów ich gniazdowania. Zazwyczaj żeremia wystają ponad powierzchnię wody. W Turku - niczego takiego nie widać. Nie można wykluczyć, że drzewo niszczą wandale, jednak to mało prawdopodobne, mówi Krzeszewski.