Prawo i Sprawiedliwość zapowiada ograniczenie czasu rządów jednego człowieka na fotelu włodarza gminy do dwóch kadencji. Gdyby zakaz sprawowania więcej niż dwóch kadencji objął okres sprzed uchwalenia nowego prawa, to na przykład w powiecie średzkim do walki o reelekcję nie mógłby już stanąć żaden z obecnych burmistrzów pięciu gmin. Także w wielu innych miastach musiałaby nastąpić zmiana: Września, Śrem, Miłosław. Nie wiadomo, co byłoby z burmistrzem Jarocina, który w jednej z ostatnich kadencji miał krótką przerwę w rządzeniu z powodu wyroku sądowego. W kolejnych wyborach jednak wystartował i znów wygrał.
Temat podzielił już polityków. Pomysł PiSu krytykuje Związek Miast Polskich, bo ich zdaniem zmiany będą niekonstytucyjne. Z drugiej strony są głosy polityków także opozycyjnych, którzy są za dwukadencyjnością wójtów burmistrzów i prezydentów. Z wielkiej polityki oglądaliśmy ten temat na bazie naszych lokalnych, wielkopolskich przykładów.
Odwiedziliśmy Nowe Miasto nad Wartą gdzie 27. rok rządzi Aleksander Podemski. Jest także Jan Lubas, były wójt gminy Dominowo, który sam dla siebie wprowadził dwukadencyjność, to znaczy nie przekraczał liczby dwóch kadencji, a na dodatek potwierdza, że w gminach tworzą się kliki, a przeciwko wieloletniemu wójtowi boją się startować konkurenci.
Przeciwko planowanym zmianom jest m.in. Wojciech Ziętkowski, burmistrz Środy Wielkopolskiej, który rządzi czwartą kadencję. Jego zdaniem pierwsza kadencja to nauka, a druga według nowego prawa będzie nijaka (włodarz gminy nie będzie się "gimnastykował", bo po co.
Ekspert Wielkopolskiego Ośrodka Kształcenia i Studiów Samorządowych, wykładowca prawa na UAM, prof. Marek Szewczyk zwraca uwagę, że zapowiadane ograniczenia mają plusy i minusy. Według burmistrza Środy mechanizm samooczyszczający samorządy ze złych wójtów i tak działa, bo każde wybory to wymiana 1/3 włodarzy gmin.
Krytycy pomysłu zauważają, że posłów nie tak łatwo rozliczyć. Pozostają jeszcze do rozważenia inne kwestie - jak chociażby długość kadencji, mówi się o wydłużeniu ich do pięciu lat. To oczywiście w przypadku ograniczenia związanego z dwukadencyjnością. I kolejne istotne pytanie: czy nowa ordynacja obowiązywałaby działając wstecz czy kadencje liczyłyby się od wyborów w 2018 roku?
Czy dwie kadencje to czas wystarczający na realizację planów i obietnic przedwyborczych? Zdania są podzielone. Czy dla Państwa ma znaczenie, czy waszą gminą czy miastem rządzi ktoś przez długie lata czy też następuje rotacja?